tym paru znajomym czytelnikom
z V. i tym nieznanym, co nigdy nie zostawili po sobie śladu, jestem wreszcie gotowa wyjawić, że gwoździem do trumny mojej relacji był alkohol, oczywiście nie w moim wykonaniu. Wcześniej może sama przed sobą udawałam, że nie ma problemu, ale żyliśmy 5 lat na dwa kraje i widywaliśmy się w jego trzeźwych momentach. Były też co najmniej dwa inne powody, ale nie chcę o tym pisać, bo nie chcę rozdrabniać się nad przeszłością w nowej części mojego życia. W każdym razem na przyszłość muszę bardzo uważać, bo buduję sobie w głowie złudzeniowy obraz partnera i kocham to wyobrażenie, zamiast jak to w Biblii napisane, "po czynach ich poznawać" i te czyny mieć przede wszystkim na uwadze, a nie dawać sobie nawijać makaron na uszy. Choć tutaj w ostatnim pół roku nawet tego makaronu nie było. Gdzieś po drodze zginęła ta właściwa iskra, która powinna cechować dobry związek. Vitalijki pamiętają niejedno zerwanie - przyznaję, zrywałam niekonsekwentnie na raty, ale teraz poczułam, że jestem ...
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.
Proszę , zostaw swój komentarz podpisany.