Posty

nadzieje na dobrą przyszłość

Obraz
  Poprosiłam o postawienie mi tarota (tak na pocieszenie). Jednym słowem, chyba już weszłam w rok Konia, chociaż dalej walczę z idealizacją przeszłości (bo przecież sama nie wiem, czy kocham /kochałam prawdziwego L., czy tego zmiękczonego alkoholem). W pracy pracowicie, troszkę sprawy popchnięte do przodu, był też powód do radości, bo szef zaakceptował mój pomysł na udogodnienie dla klientów w związku ze zmianami w prawie, mimo że wiąże się on z dodatkowym kosztem dla firmy.  Zarejestrowałam się na USG tarczycy. Dziecko nie wiedziało, czym jest wieża stereo. A ja jestem stara, bo cieszy mnie promocja na masło.  P.S. Odblokowałam go na 20 godzin i w towarzystwie zapętlonego "Wymyśliłem ciebie" Zauchy niemal rozwaliło mi to dzień. Niemal przypomniało dawne czekanie, dobrze że najpierw przytuliła mnie koleżanka, zaleciła zmianę muzyki, a potem miałam dużo pracy i zajęło mi to głowę. Zablokowałam z powrotem.

czy pisałam

Obraz
 że dziecko młodsze zaczęło regularnie gotować rosoły w niedzielę? I wychodzi mu to lepiej, niż mnie?  Nie lubię gotować, więc tym bardziej mnie to cieszy.  Obudziłam się dzisiaj wyspana po czwartej i w oczy weszła mi taka reklama: Nie chcę się domyślać, jaka to ma być "praca" polegająca na piciu drinków w górach w luksusowych futrach. Swego czasu głośno było o "modelkach" w Dubaju. Ostatnio przeczytałam ten wpis sezon na dobroczynność  i mam dokładnie takie same odczucia. Gdy miałam piętnaście lat, było to coś WOW!. Teraz patrzę bardziej krytycznie, jednocześnie nie wspierając WOŚP (poza kupowaniem soków pomidorowych z ich logo) czuję się jak parias. Tak jak gdybym ja wyrosła z formuły Owsiakowego programu "Róbta co chceta", a on ciągle tam tkwił. Inna sprawa, że koszty prowadzenia fundacji pochłaniają nawet 70% kwoty wpłat, więc ja nie chcę nikomu sponsorować sposobu na życie. Jak oglądam zapowiedzi w TV, to przychodzi mi do głowy wierszyk z jakiejś bajk...

wczoraj

Obraz
 minęły trzy tygodnie, odkąd rzuciłam L. To mało i głowa jeszcze wariuje, tworząc w chwilach zwątpienia pozytywne scenariusze. Kilka dni temu obejrzałam z dzieckiem film "Trauma" na Netfliksie, gdzie dosadnie jest pokazane, jak mózg wypiera traumatyczne doznania (aczkolwiek w żaden sposób TEGO zerwania do nich bym nie zaliczyła), chodzi mi o wyparcie w sensie ogólnym.  Co do ostatniej wzmianki o zięciu znajomej, to w sumie przywołałam ją po to, że jak pomyślę sobie, co by mogło mnie czekać, to mi się oddech zatrzymuje. Omówiłam wyniki badań w programie "Moje zdrowie" z lekarką, wszystkie dobre poza cholesterolem i hormonem tarczycowym. Wysoki cholesterol może być skutkiem zbyt małej ilości hormonów tarczycowych. Podobne wyniki miałam w 2024, ale wtedy nie kierowano od razu na konsultację lekarską, więc nic z tym nie zrobiłam wtedy. Teraz dostałam skierowania na dalszą diagnostykę tarczycy i pierwsze zalecenia lekarskie. Kupiłam nieprofesjonalną bieżnię do domu. Prze...

jak zwykle

Obraz
 tuż po wpisie o spokojnym dniu pojawił się ktoś, kto wzbudził we mnie emocje. Otóż przyszła do biura listonoszka - relacje mamy koleżeńskie, zawsze zamienimy słowo (choć jak pisałam, czasami, gdy mam dużo pracy, narzekam, że muszę odbierać korespondencję). Wzięłam od niej listy, zrobiłam jak zwykle kawę i zwierzyłam się, że zerwałam z chłopem, a gwoździem do trumny była wódka.  A ona uraczyła mnie opowieścią o swoim zięciu, który aktualnie znowu jest w ciągu. Jego żona nie może trzymać żadnego alkoholu w domu, bo znajduje i wypija wszystko. Ona dostaje czasem w charakterze prezentu wino od klientów, trzymała ostatnio wszystko w bagażniku auta, żeby mąż nie znalazł, a jednak znalazł i wychlał. Po tym zdarzeniu córka przywiozła dwie siatki win do rodziców. Szczytem wszystkiego było odcięcie atomizera od butelki perfum Hugo Bossa i wypicie zawartości. Dziewczyna ponoć odstawia właśnie leki psychiatryczne, żeby starać się o dziecko. Męża zgłosiła na przymusowe leczenie. Choć mi w...

gdyby chociaż mucha zjawiła się

 mogłabym ją zabić, a później to opisać To tak dzisiejszy dzień jak dotąd. Zrobiłam badania w ramach programu "Moje zdrowie" - wszystko w porządku poza cholesterolem. Wyczytałam, że mój lek może mieć wpływ na jego poziom, poza tym może to przez stres - poza niedogodnością wciąż niezakończonego audytu nie mam powodów do stresu poza typowymi sytuacjami w pracy wynikającymi z konieczności zachowania terminów, bo atmosfera jest bardzo sprzyjająca. Jutro mam omówić wyniki z lekarzem - uważam, że to rozsądniejsze rozwiązanie, niż z poprzedniego programu "40+", gdzie zostałam pozostawiona sama sobie z wynikami badań. W pracy miałam zarejestrować kilkudziesięciu pracowników od kogoś, kto prowadzi wiele spółek, pomyliłam nazwy firm i wklepałam dane z palca do złej firmy, na szczęście się zorientowałam, poprawne rejestracje poszły w terminie, a dzisiaj odkręciłam złe zarejestrowania. Zostało 9 odcinków do końca "mojego" serialu, nieśmiało mam plan niewkręcania się w...

nastroje stabilne

 wieczory bywają troszkę trudniejsze z uwagi na większą ilość wolnego czasu i nagromadzenie zmęczenia z całego dnia, ale postanowiłam po prostu wieczorami przynosić sobie więcej roboty z biura. Czyli klasyczne zabijanie czasu zajęciami. Ale generalnie OK.  Powrót do biura po dwóch tygodniach siedzenia w domu trudny - bałam się otworzyć pracowego maila, ale okazało się, że nie jest tak źle. Miałam problemy ze wstaniem, budzik oczywiście wyłączyłam i poszłam spać dalej, na szczęście w pracy byłam przed szefem, więc nie wyszło moje spóźnienie.  Dziecku na obiad zrobiłam mac'n'cheese, ponoć wyszło bardzo dobrze - i tak też wyglądało jego spożycie.  Czasem walczę ze sobą, by nie być terapeutką L. Miewam momentami ochotę napisać do niego, ale wtedy a) staram się sobie przypominać, że niejeden raz próbowałam z nim rozmawiać b) konsultuję się z Chatem GPT i proszę go, by odpowiadał mi mniej mile (wiem, że AI to nie terapeuta, ale do pojedynczych pytań raz dziennie nadaje się...

czuję energię i optymizm

 co jest dla mnie nowością, że nie każde rozstanie w moim życiu musi łączyć się z: a) epizodem psychotycznym b) epizodem depresyjnym c) próbą samobójczą. Czyli nie zapowiada się na pobyt na oddziale zamkniętym, wręcz przeciwnie, mam nowy zapał do życia. Nowe nadzieje. Wczoraj joga, bardzo fajne rozciąganie dolnej części pleców, więc dziś czuję tam zakwasy. Potem cały dzień barłożenia przed tv - najpierw "mój" wątek w "moim" serialu, potem z dzieckiem drugi sezon "1670". I biorę do siebie z niego, to co Stanisław w ostatnim odcinku mówi do ojca: "Byłem wychowywany do rzeczy wielkich, a przecież ja sobie mogę normalnie żyć z Tereską".  Do tego dzisiaj krótki epizod z c.v. - aplikowałam w zeszłym tygodniu, dostałam dwa telefony - jeden dnia następnego, gdy swój popołudniową porą miałam wyciszony, drugi w sobotę wieczorem, gdy akurat byłam w teatrze (!), oddzwoniłam, niestety szybka analiza warunków zatrudnienia spowodowała, że wycofałam swoją kandyd...

tym paru znajomym czytelnikom

Obraz
 z V. i tym nieznanym, co nigdy nie zostawili po sobie śladu, jestem wreszcie gotowa wyjawić, że gwoździem do trumny mojej relacji był alkohol, oczywiście nie w moim wykonaniu. Wcześniej może sama przed sobą udawałam, że nie ma problemu, ale żyliśmy 5 lat na dwa kraje i widywaliśmy się w jego trzeźwych momentach. Były też co najmniej dwa inne powody, ale nie chcę o tym pisać, bo nie chcę rozdrabniać się nad przeszłością w nowej części mojego życia. W każdym razem na przyszłość muszę bardzo uważać, bo buduję sobie w głowie złudzeniowy obraz partnera i kocham to wyobrażenie, zamiast jak to w Biblii napisane, "po czynach ich poznawać" i te czyny mieć przede wszystkim na uwadze, a nie dawać sobie nawijać makaron na uszy. Choć tutaj w ostatnim pół roku nawet tego makaronu nie było. Gdzieś po drodze zginęła ta właściwa iskra, która powinna cechować dobry związek. Vitalijki pamiętają niejedno zerwanie - przyznaję, zrywałam niekonsekwentnie na raty, ale teraz poczułam, że jestem ...

spłakałam się

 na trzecim sezonie serialu "Facet na święta" z Netfliksa. A historia głównej bohaterki z Adrianem to coś, czego koniecznie chciałam uniknąć. Poza tym byłam z przyjaciółką na ciachu.

to był udany sylwester

bez wątpienia najlepszy w ostatniej pięciolatce, spędzony do północy z synem, a od północy u sąsiadów. Otóż wyszliśmy z synem obejrzeć fajerwerki i nagle dostałam propozycję dokończenia wieczoru na domówce. Sylwester bardzo świadomy, spędzony tu i teraz.  Teraz słucham koncertu noworocznego z Wiednia.