wyszłam ze strefy komfortu, czyli: czy było mi dobrze z nim, czy było mi dobrze ze sobą
Trzy dni zastanawiałam się, czy założyć konto na portalu randkowym. Syn się zapytał "Aż tak spragniona miłości jesteś?" Wreszcie w sobotę, tuż przed północą zdecydowałam się na ten krok, po czym od razu poszłam spać.
Rano w niedzielę, jeszcze w łóżku, odpaliłam laptopa i zajrzałam na konto. Parę odzewów, w tym propozycja wyjścia w okoliczne górki jeszcze tego samego dnia.
Mnie zatkało, bo rozumiem, że szkoda tracić czas, ale żeby tak szybko?
Odpisałam dopiero popołudniu, że owszem, ale nie spodziewałam się, że tak szybko, może w poniedziałek. On zaproponował godzinę i poprosił, żebym wybrała miejsce, w którym poczuję się komfortowo. Pomyślalam, że dobrze się zapowiada.
Kiedy byłam na studiach i łaziłam po dziwnych miejscach dorabiając sobie przez bycie ankieterką, mój koordynator zwykł powtarzać: "Nie chcesz, żeby cię zgwałcili? załóż spodnie".
Więc poszłam w dżinsach i balerinach, na wszelki wypadek, gdybym miała uciekać.
Przed wyjściem syn poczęstował mnie opowieścią o scopolaminie, narkotyku, po podaniu którego człowiek zgadza się na wszystko, na przykład, żeby z karty podjąć wszystkie środki z konta albo wsiąść do nieznanego samochodu.
Dwa razy americano, bez propozycji ciacha do tego. On milczący, mało mówiący o sobie, za to sondujący. Dał się wygadać. Patrzy, patrzy na mnie i stwierdza: "No to nie będziemy się całować." "Nie jestem tak zdesperowana" odpowiedziałam. Potem padło bezpośrednie pytanie: "Czy nie brakuje ci bliskości fizycznej?"
Hm. i odpowiedziałam: "Jak mówi moja koleżanka, kobiecie do orgazmu facet nie jest potrzebny. Mam tyle aktywności, że nie czuję braku. Natomiast jak jestem z kimś, to ten ktoś na mnie działa".
Coś zagadał, że ma urlop w lipcu i fajnie byłoby z kimś wyjechać "żeby dzielić miłe chwile z drugą osobą, bo samemu to nie chce mu się nigdzie jeździć".
Coś tam jeszcze pogadałam, ale trudno mi prowadzić nieprzygotowany z góry monolog, więc po prostu w pewnym momencie powiedziałam "No to ja będę się zbierać".
Wracałam do domu i zamiast analizować jego, zaczęłam analizować siebie.
Czy było mi dobrze z nim?
Czy po prostu było mi dobrze ze mną?
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.