mission complete

 raporty roczne wykonalam, w razie "w" poprawki - mam nadzieje: drobne. Kosztowalo mnie to kilkanaście weekendów i zarwanych nocy, zadanie wykonane dzień przed terminem. Dzisiaj mialam wrażenie, że przejechal po mnie walec, i to kilka razy. Dopiero 13:35, gdy mialam wyslany ostatni raport, poczulam odprężenie.  Gdy po pięciu minutach zadzwonil syn warszawski, mialam spokój w sobie w trakcie rozmowy z nim.

Po poludniu dostalam czkawki. Znany jest mi przesąd, że gdy ma się czkawkę, jest to znak tego, że ktoś o nas myśli, więc trzeba zgadnąć kto to i wtedy czkawka przechodzi. Wcześniej wyslalam wszystkie raporty do klienta - ulubieńca (tego, który będzie mial audyt), pomyślalam więc o nim i czkawka nagle przeszla. Czyżby znak? Mila to myśl.

Przyszlo mi też na myśl, że gdybym nadal byla w relacji z L. i dodatkowo by doszly nerwy o to, czy on zadzwoni wieczorem o przyzwoitej porze, czy nie jest pijany w sztok, praca kosztowalaby mnie sporo więcej. Rachunek zysków i strat (bo z racji zawodu nie wyrażę się jak w piosence "Perfectu" "bilans zysków i strat") oczywisty. Na razie jedyny "romans" mam ze sklepem dyskontowym, który regularnie przykladowo informuje mnie o promocji piersi z kurczaka. Poza tym w kwestii ewentualnych romansów myślę sobie, co tata mi powtarzał, kiedy mialam piętnaście lat: "patrz, z czego masz chleb" (if you know what I mean).

W domu dokończylam otwarte wino, szybko uderzylo mi do glowy - efekt zmęczenia. Jutro zastrzyk w przychodni i luźna zawodowo dniówka. Plany na weekend majowy mam takie, że zrobię wreszcie prania, bo z kosza z łazienki brudy się wysypują, a podloga w pralni cala jest zarzucona, odchwaszczę grządki i posadzę barwinki.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

mamy po 20 lat

dawno, dawno temu

relacje z dziećmi i relacje romantyczne