time of my life albo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Jestem zachwycona zmianami technologicznymi w mojej dziedzinie zawodowej. Przestałam być zwykłą wklepywaczką danych z palca, a więcej czasu mogę poświęcić analizie danych. A dane są wkorzystywane w decyzjach biznesowych, więc zmienia się moja rola z podawcy wiadomości o obciążeniach do roli współuczestnika procesów przemysłowych. Czuję sens tego, co robię. Przez to też poznałam kilka nowych osób, co traktuję nadal w kategoriach szansy. W dodatku w tym tygodniu zaczęłam pracę w systemie hybrydowym (trzy dni w biurze, dwa dni zdalnie). Mam wrażenie, że po złych latach los wreszcie przynosi mi nagrodę. Time of my life, po prostu efekt wow!

Przy okazji, zamieniłam kilka słów na ten temat z dzieckiem, dziecko w śmiech i mówi, że dziadek B. uważa, że najlepszy czas w życiu to czas osób w jego wieku (siedemdziesiąt plus), ja uważam, że najlepszy czas to okolice pięćdziesiątki, a z punktu widzenia dziecka - to ono ma właśnie najlepszy czas w swoim życiu.

L. jednak odpisał po kilku dniach, wiadomość wpadła do archiwum i zobaczyłam ją też po czasie. Zapytał co u mnie, więc zrobiłam, co dawno chciałam mu powiedzieć - w miłych słowach "były fajne momenty, ale bez ciebie mi lepiej". Czy domknęłam w ten sposób swoją opowieść o tej relacji? Czas pokaże. Na pewno sytuacja mi pokazała, że każdorazowe moje otwarcie się na kontakt z nim kończy się małą katastrofą, o czym świadczy mój wpis o krótkim kryzysie sprzed kilku dni. Jestem w środku mojego dobrego etapu życia i widzę, co go psuje, nie wybieram tego. Widzę wzorzec i mogę go zatrzymać. Moja przeszłość mnie nauczyła, ale już mną nie zarządza. Czuję, że wyszłam z roli porozwodowej ofiary i znowu życie należy do mnie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

dzyndzelek

trigger (edit.)

niektóre małżeństwa powinny dawno się rozwieść

walczymy o zdrowie psychiczne

wesele - la vita e bella