Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2026

cząstka wiedzy

  Dzisiaj zawodowo dokształciłam się w pewnym temacie, który u jednego z klientów wypłynął z 5 lat temu i widzę, że działałam w błędzie - aczkolwiek byłam tego nieświadoma. Hm. Człowiek jednak całe życie się uczy. Nic to, w tym roku mam jeszcze czas na pracową naprawę tego zagadnienia, wiem już, co mam do poprawy i postaram się to zrobić niebawem. Nie wchodzę w szczegóły - raz, że nie jest to nic związanego z "modnymi" tematami jak na przykład kredyty, podróże i psychologa, dwa - dla każdej osoby spoza zawodu jedno wielkie nieznane przez nieznane, rzecz dotyczy sposobu ujęcia leasingu osobno dla celów podatkowych, osobno dla celów bilansowych, zapisy mam w porządku, ale do podatku wyliczenia złe, może na przełomie lipca i sierpnia spróbuję do tego podejść praktycznie i zrobić poprawki. Wczoraj rzecz się stała niesamowita, mój tato drugi raz w tym miesiącu mnie pochwalił: "wyszedł Ci obiad". Ha ha, cieszę się, zwłaszcza że nie ma już wstawek w rodzaju "kobieta w...

kiełkowanie i dyssymulacja

  Trawa po podlewaniu wykiełkowała w ostatnim bastionie, dokładnie tym, który ze dwa lata temu opryskując chwasty na ścieżce z kostki brukowej potraktowałam round upem. W tym tygodniu codziennie ma padać, więc chyba nie będę musiała podlewać (ulga dla portfela). Jedyne prace ogrodowe, które do końca wakacji mam w planach, to koszenie. No, chyba że mi się w głowie coś usra uroi. W pracy jak w pracy, coś tam z audytorem popycham do przodu, więcej zajmuję się sprawami bieżącymi, trochę luzu, trochę nerwów, dzisiaj nawet poczułam ścisk żołądka w oczekiwaniu na rozmowę z audytorem, co dało mi do zrozumienia, że lepiej koncentrować się na jednym źródle problemów (praca), niż mieć ich więcej. Z piątkowej rozmowy z L. wynikało, że dzisiaj ma umówioną wizytę do lekarza medycyny pracy. Jestem ciekawa wyniku, ale nie chcę do niego dzwonić dzisiaj. Może wyślę mu maila, ale też nie dziś - po powrocie po latach Mandaryny i Wiśniewskiego Internet został zalany falą memów, co robić, gdy najdzie c...

spotkanie trzech pokoleń

  Ogród ma się lepiej, zostało tylko jeszcze jedno miejsce, w którym trawa jeszcze nie wykiełkowała. Podlewam trawniki dwa razy dziennie, więc spodziewam się milionów za wodę, ale jestem myśli, że warto ponieść ten koszt. Krzewy - jak myślę - przyjęły się, nawet hortensja przeżyła. Ja - jak nie ja - zamiast kupować jak zwykle ciuchy, kupiłam sobie wertykulator i mam zamiar go używać już wkrótce. We wtorek wpadłam na pomysł, by na sobotę zaprosić dziadków dzieci na obiad. Młodsze dziecko ugotowało rosół, ja zrobiłam karkówkę w sosie pieczarkowym i kotlety schabowe, karkówka wyszla obłędnie,a kotlety tak sobie (mięso było twarde). Do tego bezalkoholowe wino, Rozmowa toczyła się na różne tematy, między innymi zeszła na problem dzietności. Ja, nie bacząc na obecność ojca eksmęża, wyraziłam zdanie, że chciałam mieć trzecie dziecko, ale mąż mnie zostawił i nie było z kim go wychowywać, więc plan się nie zrealizował, i pewnie są młode kobiety teraz w Polsce z tym samym problemem. Ot, jede...

Wspomnienie z portalu randkowego - uwaga długie (z pewnego forum)

 Wspomnienie z portalu randkowego - uwaga długie (z pewnego forum)  Dzień dobry. To mój pierwszy post tutaj, więc witam wszystkich serdecznie. Od jakiegoś czasu przeglądam to forum i widzę, że sporo jest wpisów dotyczących portali randkowych. I od razu przypominają mi się moje przygody na jednym z takich portali. Było to w czasach, kiedy niepodzielnie królowała Sympatia, a Tinder był portalem jeszcze niszowym. Jestem starsza od większości was  i wtedy szukałam partnera w wieku 45 plus. Można by pomyśleć, że ludzie w tym wieku są dojrzali i dorośli, ale okazuje się, że problemy na portalu były identyczne jak te, opisywane przez 25 latków. Jakiś czas wcześniej miałam już mały epizod na innym portalu i poznałam zasady panujące w takich miejscach, więc wiedziałam , czego mogę się spodziewać. Przydarzył mi się wypadek i miałam uszkodzone kolano. Rehabilitacja była dosyć długa, a ja byłam uziemiona w domu. Pomyślałam, że to świetna okazja, żeby zalogować się na tej Sympatii. Mi...

milion myśli

 pojawia się w mojej głowie, gdy tylko opada dzienny kurz. Mój eksmąż kilka lat temu posprzedawał wszystkie mieszkania, które przypadły mu w podziale majątku dorobkowego i wybudował dom. Przekonałam samą siebie, że to znaczy, że on dojrzał do myśli, że mieszkanie na przedmieściach w otoczeniu własnego ogrodu to znakomity pomysł, że dojrzał do sadzenia wychodzących ponoć zmody tuj i modnych teraz laurowiśni, że polubił życie zdala od miejskiego zgiełku (bo przecież mnie za czasów mamutów wielokrotnie powtarzał, że ogród w Laskowie najchętniej by wybetonował), a tu wspólne dziecko wyprowadziło mnie z błędnego myślenia twierdząc, że "tata sadzi krzewy, bo Jola chce". Tak samo mega oszczędny, wręcz skąpy, sprawił sobie w kuchni najkosztowniejszą w użytku indukcję, bo - jak powiedział dziecku wywracając oczami - "tamta chciała". Czyli kobiety nadal motorem postępu, siłą rozwojową,  a nie że każdy się zmienia. W środę wieczorem zadzwoniłam do L. zapytać, jak z powrotem do...

uaktywnił się były mąż

  Uaktywnił się były mąż jakiś czas temu i zaobserwował mnie na Instagramie, a weekend przysłał na Facebooku zaproszenie mojej mamie. Z nim to sprawa tak stara już, że mamuty go nie pamiętają, nie to co świeżyzna z L., o którym myśli w chwilach wolnych nawracają i muszę je prostować przypominając sobie, że postać którą kochałam, właściwie wcale nie istniała. Dziecko młodsze stwierdziło, że tata "tak umie w Instagrama, że pewnie nawet nie wie, że wyświetlają się powiadomienia o dokonanych obserwacjach", a moja mama nie zaakceptowała zaproszenia. Ja tymczasem modliłam się dzisiaj pół dnia, by panowie z firmy komunalnej zabrali WSZYSTKIE 20 worków z bioodpadami, a w porze wieczornej nabyłam 50-metrowy wąż ogrodowy - jedyny kran zewnętrzny mam z tyłu domu, a potrzebuję podlewać zasiewy trawy przed domem. Stary wąż nie sięga. Po pracy byłam na pazurkach, mam teraz - jak kto woli - rodzaj frencha w kolorach LGBT albo wakacyjnych neonach, każdy paznokieć z paseczkiem w innym kolorze...

prace na finiszu

 Jestem mega zmęczona, ale i usatysfakcjonowana, bo prace w miejscu po tujach i kalinach na finiszu. Nie wspomniałam, że kazałam też wyciąć sprzed płotu dwa karłowate drzewka kaliny, by sąsiad, który ma działkę na końcu ślepej ulicy, miał lepszy wjazd? Trawnik zgrabiony z odpadów i przy okazji z wyschłego mchu, dziury zasypane, posadzone nowe rośliny i dosiana trawa, powstałą grządkę wysypałam grubą korą sosnową. Zostało jeszcze do obrobienia z półtora metra kwadratowego, ale to w następnym tygodniu i rękoma synów (mam nadzieję), bo trzeba przenieść ciężkie elementy, a i kory brakło. Dziecko warszawskie przyjechało ze studiów do domu, decyzja o podróży podjęta spontanicznie, mimo to cieszę się jak kwoka, która wszystkie pisklęta ma pod skrzydłami. 

światłowód

 Trzeciego dnia po usunięciu tuj z korzeniami zajechał do mnie mój tato na niezaplanowaną inspekcję. Chyba prace mu się spodobały, bo się uśmiechał i nie skrytykował. W jego wykonaniu brak krytyki to najwyższy stopień pochwały. Nie wszystko jednak idzie dobrze, bo okazało się, że kabel od internetu został przez montera miejscowo zainstalowany w ziemi bez osłonki i niestety uległ przerwaniu. Awarię natychmiast zgłosiłam, czekam na fachowca i zastanawiam się, czy i ile będę musiała za to zapłacić Zaczęłam sprzątać na miejscu cięć, codziennie po godzinie, gdyż jest to czas, po którym na twarzy robię się buraczkowa. Powoli myślę o nasadzeniach w tych miejscach, jednak nauczona doświadczeniem wiem, że nie chcę zbytniego zagęszczenia roślin, niech i one mają dosyć przestrzeni. No i najpierw niech monter naprawi światłowód. Wczoraj wieczorem była burza, przed burzą powietrze było bardzo gęste. Za to po burzy przypilnowałam moment, wyszłam na balkon i moim oczom ukazała się tęcza, najwięks...