ogród to proces

dzisiaj rano obudziłam się po czwartej i pojechałam nad rzekę obejrzeć mgłę. Potem jednak usnęłam znowu i okazało się, że dziecko już na nogach. Miałam niedorzeczny sen w tym czasie, szkoda go nawet opisywać.

Natomiast pierwszą myślą po pobudce była ta, że odkąd nie jestem z L., poznałam czterech nowych fajnych, jak mi się udało wystalkować w Internecie - wolnych mężczyzn, tylko jednego skreśliłam za palenie papierosów i małoletnie dziecko.

Ale jak to w życiu bywa, żaden nie zareagował na moje zainteresowanie.

Tymczasem w równoległym życiu w rozmowie z sąsiadami wczoraj udało mi się ustalić, że w te wakacje sąsiad pomoże mi ściąć trzy ostatnie tuje. Mam piłę, moi synowie mu pomogą. Powstał mały problem, gdzie wyrzucić tuje, bo znajomy, który je wywoził dwa lata temu, przeszedł ciężki udar i obecnie jest wożony na wózku, ale powiedziałam, że gdyby pociąć je na kawałki, to spakuję w brązowe worki i będę systematycznie wystawiać z bioodpadami do zabrania. Oczywiście ja już w głowie planuję na ich miejsce posadzenie kwitnących krzewów. Moda na tuje przeszła, teraz sadzi się laurowiśnie. Teraz piękne słońce, gdybym miała materiały, mogłabym już dzisiaj działać na podwórku z ogrodzeniem. Zrobiłam sobie wczoraj wizualizację Chatem GPT, efekt jest obiecujący. W lipcu dziecko obiecało poświęcić dzień na umycie karcherem kostki brukowej, kupiłam już preparat czyszczący.

Innym pomysłem, który prawdopodobnie skopiuję od sąsiadów, jest przyjęcie w ogrodzie. Poprawiny na sali drogie, nie każdy przyjdzie, więc sąsiedzi wynajęli namioty ze stołami i ławami, urządzili catering samoobsługowy i otwarty bar. Pomyślałam, że super pomysł z tym na moją pięćdziesiątkę, tylko musiałabym przenieść imprezę z lutego na sezon wiosenno-letni, jeszcze przedurlopowy. Hm, warte przemyślenia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

dzyndzelek

trigger (edit.)

niektóre małżeństwa powinny dawno się rozwieść

Fagata na Juwenaliach