wspólne z dzieckiem oglądanie tv - Eurowizja 2026

 W miniony wtorkowy i czwartkowy wieczór oglądaliśmy z synkiem Eurowizję. Początkowy filmik z parą gejów pokazywanych na przestrzeni lat sprawił, że tylko popatrzeliśmy na siebie z synem porozumiewawczo "Znak czasów". Gdy usłyszalam pierwsze takty greckiej piosenki, od razu zawołałam: "To brzmi jak z Tik Toka!", a dziecko potwierdziło, że artysta zaczynał występy od tego medium. Włochy poza głosowaniem w półfinałach, ale dodałam do ulubionych na Youtube, dla mnie brzmiały mega festiwalowo. Portugalia bardzo portugalizowała, ale mnie się podobało. Piosenkarz z Litwy wyglądał jak Wielki Elektronik z filmu "Pan Kleks w kosmosie". Polka - wielkie możliwości wokalne, ale nie jestem fanką tej piosenki. Aplauz w czasie występu Izraela podstawiony w telewizji zamiast gwizdów publiczności. Rumunię Lolek obstawił, że się dostanie do finału jako jedyna przedstawicielka podziemia (vide Bambi Thug). Przestawicielka Luksemburga przypominała mi zarówno z wokalu, wyglądu, jak i skrzypiec Sanah, w moim stylu muzycznym. Chorwacja, Bułgaria, Armenia, Cypr, Mołdawia, Albania w lokalnej linii melodycznej. W ogóle Albania zaleciała mi Bregovicem i Biełyje Dugmo na smutno. Ukrainka jak Maja Staśko. Wielka Brytania rozśmieszała wymową słowa "drei". Piosenkarzom chyba nie wolno występować półnago, bo albo widać było sutki przez koszulki, albo - jak w przypadku Norwegii szelki idealnie je zasłaniały. Prowadzący ubrany a la Abba. Generalnie idea konkursu dobra, bo człowiek ma okazje zapoznać się z piosenkami innymi, niż polskie, brytyjskie i amerykańskie. 

Dzisiaj finał Eurowizji i mam nadzieję na kontynuację rozrywki z dzieckiem.

***

Dwa pierwsze dni pracy zdalnej pracowałam bardzo sumiennie, w sumie wyszło godzinowo więcej, niż w biurze. A i zadań zrobiłam tyle, co normalnie w cztery dni. Jest to zasługą większego skupienia, braku rozpraszaczy w postaci ciągłych telefonów i prywatnych rozmów innych pracowników, no i oczywiście automatyzacji. W piątek popołudniu przyszedł mail od kluczowego klienta z zaproszeniem na spotkanie, poczułam się doceniona.

W sobotę obudziłam się zaraz po piątej, niby wyspana, ale jak się okazało po godzinie - moje ciało potrzebowało jeszcze polegiwania w łóżku. Teraz, gdy piszę wpis, czuję się dużo lepiej.

Kupiłam sobie polskie klapki Ochnika w typie Birkenstocków, Birkenstocki moim zdaniem są po prostu za drogie jak na tę stylistykę - zarabiam w PLN, to nie będę płacić ceny, która prezentowana jest Niemcowi zarabaiającemu w EUR, dla Niemca może OK, dla mnie cena w EUR razy cztery. Trzy dni oglądałam Birkenstocki w Internecie, także na Vinted - i nie mogę się nadziwić, że istnieją ludzie, którzy wystawiają używane, brudne w środku buty na sprzedaż z opisem "stan bardzo dobry", i to jeszcze w takich cenach, że szokuje. Brzydziłabym się nosić po kimś takie obuwie.

Ale ciuchowo zaszalałam na Vinted, ciekawe co przyjdzie.

Aha, obudziłam się dzisiaj z piękniejszym widokiem za oknem, bo sąsiad po mojej stronie posadził kwitnącego derenia. Za każdym razem, gdy idę do kuchni, mam go (derenia oczywiście, nie sąsiada) na oku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

wczoraj

ale śniegu