jeden dzień urlopu

a ja jednak trochę popracowałam zawodowo: obudziłam się wyspana o wpół do czwartej i zamiast poczekać, aż znowu zasnę, po chwili poczułam, że jestem w trybie ON.

Naszykowałam dane wynikowe dla klienta, wysłałam mailem z krótkim podsumowaniem i była prawie ósma.

Na dziesiątą miałam fryzjera, mam teraz włosy miejscowo  w ciemnej platynie i wspomniało mi się w trakcie wizyty, jak dawno, dawno temu w innym życiu byłam u fryzjera mężczyzny (pewnie to ma znaczenie dla wrażenia), który bardzo delikatnie umył mi włosy, a ja poczułam się, jakbym była małą dziewczynką, a włosy mył mi tata. Coś jak scena z "Powrotu do Afryki". Mega przyjemne doświadczenie.

Tydzień w ogóle pod znakiem upiększania, bo dzisiaj żel, a jutro henna.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

dzyndzelek

mission complete - patrz, z czego masz chleb

Fagata na Juwenaliach

tym paru znajomym czytelnikom

niektóre małżeństwa powinny dawno się rozwieść