milion myśli

 pojawia się w mojej głowie, gdy tylko opada dzienny kurz.

Mój eksmąż kilka lat temu posprzedawał wszystkie mieszkania, które przypadły mu w podziale majątku dorobkowego i wybudował dom. Przekonałam samą siebie, że to znaczy, że on dojrzał do myśli, że mieszkanie na przedmieściach w otoczeniu własnego ogrodu to znakomity pomysł, że dojrzał do sadzenia wychodzących ponoć zmody tuj i modnych teraz laurowiśni, że polubił życie zdala od miejskiego zgiełku (bo przecież mnie za czasów mamutów wielokrotnie powtarzał, że ogród w Laskowie najchętniej by wybetonował), a tu wspólne dziecko wyprowadziło mnie z błędnego myślenia twierdząc, że "tata sadzi krzewy, bo Jola chce". Tak samo mega oszczędny, wręcz skąpy, sprawił sobie w kuchni najkosztowniejszą w użytku indukcję, bo - jak powiedział dziecku wywracając oczami - "tamta chciała".

Czyli kobiety nadal motorem postępu, siłą rozwojową,  a nie że każdy się zmienia.

W środę wieczorem zadzwoniłam do L. zapytać, jak z powrotem do pracy, chwilę rozmawialiśmy, prosił, by go odblokować, prawie miałam to zrobić, ale myśl o tym, że znowu wprawi mnie to w stan niespokojnego oczekiwania na-nie-wiadomo-co-nienadchodzące skutecznie mnie powstrzymała od tego kroku. Mając ustawioną blokadę odzyskuję sprawczość nad kontaktem z nim. Był to fajny kompan na tę ileś tam wspólnych wycieczek, ale moje życie nie odmierza się w wyprawach, a w spokojnych miksach pracy zawodowej z ogrodem. Zwłaszcza, że widzę, jak spokojnie mi mija audyt tegoroczny, a jak wyczerpująco i stresująco przy L. odbierałam audyt w zeszłym roku. Przy okazji, odkąd w Polsce nastały czasy automatyzacji przy wystawianiu faktur, praca w moim zawodzie stała się niespodziewanie spokojna i bardziej rozłożona w czasie, a nie skoncentrowana na pięciu dniach w miesiącu i uzależniona od tego, kiedy łaskawy pan (czyli klient) przyniesie dokumenty.

Przez to wszystko jakoś pudełko w głowie, w którym składowałam tarota, jakoś przestało być potrzebne, dokładnie teraz widzę mechanizmy, które mną powodowały. Wróżki przestały odkrywać przyszłość, a zaczęły opisywać przeciętne zachowania przeciętnych kobiet w moim wieku. Do jednej z tych stałych napisałam z innego konta i pod innym nazwiskiem, napisała mi takie bzdury, że aż prychałam ze śmiechu. "nie wybieram tego życia" pomyślałam sobie czytając tę wróżbę.

Podobnie uważam, że terapia nie jest mi potrzebna. I to jest moje jedno z większych odkryć (a ze dwa miesiące temu zadano mi pytanie, dlaczego nie poszłam na terapię po rozwodzie, pytał Millenials po terapii okołorozwodowej, która moim zdaniem nic mu nie dała). Oczywiście jeden dowód jest dowodem anegdotycznym, ale mnie po rozwodzie najbardziej przydały się wspierające środowisko i stabilizujące się finanse. Jaki wkład w rozwód miałam ja i eksmąż - do tego doszłam drogą dedukcji i czytania książek i Internetów zanim w nim zaroiło się od związkowych coachów.

Przewijając rolki na Instagramie zauważyłam, że jestem stara, bo najstarsze generacje, do których się one odnoszą, to Millenialsi, a ja należę do Gen X, pokolenia pamiętającego jeszcze z telewizji Sondę, Wielką Grę i fortepianowy duet Marek i Wacek.

Ogrodowo prace mam zakończone i skupiam się na podlewaniu zasiewów trawnika, w dwóch miejscach świeża trawa wykiełkowała po czterech dniach, w pozostałych miejscach nadal nic, ale daję nasionom szansę. Kompletnie oszalałam i zamiast nowego ciucha kupiłam sobie aerator-wertykulator. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

cząstka wiedzy

spotkanie trzech pokoleń

problemy pierwszego świata