Posty

audyt

Obraz
 szczęśliwie zakończony, czuję, że odzyskałam sprawczość.  Trwał tak długo, bo jak sprawdziłam, od połowy wakacji do prawie końca października audytor siedział cicho. A przecież powinien mobilizować do działania, jak to osoba kontrolująca. Nikt przedtem tak szczegółowo nie kontrolował, dosłownie każdą kropkę i przecinek. Nikt przedtem nie zadał tylu dokumentów. Czuję więc sprawczość (daj Bóg, żeby to nie było chwilowe). Czuję, że odzyskałam kontrolę nie tylko nad życiem (przez zakończenie związku), ale też kontrolę nad procesami pracowymi. Z tego szczęścia zakręciłam sobie włosy na papiloty. Bawię się Chatem GPT w rysunki, nawet zastanawiam się, czy wziąć sobie subskrypcję.

w tym sezonie

Obraz
 jesienno-zimowym trzy razy miałam auto odpalane z kabli rozruchowych, więc poszłam po rozum do głowy i wymieniłam akumulator. Panowie w serwisie twierdzili, że w hybrydach Toyoty akumulatory trzymają krótko, nie wiem, nie znam się, uwierzyłam. Na szczęście nie była to kwota liczona w tysiącach.  Co do finansów, to zdecydowana jestem zrezygnować z jogi w studio, bo cena skoczyła na 35 zł za godzinę. Drogawo. Bieżnia kosztowała siedem stów, tyle co  ponad cztery czy pięć karnetów na siłownię. Na jogę chodziłam raz w tygodniu, bieżni - odkąd ją mam - używam codziennie. Zaleta taka, że nie muszę wychodzić z domu, nie tracę czasu na dojazdy i nie muszę się przebierać w sportowe ciuchy, co czekałoby mnie, gdybym zdecydowała się na chodzenie po bieżni na siłowni. Co do jogi, mam własną matę, teoretycznie więc mogłabym praktykować jogę na własną rękę. Codzienne spacery po pół godziny są dobre dla serca i tarczycy (a jestem w trakcie diagnozy), joga - dla kręgosłupa. Dodatkowo ro...

po dziewięciu latach

Obraz
 użytkowania padł mi czytnik. Rozlał się ekran i czytnik przestał działać. Dzisiaj zamówiłam nowy, też PocketBook, też z podświetlanym ekranem i też wodoodporny (czasem czytam w wannie nie tylko komórkę). Cena nie tak bardzo w górę, z tego co pamiętam za ten, co się popsuł, dałam w 2017 zaledwie o stówę mniej, więc uwzględniając inflację nie jest tragicznie. Rano pociągnęłam nieco temat pracy zawodowej, potem pełna depilacja, kąpiel i zajęcie się sobą.  Wstąpiłam do galerii handlowej na nowy rodzaj kawy w McDonald's i po kalendarz do EMPIK-u. Kupiłam wełnianą bluzkę i przyzwoicie wyglądające spodnie z wiskozą. Siedzę i myślę sobie, że po zerwaniu czuję się tak, jakbym odzyskała siebie.  Nie powiem, ta relacja przyniosła mi bez terapii całkowite uzdrowienie z tematów okołorozwodowych (eks zrzucił za swą zdradę całą winę i odpowiedzialność na mnie, a ja mu uwierzyłam i się z nim zgodziłam wewnętrznie, a przecież to była jego decyzja; porzucenie przez kolejnego amanta wzmocn...

zmienne nastroje

Obraz
 miałam wróżone na styczeń i troszkę tak sobie przechodzę od doła i wizji rezygnacji przez klienta z moich usług, przez jasne nadzieje, aż po całkiem-dobry-humor. Aktualnie jestem happy. Oczywiście, gdy umarł temat związkowy, przyczyną zmiany nastrojów jest praca. A dziś było naprawdę efektywnie. Dużo pracy w tym miesiącu, oprócz normalnych obowiązków - kulminacja audytu. Wysłałam zaproszenie do pracownika audytowanego klienta, obejrzałam sobie jego profil na Facebooku i pomyślałam "a może to ten?!". Dziecko młodsze zalicza pierwszą sesję egzaminacyjną. W ogóle ciekawy jest jego system uczenia się: wszystkie notatki ma telefonie, więc albo uczy się z telefonu, albo ogląda filmy związane z tematyką studiów na Youtube. Dziecko młodsze dziś jedzie do taty (choć tylko na jeden wieczór), nie widział się z nim od Wigilii. Dziecko warszawskie zainteresowało się tematyką fitness oraz kalorycznością i makrami produktów. Ja już mam dwie i pół godziny wychodzone na bieżni i może w nastę...

znowu

Obraz
 dostałam maila od L. (w telefonie jest zablokowany). Zbyłam milczeniem. W poniedziałek minął dokładnie miesiąc od zerwania. W pracy natłok roboty do napięciowego bólu głowy, ale dokształcam się i oczekuję pozytywnego wyniku. Jak to bywa, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc i ten trwający audyt stanowi dla mnie dobrą lekcję, jak lepiej kontrolować to, co robię zawodowo. Odbyłam z audytorem rozmowę z ujawnieniem prywaty, przez co mam wrażenie, audytor inaczej na mnie spojrzał, i ja ujrzałam w nim człowieka. Przyszła bieżnia i zaczęłam na niej spacerować - w sumie całkiem mi się to podoba, z jednej strony ruch aż do uczucia ciepła w stopach, z drugiej strony zajęcie całkiem nienudne, bo pozwala zerkać w głupoty w tv.

mam zgryz

Obraz
 w pracy w związku z niekończącym się audytem. Niemal cały weekend pracowałam zawodowo, tak że zapomniałam dzisiaj ugotować obiad dla dziecka. Nic to, dziecko potrafi trafić do lodówki. W sprawie piątkowego maila od L. i mojej odpowiedzi  na niego (potrzebowałam domknięcia) skonsultowałam się z Chatem GPT i Gemini, odpowiedzi tego drugiego podobały mi się bardziej, pokazały złą i dobrą stronę mojej informacji zwrotnej, nazwał mechanizmy psychologiczne, do tego "poprosił' oceniać sytuację przez pryzmat MOICH odczuć. Jak twierdzą moje dzieci: Chat GPT jest takim yes-manem, do tego mimo, że kazałam mu zapomnieć i nie wracać do pewnych moich informacji, to i tak to robi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że sztuczna inteligencja nie jest psychologiem, ale nie będę z durnym pytaniem, na które w sumie znam (czuję) odpowiedź, biec po interwencję kryzysową. W związku z weekendem poświęconym pracy czuję się bardzo pobudzona i nie wiem, jak zasnę.

wreszcie

 znalazłam tytuł, który czyta mi się dobrze - "Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery. Niestety, "Traktat o łuskaniu fasoli" nie przypadł mi do gustu, porzuciłam. Niestety, niektóre bestsellery i nagradzane książki do mnie w ogóle nie przemówiły. Nieco przeleciałam przez opowiadania Sylwii Chutnik, ale oceniam jako "tak se". Nic to, dalej będę szukać takich lektur, jakie lubię.  W piątek byłam zrobić pazurki - wcześniej rozmawiałam ze znajomą, która rzuciła zdanie, że manikiurzystki specjalnie nie spiłowują paznokci do pożądanej długości , bo chcą, żeby klientki szybciej i częściej zachodziły do salonu - więc w czwartek sama sobie spiłowałam paznokcie do opuszków, tak więc teraz jest mi bardzo wygodnie pisać na klawiaturze. A spędzam przed komputerem w tygodniu z dziesięć godzin dziennie, licząc czas w domu. Widzę zdecydowaną zmianę w wyglądzie cery - odstawiłam jakiś czas temu kremy z retinolem (musiałam za słabo stosować przy nich filtry, bo cera pociemn...

agresywny pacjent

 pobił do krwi moją byłą lekarkę (byłą, bo przestała leczyć w mojej poradni i prowadzi mnie teraz inny lekarz), sprawa dostała się do krajowych mediów. Tym niemniej statystyki pokazują, że chorzy psychicznie są w takim samym stopniu agresywni, jak ludzie zdrowi. Napisałam sobie plan pracy na weekend na kartce, według mojego dziecka na tym właśnie polega zarządzanie. Na zapytanie o prezent dla mnie od współpracowników z okazji nadchodzących urodzin zaproponowałam ciśnieniomierz.  Kupiłam czujnik czadu. Wreszcie. L. wysłał mi maila w nocy z jakąś głupotą w pobliskim, byłym wojewódzkim mieście.

chyba już tylko

w wyjątkowej sytuacji napiję się alkoholu - takie mam przemyślenia po sytuacji z L. i obejrzeniu filmiku, który zamieściłam tu na blogu w zeszłym tygodniu. Jeden drink, a skutki w mózgu utrzymują się przez kilka miesięcy. Teraz, na wszelki wypadek, do jego imienia i nazwiska w kontaktach w telefonie dodałam adnotację "czynny alkoholik" - gdyby coś mi impulsem wpadło do głowy i chciało mi się z nim kontaktować. Przeglądając maile wpadłam na tarota z początku 2019, mowa tam, że może w moim życiu pojawi się mężczyzna "ciepły i opiekuńczy, taki przyjaciel". L. poznałam w okolicach listopada. Mimo wszystko, nie żałuję znajomości i czasu jej poświęconego, byłam mocno poraniona przez eks i potem Mr. Biga, a dzięki L. otworzyłam się na miłość. W tyrce pracowicie, dziś maksymalne skupienie, bo wydziubywałam dane z programu do arkusza w Excellu, aż czuję lekki, napięciowy ból głowy.  P.S.  Miałam w domu darowane trzy butelki bimbru, wylałam do kibla.

ale śniegu

 napadało! Jak jechałam rano samochodem, to przypomniało mi się, jak z gościnnymi występami jeździłam po Polsce zimą w poprzedniej pracy w poprzednim życiu. Pługopiaskarki nie nadążały odśnieżać, brudny śnieg leżał na jezdni, a na pomniejszych uliczkach był po prostu rozjeżdżony przez auta. Prawdziwy hardcore! Rano podjechałam do laboratorium na pobranie krwi. Wszystko poszło sprawnie, dopóki nie wyszłam z przychodni i okazało się, że wysiadł mi (znowu) akumulator. Zadzwoniłam do brata o pomoc, przyjechał, musieliśmy trochę poczekać, aż będzie  miał możliwość podjechania pod mój wóz, odpalił z kabli. Dobrze, że mam brata, co pomoże w takich sytuacjach. Przy okazji pośmialiśmy się z dawnej klientki, która zgubiła hasło do portalu i zadzwoniła do niego w sprawie jego przypomnienia (brat ma zapisane jej wszystkie hasła). Hasło tej klientki do banku to Bogata1234, a zagubione hasło brzmi Pięknota123. Ludzie to jednak mają fantazję.