Posty

228

 Lipiec wcale nie jest nadmiernie deszczowy, to zwykły lipiec, jak przed laty bywało. Pamiętam, że z sianokosami dziadkowie spieszyli się, by zdążyć wysuszyć siano w przerwach między deszczami i jeździło się na łąkę często, by raz składać siano w stogi, a za chwilę rozrzucać te stogi grabiami do suszenia. Pamiętam też, jak moja dawna koleżanka mówiła, że nigdy nie jeździ w lipcu na urlop, bo w lipcu jest sporo deszczowych pogód.  Dni upływają spokojnie, przestałam się stresować audytorką i nie denerwuję się w czasie rozmów z nią, choć te rozmowy przypominają odpytywanie przez surowego nauczyciela nieprzygotowanego uczniaka, rozumiem, że to co dla mnie kończy się krótkim wstydem, dla niej może skończyć się karą finansową. Miałam napisać jeszcze trochę wyjaśnień i sama ona powiedziała coś, jakby wszystko zmierzało ku końcowi.  Poza tym sprawy układają się pomyślnie, choć gdybym miała oznaczyć na fejsbuku status związku, musiałabym wybrać "to skomplikowane". Nie jestem wcale...

227

  W niedzielę rano mózg odmówił mi posłuszeństwa i zrezygnowałam z jogi. Oby to nie była stała praktyka. Potem w południe dałam chłopakom rosół, poprosiłam (wreszcie skutecznie) o zajęcie się bluszczem i oto mam suche gałęzie wreszcie oderwane od kolumien i balkonu, niestraszące obserwatorów z ulicy. Niestety, te ponad dwadzieścia lat temu nikt mnie nie ostrzegł, że bluszcz czy wino nie nadaje się na nowoczesne tynki i zostały brzydkie ślady. Przez chwilę podziwialiśmy fakt, że Junior oderwał cały kawał, który kształtem dopasował się do kolumny - naprawdę to fascynujące, że rośliny potrafią się tak przystosować. Popołudniem, po nakarmieniu psów u moich rodziców, pojechaliśmy na kręgle - oczywiście sprzyjało mi szczęście nowicjusza i z pięciu czy sześciu rund przegrałam tylko jedną. Od mamy pożyczyłam sobie skarpetki (jakoś założenie butów do kręgli na gołe stopy mnie przerastało, a zapomniałam zabrać swoich) - przy okazji przejrzałam jej szuflady w sypialni, w tym cz...

226

 Jak wzięłam dwa dni wolnego, to oczywiście w piątek o piętnastej musiała zadzwonić audytorka i klient bankowy. Nie rozumiem, dlaczego oni zawsze dzwonią zadać robotę wtedy, gdy człowiek myślami już świętuje weekend. Dzieciaki naprawiły drzwiczki do piekarnika. Bawełna w spodniach okazała się być tandetnie wyglądającą, więc już odesłałam. Koszulki zostają. Rzeczy ukierunkowane na kontenery PCK od razu wywiozłam. Fryzjer zaliczony, o mało co nie zrobiłam blondu, ale na szczęście powstrzymałam się z tym kompulsem. W dłuższej perspektywie mam odzyskanie naturalnego koloru, nawet jeśli wyjdą przy okazji siwki, więc teraz poprosiłam tylko o cięcie.  Koleżanka mamy załatwiła jej kurczaka z podwórka, bydlę miało cztery (!) kilogramy i jak zobaczyłam, to pomyślałam, że to indyk. W zestawie była wątróbka wielkości prawie świńskiej i łapki z pazurkami. 

224

  Z tego wszystkiego znowu popłynęłam w zakupy online i i teraz mam zgryz, czy zostawiać, czy odsyłać. Przeceny sięgnęły osiemdziesięciu procent, więc jest okazja i wreszcie znalazłam bawełniane spodnie inne niż dżins, czy dres. Jak nie odeślę, to będę chciała przejrzeć znowu garderobę celem oddania/sprzedania tylu sztuk, ile nabyłam. Dwie rzeczy już wczoraj odłożyłam na PCK (w tym jedna bluzka, w której chyba mole wyżarły dziurę albo zdziurzyła się w praniu o pralkę).  Dzisiaj zostaję w domu, chat GPT podpowiedział, żeby wyznaczyć sobie kwadrans, w którym będę myślała o lubym (słowo eks nie przechodzi mi przez palce, bo przecież wciąż go kocham) i generalnie żeby zajmować sobie czas, choćby wartkimi w akcji serialami. Może więc uda mi się znaleźć coś w rodzaju "Anieli" na Netfliksie, bo "Anielę", choć scenariusz nierealny, odebrałam naprawdę dobrze. W planach mam ogarnięcie łazienki i zagonienie dzieci do wyrywania bluszczu. Ja ogarnę grządki z chwastów.  Paznokcie...

223

 Naprawdę dobre, rodzinne popołudnie i wieczór. Ja zrobiłam nuggetsy z ryżem na obiad i nakarmiłam nimi synów, oni docenili posiłek. Potem obejrzeliśmy 'Anielę' na Netfliksie. Moje dodatkowe trzy kilogramy całe zeszły, jutro obstawiam 58 kg z hakiem. Starsze dziecko zmotywowało mnie do naprawy zawieszenia zazdrostki w górnej łazience. Rozpisałam urlop na czwartek i piątek, może wspólnymi siłami uda się pozbyć resztek bluszczu i wystawić odpady gabarytowe, co by świetnie wpisało się w ideę odgracania.

222

 Znowu w Hadze. Dziecko żartuje, że latam po to, by napić się kawy w przestworzach. Ukochanego odwiozłam do szpitala na operację. Planowo ma być to zabieg jednego dnia. Nakupiłam sobie herbat "wieczorny melanż" z lukrecją i goździkami. Poza tym ogarniam mieszkanie.

221

Obraz
  Obudziłam się późno jak na mnie, bo koło dziewiątej i z bólem głowy, który mi nie przechodził do piętnastej, mimo relaksacji na porannej jodze i dwóch tabletek przeciwbólowych. Dziwne to, ale chyba po sobotnim wieczornym kieliszku czerwonego wina - wino otworzyłam w środę, też wypiłam lampkę i rano w czwartek potworny ból głowy. Wylałam wino do zlewu skoro mi nie służy. Ponoć siarczyny i większa ilość histamin w czerwonym winie powoduje właśnie ból głowy.  Natomiast dobrze, że mimo bólu głowy poszłam na jogę - za tydzień mojej ulubionej prowadzącej ma nie być z powodu urlopu, a ja mam w ten dzień wracać z Hagi.  Potem siadłam do komputera trochę popracować i przy okazji napisałam maila do mojej snailmailowej koleżanki. W moim ogrodzie kwitną smolinoski (te pomarańczowe, jakieś lilie zapewne), powojnik (nie pamiętam, jaki), firletki i rozwary. 

220

 W piątkowe popołudnie omal nie poległam w non-shoppingu - weszłam na stronę Monnari i nagle olśnienie, że jest to coś innego, niż podpowiadają mi ciasteczka Zalando, nawet wsadziłam coś do koszyka - ale na szczęście rozum zapanował nad emocjami. Niestety, łatwy dostęp do pieniędzy na koncie w takich przypadkach bywa zgubny. Jak już wspomniałam, zaraz o sobotnim poranku miałam wykonane zadanie "pozbądź się codziennie pięciu rzeczy". Zrobiłam to w łazience na dole. Potem poszłam do łazienki na górze i jak zaczęłam przeglądać kosmetyki kolorowe (których nie używam, a mam "z darów") i różne gumki do włosów, to nie wiem, ile przedmiotów poszło do śmieci. Odkrywanie, czego mogę się pozbyć jest takie wyzwalające. Minimalistką nie zostanę, ale sporej ilości nieużywanych rzeczy już się pozbyłam, zwłaszcza że w zeszłym roku też przeprowadzałam taką akcję. Mam wrażenie, że powoduje to ruch energii w przestrzeni, zupełnie jak pozbywanie się złogów. Z drugiej strony produkuję ś...

219

  Z pisarskiego obowiązku: waga po sutej, sobotniej kolacji we włoskiej restauracji ładnie zeszła do poziomu paskowego. Dalej żywię się głównie sałatkami z Biedronki, chłodnikiem na zmianę z buraków albo z ogórków i sokami pomidorowym i marchewkowym. Czasem wpadnie plasterek żółtego sera i pojedynczy kabanos. Mam wagę, która wybiła mi w najszczęśliwszym okresie życia tuż po rozwodzie, kiedy byłam na Zolofcie. Wchodzę w spodnie z tamtego okresu i te spodnie to jedyna rzecz z tak odległej przeszłości - nie licząc sukni ślubnej i welonu, które trzymam gdzieś na strychu. Tak a propos - pasowałoby wdrapać się na strych i sprawdzić, w jakim to jest obecnie stanie - bo jedną sukienkę trzymaną na strychu w drobny mak pocięły mi myszy.  Po południu kontynuowałam akcję "pozbądź się codziennie pięciu rzeczy", do plastików poszedł nawet kijek do selfie, kupiony oczywiście pod wpływem impulsu i użyty raptem kilka razy i kilkanaście innych przedmiotów. Półtora tygodnia wcześniej zaczęł...

218

 Dzień urlopu przebąblowałam dosłownie na niczym, no może poza tym, że z portalu Wolne Lektury pościągałam sobie kilka książek, a i tak byłam zmęczona, jakbym cały dzień pracowała nie tylko głową. A nie, przepraszam, byłam jeszcze w zabiegowym na zastrzyku. Przebudziłam się dopiero w okolicach mojego guilty pleasure, czyli popołudniowego tureckiego serialu "Miłość i nadzieja" na Dwójce (sama się sobie dziwię, że go oglądam, że jak nie mogę zobaczyć odcinka, to go potem szukam w necie, a przecież mam się za inteligentną osobę). Odczytałam wtedy służbową pocztę i pewnie bym coś porobiła, gdyby nie to, że nie miałam dostępu do dokumentów przechowywanych w biurze. Wiem, że czwartkowa niechęć do pójścia do pracy nie była spowodowana wyłącznie bólem głowy, tylko niezakończonym wciąż audytem, więc stres jest - mimo, że dostałam zapewnienie, że mimo wykrytych błędów pracy nie stracę. Jednak powtarzam moim synom, by nie wybrali mojego zawodu jako sposobu zarabiania pieniędzy - niestet...