Sobota pod znakiem declutteringu (odgracania po naszemu). Której szafy czy szuflady bym nie otworzyła, zawsze coś znalazłam do utylizacji. Raz obróciłam autem do kontenera PCK, aby po powrocie naszykować sobie kolejne dwa worki. Nie, nie tylko odzież, ale również m.in. stare prześcieradła, upchane w szafie na tzw. wszelki wypadek (remont w domu, zalanie, itp.) - skoro nie użyłam ich do ostatniego malowania, to raczej nie będą potrzebne. Skończyłam "Histerię sztuki" (bardzo polecam), wzięłam się za "Mitologię" Parandowskiego. Może sprzed wojny, ale w końcu to, co stare, nie musi być złe i niegodne uwagi. Czytałam w dzieciństwie, z miłą chęcią przypomnę sobie w wieku dojrzałym. Niedzielę zaczęłam od jogi, potem śniadanie z progeniturą, na resztę dnia planów nie było, no może wstawienie prania. Wczoraj słońce na niebie zachęcało mnie do wyjścia i porobienia w ogródku, ale resztką zdrowego rozsądku wytłumaczyłam sobie, że to początek lutego i słońce za oknem niekonieczn...