Wspomnienie z portalu randkowego - uwaga długie (z pewnego forum)
Wspomnienie z portalu randkowego - uwaga długie (z pewnego forum)
Dzień dobry.
To mój pierwszy post tutaj, więc witam wszystkich serdecznie. Od jakiegoś czasu przeglądam to forum i widzę, że sporo jest wpisów dotyczących portali randkowych. I od razu przypominają mi się moje przygody na jednym z takich portali. Było to w czasach, kiedy niepodzielnie królowała Sympatia, a Tinder był portalem jeszcze niszowym. Jestem starsza od większości was i wtedy szukałam partnera w wieku 45 plus. Można by pomyśleć, że ludzie w tym wieku są dojrzali i dorośli, ale okazuje się, że problemy na portalu były identyczne jak te, opisywane przez 25 latków. Jakiś czas wcześniej miałam już mały epizod na innym portalu i poznałam zasady panujące w takich miejscach, więc wiedziałam , czego mogę się spodziewać.
Przydarzył mi się wypadek i miałam uszkodzone kolano. Rehabilitacja była dosyć długa, a ja byłam uziemiona w domu. Pomyślałam, że to świetna okazja, żeby zalogować się na tej Sympatii. Miałam ogrom wolnego czasu do zagospodarowania. Po rejestracji i utworzeniu profilu wpadłam na bardzo dziwaczny pomysł. Postanowiłam, że będę odpisywać i starać się prowadzić korespondencję z każdym kto do mnie napisze. Dlaczego tak? Zawsze byłam ciekawa co siedzi w głowach tych geniuszy internetowego podrywu. Poza tym sądziłam, że może niektórych skreślamy przedwcześnie, nie dając im szansy na pokazania własnej osobowości. Dla każdego starałam się być uprzejma i wyrozumiała. Oczywiście byłam głupia i naiwna. W tym trybie “eksperymentu” wytrzymałam prawie 2 miesiące. Z tego co pamiętam, z tego okresu statystyki na portalu pokazywały, że napisało do mnie ponad 200 panów, a na moją pocztę przyszło około 1200 wiadomości, a sama odpisałam na ponad 700. Skąd takie ogromne ilości korespondentów i korespondencji? Po pierwsze miałam profil wyróżniony, który zawsze wyskakiwał na samym początku każdego wyszukiwania. Miałam także opłaconą tak zwaną otwartą pocztę, która umożliwiała wysyłanie do mnie wiadomości nawet tym, którzy nie mieli opłaconego abonamentu. No i zdjęcia miałam dosyć wyraziste, chociaż absolutnie nie prowokujące. Poza tym szybko zauważyłam, że wiadomości, które dostawałam były tak schematyczne i powtarzalne, że utworzyłam sobie sporo szablonów, które uwalniały mnie od męki wstukiwaniaia w klawisze ciągle tych samych pytań, odpowiedzi i poruszanych tematów. No i trzeba wziąć pod uwagę, że system zliczał także i te maile, które zawierały tylko jedno słowo.
Opisywane przeze mnie historie dotyczą zdecydowanej większości panów. Myślę, że powyżej 80%. Nie chce ich dyskredytować ani ośmieszać. Z pewnością część z nich to porządni ludzie, ale ja patrzyłam na nich przez pryzmat pobytu na portalu randkowym, a tam było bardzo słabo, a czasami wręcz żenująco. Oczywiście zdarzali się też tacy na poziomie, których wiadomości czytało się przyjemnie, a rozmowy telefoniczne były bardzo sympatyczne. Ale ci byli w zdecydowanej mniejszości. Niestety.
Pierwsze maile.
- śliczna jesteś
- no co tam?
- Kiedy kawa?
- Ale nóżki.
- Poklikamy?
- co robisz?
- No hej
- podobasz mi się
- Masz czym oddychać
To tylko kilka przykładów pierwszych zapoznawczych maili. Tłumaczyłam, że na początek trzeba się najpierw przywitać, przedstawić i napisać chociaż kilka słów o sobie. W odpowiedzi czytałam, że nie opłaca im się wysilać, bo przecież kobiety i tak nie odpisują, więc po co mają się starać? Odpowiadałam, że skoro jak sie zaczyna od “no co tam” to żadna na pewno mu nie odpisze. Najczęściej obrażali się na zwróconą im uwagę. Ogólnie poziom korespondencji był żenująco słaby. Wiadomość, która zawierała więcej niż 3 zdania, była absolutną rzadkością. Nie jestem purystką językową i nie będę zwracała uwagę na każdy, przecinek czy literówkę, ale sporo wiadomości nie zawierało żadnych znaków przestankowych, wielkich liter na początku zdania, czy nawet spacji między wyrazami. Nie dało się nawet rozczytać takich maili. Wynikało to po prostu z lenistwa i niechlujstwa umysłowego. Dlaczego tak sądzę? Bo gdy temat zszedł na seks, panowie nagle odzyskiwali umiejętność pisania i wyrażania swoich myśli. Czyli jednak da się.
Wiadomości z odległych stron.
Nie wierzę w związki na odległość i znajomości weekendowe. Już to kiedyś próbowałam i nie dało się tego na dłuższą metę posklejać. Tym bardziej, że sama wówczas pracowałam w większość weekendów, co tym bardziej komplikowało sprawę. Partner dostępny głównie w telefonie i spotkania raz na kilka tygodni, to żałosna parodia związku. Zresztą wyraźnie napisałam o tym w moim profilu. Dla moich korespondentów no nie był żaden problem, przecież są samochody, pociągi, samoloty, dotrzeć można wszędzie. Szerokim gestem zapraszali mnie do siebie. Niektórzy nawet wytyczali mi trasę, żebym ominęła korki i roboty drogowe. Na moją grzeczną uwagę, że jeżeli chcą się ze mną zobaczyć na żywo, to raczej oni powinni przyjechać do mojego miasta, zaczęli kręcić nosem. Pisali wprost, że im się to zupełnie nie opłaca. No bo co będzie, jeżeli pierwsza randka nie uda się? Stracą niepotrzebnie tylko czas i pieniądze na podróż. Na moje pytanie, że to oznacza, że to ja powinnam ponosić takie ryzyko odpowiadali, że z takimi wymaganiami to ja sobie tutaj nikogo nie znajdę. Oczywiście byli tacy panowie, którzy z radością przyjmowali moje zaproszenie. Ale ja zawsze dodawałam, że będą musieli sobie wynająć pokój w hotelu. Bo po kilkuset kilometrowej jeździe i spotkaniu raczej ciężko im będzie wracać do domu. Ci aż się gotowali z oburzenia. Jak to, zapraszam ich do siebie nie oferuje im noclegu?? Oczywiście z seksem i śniadaniem w pakiecie. Jak zwykle kończyło się to tekstem, że z takimi wymaganiami to nie mam szans na portalu. Żałosne cwaniactwo tych facetów aż wylewało się z ekranu.
Telefony, telefony.
Podawanie swojego prywatnego numeru telefonu jest zawsze dużym ryzykiem na portalu. Na szczęście miałam nieużywany telefon na kartę, więc doładowałam konto i mogłam rozmawiać bez ryzyka. Tutaj panowie dzielili się na 2 grupy. W pierwszej byli ci, którzy prosili o mój numer telefonu w celu przesłania swojego zdjęcia, którego nie mieli w profilu. W zamian za to zamiast zdjęcia twarzy dostawałam zdjęcia penisów. To zdarzało się dosyć często. Byli tez “romantycy”, którzy potrafili wysłać dziennie kilkanaście mmsów z pieskami, kotkami czy kwiatkami, z podpisami. “miłego dzionka” czy “słodkiej kawusi”,albo z jakimiś infantylnymi mądrościami życiowymi ściągniętymi z internetu. Dwóch zadzwoniło do mnie pijanych w środku nocy. Jeden z wyznaniami miłości, a drugi z pretensjami, dlaczego nie chce się z nim umówić. Ale wszystkich przebił jeden pajac, który podczas rozmowy ze mną onanizował się. Ręce opadają. Druga grupa to ci panowie, którym się nie chciało po prostu pisać i od razu podawali swój numer telefonu z prośbą, żeby do nich zadzwonić. Zasada jest prosta, jeżeli ktoś nie ma nic ciekawego do napisania, na pewno nie będzie miał nic interesującego do powiedzenia, to sprawdzało się zawsze w 100 procentach.
Ale bardzo dobrze pamiętam 2 rozmowy. Pierwszy pan wysłał mi maila o treści.
- Nie mam czasu pisać 605 xxx xxx dzwoń.
No to postanowiłam zadzwonić, ciekawa byłam czym mnie zaskoczy ten tajemniczy don Pedro.
ja: dzień dobry tu E. z tej strony podałeś mi swój numer telefonu, więc postanowiłam zadzwonić.
on: ( Cisza i konsternacja)
ja: napisałeś do mnie na portalu randkowym.
on: no tak. No to powiedz coś o sobie.
ja: nie chciałeś ze mną pisać, więc myślałam, że przez telefon przybliżysz mi swoją osobę. on: o.. kolejna z wymaganiami. Ja ci dobrze radzę, zejdź na ziemię, bo z taką postawą to sobie nigdy tutaj nikogo nie znajdziesz.
ja: O sobie sporo napisałam w swoim profilu, a ty nie masz u siebie w profilu nic, nawet zdjęcia.
on: Ja jestem konkretny facet. Nie mam czasu na pisanie miłosnych liścików ani gadanie o niczym przez telefon. Spotkajmy się na żywo i zobaczymy, co będzie dalej.
ja: Ale ja nie jestem zwolenniczką randek w ciemno, a ty nawet się nie przedstawiłeś.
on: kolejna cholerna księżniczka... (rozłączył się)
Drugi pan był zupełnie inny. Bez zbędnych wstępów jednym tchem wyrecytował wszystkie swoje firmy, domy i samochody oraz inne aktywa, które miał w posiadaniu,po czym stwierdził, że mogę już pisać wymówienie z pracy, bo jego kobieta nie będzie pracować, ani nawet sprzątać, gotować czy prać, bo on ma do tego ludzi. Ale miał też wymagania. Opisał szczegółowo, jak się mam ubierać i w co, jak mam się czesać, jaki robić makijaż, jaką nosić biżuterię. Uspokoił mnie, wszystko mi kupi nowe i w najlepsze jakości. Miałam wrażenie, że chce ze mnie zrobić kopię Dody. Szczegółowo określił ilość seksu w tygodniu i jak mam się ubierać do sypialni. Cały ten monolog zakończył triumfalnym stwierdzeniem
- i co pasuje ci?
odpowiedziałam, że nie jestem w stanie sprostać jego wymaganiom. Wyraźnie zły powiedział:
- lepszej oferty od mojej na tym portalu nie dostaniesz. Zastanów się, bo inne by od razu przyjęły taką propozycję. Ty mi się podobasz, dlatego tobie to proponuje. Masz 3 dni na zastanowienie się, burknął i zakończył rozmowę bez pożegnania. Do końca dnia chodziłam rozbawiona tą rozmową.
Młodzież na portalu.
Dostawałam bardzo dużo listów od młodych chłopaków w wieku mojej córki. Dla wielu młodych mężczyzn romans czy znajomość dojrzałą kobietą jest czymś fascynującym. No bo to troszeczkę kochanka, troszeczkę matka. Trochę przewodniczka, trochę nauczycielka. A poza tym naoglądali się filmów z milf-ami na pornhubie, i sądzą, że dojrzała kobieta jest zawsze gotowa i zawsze chętna do seksu. Tłumaczyłam, że 20 lat różnicy i więcej to przepaść pokolenia. To ogromna różnica w dojrzałości emocjonalnej i mentalnej. Nie da się tego nauczyć, bo to przychodzi wraz z wiekiem. Ta różnica w podejściu do związku i do partnera. To inny rytm życia i styl bycia. Nie bardzo chcieli tego słuchać zaślepieni popędem. Ale o dziwo w tej grupie było najwięcej osób, uprzejmych, grzecznych i dobrze wychowanych. a może po prostu wzbudzałam w nich respekt hihi. Z jednym z nich prowadziłam dłuższą korespondencję, wspierając go mądrymi radami starszej koleżanki.
Seks na portalu.
Seks jest niewątpliwe bardzo ważnym elementem życia każdego człowieka. Ale czytając korespondencję, która dostawałam, odnosiłam wrażenie, że dla niektórych jest to element najważniejszy w życiu. A dla jeszcze innych jest to jedyna forma aktywności życiowej. Począwszy od niewinnych zaczepek typu “lubisz się pieścić”?, a skończywszy na wielopiętrowych pornograficznych scenariuszach przyszłych randek. Tłumaczyłam, że seks to nie całe życie, a sypialnia to nie cały świat. Ale oni tego nie rozumieli, albo po prostu nie chcieli rozumieć. To ich erotyczne bajdurzenie podniecało chyba tylko ich samych, bo wszystko to było na poziomie opowieści pryszczatego dziewiętnastolatka. W końcu używali ich koronnego argumentu “Bo przecież bez seksu nie ma miłości!”. Wyjaśniałam, że jest akurat na odwrót, że to bez miłości nie będzie seksu, ale dla nich to było zbyt skomplikowane. I w końcu stawiali diagnozę:
- ty jesteś po prostu oziębła i tymi swoimi dziwnymi teoriami próbujesz zatuszować tą straszną przypadłość. Szukaj chłopa wśród impotentów, bo w ten sposób nie zachęcisz żadnego zdrowego mężczyzny do siebie, a na starość w łóżku zostanie ci tylko kot.
Ale widzieli też wyjście z sytuacji. Powinnam się z nimi umówić, a oni mi pokażą piękno pornograficznego bzykania z randomowym erotomanem z portalu randkowego. Czasami nawet ci panowie, którzy wydawali się, że mają czyste intencje, najchętniej zaczęliby znajomość od łóżka, a potem zobaczy się, co będzie dalej. Tacy, którzy w swoich profilach wypisywali jakieś pseudo romantyczne bzdety, a już w drugim mailu do mnie pada pytanie “ a jaki seks lubisz?” Generalnie to całe erotomańskie towarzystwo było bardziej żałosne niż odpychające.
Myślałam, że jestem taka mądra i potrafię wszystkich prześwietlić przez internet. Okazuje się, że przy spotkaniach na żywo też miałam niezłe wpadki, choć chyba nie wszystkie do końca zawinione przeze mnie.
Pan nr 1
Pan był typem wesołka i luzaka. Korespondencja i rozmowy przez telefon przebiegały bardzo przyjemnie, więc postanowiłam się umówić. Na spotkanie pan przyszedł pijany, śmierdział wódą i miał mętny wzrok. Tłumaczył się, że wypił tylko jedno piwko z powodu tremy przed randką. Jeżeli facet przychodzi na pierwsze spotkanie po alkoholu, to znaczy, że on z tym alkoholem ma bardzo poważne problemy. Miałam takiego gagatka w rodzinie i dokładnie znam od podszewki takie sytuacje. Byłam tak wściekła, że nawet nie dopiłam kawy i po 15 minutach wróciłam do domu.
Pan nr 2
Ten był przystojny i chyba to chyba osłabiło moją czujność. Na spotkaniu pan wyznał, że jest żonaty, mieszka z żoną i synem. Wprawdzie myśli o rozwodzie, ale dopiero jak syn skończy szkołę. Na moje pytanie, dlaczego mnie wcześniej o tym nie poinformował, odparł z beztroską:
- bo nie pytałaś.
Faktycznie nie pytałam, a w domu sprawdziłam, że w rubryce stan cywilny nie ma nic wpisane, czyli wychodzi na to, że moja wina. Straciłam tylko 2 godziny, a w tym czasie mogłam sobie po prostu okna myć.
Pan nr 3
Pan był typem erudyty. Jego wiadomości przypominałem mikro opowieści albo małe felietony. Przyznaje, że z utensknieniem czekałam na kolejny mail od niego. Podczas rozmów telefonicznych także trzymał wysoki poziom. Więc zaczynałam się podkręcać. Mocno zaciekawiona szłam na pierwsze spotkanie. Na miejscu okazało się, że przyszedł ten sam pan co na zdjęciu, ale nie taki sam. Na pierwszy rzut oka był starszy o 10 lat niż podawał. Jak się później szybko okazało, różnica wieku była 15 lat. Poziom mojego rozczarowania wybiło poza skalę. Na moje pytanie, dlaczego zaczyna znajomość od takiego oszustwa, odparł, że gdyby podał swój prawdziwy wiek, pewnie bym się z nim nie umówiła. I tu miał rację. Nie umówiłabym się. Taka różnica wieku z wielu względów jest dla mnie nie do zaakceptowania, poza tym znajomość zaczynająca się od kłamstwa, bardzo źle wróży na przyszłość. Spotkanie wprawdzie było bardzo sympatyczne, ale nie zdecydowałam się na kolejne, pomimo namówi próśb z jego strony.
Pan nr 4
Ten był liderem wśród kandydatów na dłuższą znajomość. Mężczyzna otwartym umyśle, ciepły i spokojny. Mieliśmy podobne poglądy i spojrzenie na wiele spraw. po jednej rozmowie telefonicznej nie było na co czekać i umówiliśmy spotkanie. Na żywo okazało się, że pan sobie troszeczkę dodał centymetrów i odjął kilogramów, ale postanowiłam przymknąć na to oko. Podczas spotkania był wycofany, małomówny, jakby nerwowy. W końcu powiedział mi prawdę. Okazało się, że ma zaawansowaną chorobę nowotworową, a jego rokowania na przyszłość są bardzo niepewne. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Po pierwsze dlatego, że znam się trochę na medycynie, a po drugie mój starszy brat zmarł na to samo, wiedziałam więc, co może mnie czekać. Do domu wróciłam na miękkich nogach. I co ja mam teraz zrobić? Dać szansę tej znajomości tak mocno obciążonej? Z drugiej znowu strony, ile można poznać człowieka po kilku mailach i godzinnej rozmowie przy stoliku w kawiarni? Niewiele. Biłam się z myślami i w końcu odpuściłam. Nie byłam w stanie tego udźwignąć. A wyrzuty sumienia miałam jeszcze przez dłuższy czas. Tak mnie zdołowała ta sytuacja, że zlikwidowałam swój profil na portalu. Już nie miałam siły na żadne randkowanie.
Swoją drogą jestem ciekawa waszej opinii, jakbyście się zachowały w takiej sytuacji jak moja? Do dziś targają mną sprzeczne emocje, chociaż było to dawno temu.
Podsumowując tą moją opowieść o moich przygodach na portalu randkowym, mogę stwierdzić, że na podstawie mojego tam pobytu mogłabym napisać pracę doktorską z zakresu psychologii społecznej, a może nawet psychiatrii klinicznej.
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.