Posty

luty miesiącem dla zdrowia

 Ogłaszam luty miesiącem zaplanowanym dla zdrowia. Właśnie planuję wizytę u stomatologa (wyrzynają mi się ósemki i przydałoby się zrobić co najmniej przegląd i higienizację), mam USG tarczycy, wizytę w PZP. Jak będę miała opis USG, może uda się w tym samym miesiącu umówić do lekarza pierwszego kontaktu celem omówienia wyników badania hormonów i USG dla tarczycy. Araksol w grudniu wróżyła mi rozmowy w sprawie zdrowia na luty, ot taki przypadek. *** Przejrzałam "Poradnik bezpieczeństwa" (alarm modulowany, alarm jednostajny, nie mam zapasów jedzenia i wody, jest problem z przyjęciem leku, bo muszę go brać domięśniowo w przychodni, zacznę zbierać gotówkę w różnych nominałach, z ogrzewaniem, ciepłą wodą i gotowaniem w razie "w" problem, bo kuchenka na prąd i piec odpala się też na prąd. Dobrze, że mam kominek. Jedyne pomieszczenie bez okien otoczone ścianami działowymi to pralnia w piwnicy).  *** Przeleciałam listy od mojej snailmailowej koleżanki z USA. W sumie nie wiem...

sześć tygodni od zerwania

 Dzisiaj mija sześć tygodni od zerwania. *** Ostatnio trochę refleksji miałam, napisałam między innymi, że praca w poprzednim życiu była bardziej męcząca - na pewno fizycznie. Generowała więcej adrenalinowego haju. Była nieregularna, bez stałego rytmu. Nic nie dało się zaplanować. Była po prostu wyczerpująca. Ale nie niosła ze sobą takiej odpowiedzialności, jak obecna. Ta obecna ponoć jest przedostatnim wyborem młodych ludzi w planowaniu życia zawodowego, na ostatnim miejscu jest call center. Jak call  center pozwala spędzić kilka godzin w cieple i napić się kawy z ekspresu. Czasem oznacza użeranie się z ludźmi, którzy mają rozmaite pomysły na prawną rzeczywistość, a jeszcze częściej starcie z mocno silniejszym przeciwnikiem. Wielu uważa ją za zło konieczne. *** Dziecku młodszemu zostały do zdania dwa egzaminy, starsze w połowie zdało warunek (zaliczył ćwiczenia, do zdania zostają wykłady w sesji egzaminacyjnej). Ojciec przy kłopotach młodszego z zaliczeniem jednego z przedmio...

o tym, jak zostałam technofeudalną niewolnicą

 Otóż na jednego z maili dostałam wiadomość, że mam zapełnioną pamięć w bodajże dziewięćdziesięciu procentach z jednoczesną propozycją odpłatnego poszerzenia pamięci w chmurze. Zdecydowałam się. To samo zrobiłam z mailem używanym do głupot (przesyłanie zdjęć, zakupy online, itp.) - to druga subskrypcja. Trzecią jest streaming filmów, który wzięłam ponownie. Jednym słowem, popadłam w sidła technofeudalizmu, współczesnego niewolnictwa. *** Dzień zawodowo poświęcony na dalszą realizację deadline'ów, oglądanie danych, zastanawianie się nad dalszym ich przetwarzaniem, szukanie  rozwiązań problemów klientów. Wreszcie mam czas pozastanawiać się także w pracy. Zaczęłam sobie zapisywać w kalendarzu kolejne zadania do wykonania; jak twierdzi mój młodszy syn - na tym właśnie polega zarządzanie. Mam satysfakcję, gdy z tego kalendarza wykreślam kolejne wykonane zadania. Po pracy miałam już prawie, prawie smażyć dziecku cycka z kuraka, ale przypomniało mi się, że pokazywałam mu, jak to się ...

ostatnie dwa tygodnie

 to był bardzo intensywny czas. Dzięki temu nie miałam za dużo czasu na zastanawianie się nad swoim życiem miłosnym. Co raczej wyszło mi na dobre. Przed zakończeniem małżeństwa z eks robiłam rocznie ponad czterdzieści tysięcy kilometrów rocznie plus długie godziny gadania do ludzi. Małe dzieci, pies, kot. Wspólne wszystko. Wiecznie na euforycznym podminowaniu. Teraz jeżdżę tyle co do pracy i na zakupy, praca nie jest tak wyczerpująca. Do tego to ja podjęłam decyzję o rozstaniu, miałam czas się do niej przygotować. Więc przeszłam rozstanie dużo lepiej, właściwie trochę rozmyślania w czasie okołoświątecznego urlopu w domu. I spokój. *** Dzień zawodowo poświęcony na deadline'y styczniowe. Trochę rozwiązywania nowych zagadnień. Kilkanaście telefonów. Po pracy domowy krupnik wspólnie z dzieckiem, pół godziny na bieżni. Mam wrażenie, że po dziesięciu dniach regularnych spacerów na bieżni lepiej utrzymuję ciepłotę ciała. Teraz seriale i czytanie.

audyt

 szczęśliwie zakończony, czuję, że odzyskałam sprawczość.  Trwał tak długo, bo jak sprawdziłam, od połowy wakacji do prawie końca października audytor siedział cicho. A przecież powinien mobilizować do działania, jak to osoba kontrolująca. Nikt przedtem tak szczegółowo nie kontrolował, dosłownie każdą kropkę i przecinek. Nikt przedtem nie żądał tylu dokumentów. Czuję więc sprawczość (daj Bóg, żeby to nie było chwilowe). Czuję, że odzyskałam kontrolę nie tylko nad życiem (przez zakończenie związku), ale też kontrolę nad procesami pracowymi. Z tego szczęścia zakręciłam sobie włosy na papiloty. Bawię się Chatem GPT w rysunki, nawet zastanawiam się, czy wziąć sobie subskrypcję.

w tym sezonie

 jesienno-zimowym trzy razy miałam auto odpalane z kabli rozruchowych, więc poszłam po rozum do głowy i wymieniłam akumulator. Panowie w serwisie twierdzili, że w hybrydach Toyoty akumulatory trzymają krótko, nie wiem, nie znam się, uwierzyłam. Na szczęście nie była to kwota liczona w tysiącach.  Co do finansów, to zdecydowana jestem zrezygnować z jogi w studio, bo cena skoczyła na 35 zł za godzinę. Drogawo. Bieżnia kosztowała siedem stów, tyle co  ponad cztery czy pięć karnetów na siłownię. Na jogę chodziłam raz w tygodniu, bieżni - odkąd ją mam - używam codziennie. Zaleta taka, że nie muszę wychodzić z domu, nie tracę czasu na dojazdy i nie muszę się przebierać w sportowe ciuchy, co czekałoby mnie, gdybym zdecydowała się na chodzenie po bieżni na siłowni. Co do jogi, mam własną matę, teoretycznie więc mogłabym praktykować jogę na własną rękę. Codzienne spacery po pół godziny są dobre dla serca i tarczycy (a jestem w trakcie diagnozy), joga - dla kręgosłupa. Dodatkowo ro...

po dziewięciu latach

 użytkowania padł mi czytnik. Rozlał się ekran i czytnik przestał działać. Dzisiaj zamówiłam nowy, też PocketBook, też z podświetlanym ekranem i też wodoodporny (czasem czytam w wannie nie tylko komórkę). Cena nie tak bardzo w górę, z tego co pamiętam za ten, co się popsuł, dałam w 2017 zaledwie o stówę mniej, więc uwzględniając inflację nie jest tragicznie. Rano pociągnęłam nieco temat pracy zawodowej, potem pełna depilacja, kąpiel i zajęcie się sobą.  Wstąpiłam do galerii handlowej na nowy rodzaj kawy w McDonald's i po kalendarz do EMPIK-u. Kupiłam wełnianą bluzkę i przyzwoicie wyglądające spodnie z wiskozą. Siedzę i myślę sobie, że po zerwaniu czuję się tak, jakbym odzyskała siebie.  Nie powiem, ta relacja przyniosła mi bez terapii całkowite uzdrowienie z tematów okołorozwodowych (eks zrzucił za swą zdradę całą winę i odpowiedzialność na mnie, a ja mu uwierzyłam i się z nim zgodziłam wewnętrznie, a przecież to była jego decyzja; porzucenie przez kolejnego amanta wzmocn...

zmienne nastroje

Obraz
 miałam wróżone na styczeń i troszkę tak sobie przechodzę od doła i wizji rezygnacji przez klienta z moich usług, przez jasne nadzieje, aż po całkiem-dobry-humor. Aktualnie jestem happy. Oczywiście, gdy umarł temat związkowy, przyczyną zmiany nastrojów jest praca. A dziś było naprawdę efektywnie. Dużo pracy w tym miesiącu, oprócz normalnych obowiązków - kulminacja audytu. Wysłałam zaproszenie do pracownika audytowanego klienta, obejrzałam sobie jego profil na Facebooku i pomyślałam "a może to ten?!". Dziecko młodsze zalicza pierwszą sesję egzaminacyjną. W ogóle ciekawy jest jego system uczenia się: wszystkie notatki ma telefonie, więc albo uczy się z telefonu, albo ogląda filmy związane z tematyką studiów na Youtube. Dziecko młodsze dziś jedzie do taty (choć tylko na jeden wieczór), nie widział się z nim od Wigilii. Dziecko warszawskie zainteresowało się tematyką fitness oraz kalorycznością i makrami produktów. Ja już mam dwie i pół godziny wychodzone na bieżni i może w nastę...

znowu

Obraz
 dostałam maila od L. (w telefonie jest zablokowany). Zbyłam milczeniem. W poniedziałek minął dokładnie miesiąc od zerwania. W pracy natłok roboty do napięciowego bólu głowy, ale dokształcam się i oczekuję pozytywnego wyniku. Jak to bywa, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc i ten trwający audyt stanowi dla mnie dobrą lekcję, jak lepiej kontrolować to, co robię zawodowo. Odbyłam z audytorem rozmowę z ujawnieniem prywaty, przez co mam wrażenie, audytor inaczej na mnie spojrzał, i ja ujrzałam w nim człowieka. Przyszła bieżnia i zaczęłam na niej spacerować - w sumie całkiem mi się to podoba, z jednej strony ruch aż do uczucia ciepła w stopach, z drugiej strony zajęcie całkiem nienudne, bo pozwala zerkać w głupoty w tv.

mam zgryz

Obraz
 w pracy w związku z niekończącym się audytem. Niemal cały weekend pracowałam zawodowo, tak że zapomniałam dzisiaj ugotować obiad dla dziecka. Nic to, dziecko potrafi trafić do lodówki. W sprawie piątkowego maila od L. i mojej odpowiedzi  na niego (potrzebowałam domknięcia) skonsultowałam się z Chatem GPT i Gemini, odpowiedzi tego drugiego podobały mi się bardziej, pokazały złą i dobrą stronę mojej informacji zwrotnej, nazwał mechanizmy psychologiczne, do tego "poprosił' oceniać sytuację przez pryzmat MOICH odczuć. Jak twierdzą moje dzieci: Chat GPT jest takim yes-manem, do tego mimo, że kazałam mu zapomnieć i nie wracać do pewnych moich informacji, to i tak to robi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że sztuczna inteligencja nie jest psychologiem, ale nie będę z durnym pytaniem, na które w sumie znam (czuję) odpowiedź, biec po interwencję kryzysową. W związku z weekendem poświęconym pracy czuję się bardzo pobudzona i nie wiem, jak zasnę.