Posty

295

Obraz
 Waga ruszyła - po pobycie L. u mnie osiągnęła jak dla mnie punkt krytyczny, bo było już 61 kilo, natomiast w czwartek przed spaniem była już pożądana piątka z przodu. Wczoraj w drodze z biura do domu piękne słońce, akurat jak jechałam alejką wśród drzew i potem koło Warty. Wysłałam na rodzinną grupę, a dziecko zaskoczyło mnie komentarzem. Nie umiałam zasnąć do czwartej nad ranem, więc z nudów przejrzałam konto na Facebooku - usunęłam z niego wszystkie zbędne posty, które kiedyś wyprodukowałam w nadmiernych ilościach, znalazłam przy tym kilka starych zdjęć, które z nostalgią wstawiłam na Instagram. Na dziś biuro mamy zamknięte, ale i tak musze jechać do miasta, bo jedzie do mnie tam kurier z paczką (myślałam, że normalnie będziemy pracować w piątek i nie zamówiłam do paczkomatu), przy okazji odwiedzę cmentarz w mieście. 

294

  Dziś o pobliskim, byłym wojewódzkim mieście. Otóż wczoraj CBA aresztowało Przewodniczącego Rady Miasta z partii uśmiechniętej i postawiło mu zarzuty korupcyjne, wcześniej w areszcie pół roku przebywał inny radny i wyszedł po wpłaceniu kaucji 400 tysięcy zł, potem zwinięto innego radnego, który (istnieje w mieście plotka, że po przecieku od brata w policji) na kilka godzin przed aresztowaniem ponoć zgubił na wycieczce telefon. W sumie zarzuty postawiono jedenastu innym osobom. U góry afera z działką z KOWR-u, w tle CAMPUS Trzaskowskiego i występ Luny (córki Wielgomasa, nabywcy wspomnianej działki) na Eurowizji.  Jedna wielka klika. Znajomy był świadkiem, jak kłócili się przed kamerami, by potem w lochach Claromontana wspólnie chlać wódę.  Tym bardziej jestem za dwukadencyjnością władz samorządowych. Mnie drażni to, że w kontekście afer pobliskich, miejskich mam pytania od znajomych, czy mój eksmąż jest zamieszany w sprawy. A skąd ja mam to wiedzieć? Czy ...

293

Postanowiłam odchudzać się na "lodówkę społeczną". Otóż mam taką w pobliżu biura w mieście, jest to lodówka, do której można zanosić jedzenie zdatne do spożycia dla ludzi, którzy na przykład mają problem bezdomności. W poniedziałek zaniosłam tam ciasto, które kupiłam dla L. - ja nie zjadłabym, dziecko też nie; we wtorek - rogaliki, które w biurze przypadły na mnie w "podziale łupów".  L. stwierdził, że mam do niego masę cierpliwości. Tak, nabyłam jej, on jest tak powolny w działaniach, że na początku chciałam chodzić po ścianach, musiałam się nauczyć czekać. Jest za to bardzo słowny, choć czasem zdarza mu się zapomnieć o drobiazgach, które w sumie nie maja żadnego znaczenia.  L. ma cierpliwość do mnie, zważywszy na to, że w pierwszym roku zrywałam z nim trzynaście razy.  Ostatnie dni po wspólnym weekendzie dzwonił do mnie w środku nocy z pytaniem, jak to będzie, kiedy zamieszkamy razem. Odpowiadam zawsze: "Będę Ci ciosać kołki na głowie w kwestii odżywania się...

292 edit.

Dzisiaj rano dostrzegłam, że L. zostawił swoją elektryczną szczoteczkę do zębów w mojej łazience. Mam dwie umywalki w łazience, zostawił przy tej drugiej, więc nie zauważyłam wczoraj. Zapytany o nią, odpowiedział, że odbierze ją sobie przy okazji albo wprowadzi się do mnie, lub do domku holenderskiego, który chcę zbudować na wykarczowanej we wrześniu działce.  Mam wrażenie, że zanim coś zadziewa się w mojej relacji z L., najpierw odpowiedź na jeszcze nieistniejące pytanie dostaję od dziecka w związku z moją zamierzchłą końcówką małżeństwa z eks. Zupełnie tak jakby wszechświat sam podsuwał wcześniej odpowiedzi na pytania i obawy, które są udziałem L. i które niedługo potem on wyraża do mnie.  I nie chodzi o to, że są jakieś napięcia między nami, bo z jego strony to raczej wygląda, jak stare, dobre małżeństwo.  W pracy audyt klienta jakby przechodzi do fazy końcowej, ale nie wiem, czy cieszyć się na to światełko w tunelu, bo już kilka razy się na to cieszyłam, a tu okazywał...

291

Weekend cudowny. Zadowolone nawet dziecko, bo mama posprzątała i zrobiła obiad nie tylko w sobotę, ale też w niedzielę.  Bo jakoś naładowana pozytywną energią byłam.  Ukochany bardzo ukochany i wszystko, co separowało, odeszło w cień. Jakkolwiek on wie, że moje nastroje falują jak sinusoida. Kocham bardziej, niż zdaję sobie sprawę. Ale ważne dla mnie, że kocham, a  przy tym nie jestem uzależniona. Pięknie się różnimy, nie jesteśmy dwiema połówkami pomarańczy, a osobnymi, całymi owocami. Każde z nas jest całością, a jednocześnie się uzupełniamy. Jestem ciekawa, jak to dalej się potoczy, nie na wszystko mam wpływ i musiałam się z tym pogodzić. Po tym, jak pojechał do siebie, poszłam z dzieckiem na kina na "Lot na kukułczym gniazdem". Wszystko fajnie, rozumiem istotę wciskania jednostki w ramy społeczeństwa, ale nie rozumiem, dlaczego Wódz a końcówce filmu zabija głównego bohatera. Czy oznacza to śmierć jako formę ucieczki od systemu? Po kinie zaproponowałam dziecku wybrany ...

290

 Tyle mam planów dotyczących prac kurzych w domu, że zaczęłam od śniadania i kąpieli. Chyba jestem behawioralnie uzależniona od jedzenia. Choć L. mówi, że mogłabym przytyć, ja chciałabym mieć wagę, przy której się poznaliśmy (56,5 kg). Mało brakuje, ale właśnie tego "mało" nie umiem się pozbyć. Dziś L. ma u mnie być i cieszę się na to.  Dziecko uświadomiło mnie, wyrażenie "Netflix and chill" dla jego pokolenia oznacza uprawianie seksu, więc lepiej powiedzieć "będziemy oglądać Netfliksa".

289

 Kończy się zawodowy kołowrotek tego tygodnia, pracowe koleżanki - pracownice klientów zapowiedziały, że nie zadadzą mi żadnej pracy w piątek, żebym musiała o niej myśleć w weekend - w związku z czym mam mocne postanowienie o posprzątaniu sobie biurka. Na razie zaparzyłam kolejną herbatę, wysłałam maile i odpowiedziałam na telefony.  Po uczuciowych dołkach tego tygodnia nadszedł czas na zwyżkę - zastanawiam się, czy ta labilność emocjonalna to wpływ choroby, zdarzeń, znaku zodiaku, czy charakteru. A może niedojrzałość? W każdym razie teraz mogę napisać, że rąbnęłam pięścią w stół i zakomunikowałam, że oczekuję cotygodniowych weekendów razem. Wcześniej mogłam sobie myśleć, że skoro mieszkamy na dwa państwa, to trudniej o widywanie się, ale teraz, kiedy ta przeszkoda ustąpiła (mieszkamy w odległości 80 km) - auta wprawdzie prowadzić nie może, ale kursują pociągi.  Na razie przeprowadziłam wczoraj pełną depilację woskiem (łydki, głębokie bikini) i jak się okazuje, nie pójdą ...

288

 Kiedy coś cię uwiera, warto czasem walnąć pięścią w stół. Zrobiłam to w życiu prywatnym i zawodowym. Czy będą efekty w tym pierwszym, nie wiem. Wczoraj tragizowałam i płakałam nad swoim życiem uczuciowym, dzisiaj słuchałam trochę Kaśki Sochackiej, już bez wzruszeń, a z lekkim wzruszeniem ramion na tekst "będziemy tylko znać, trochę znać, byle jak". Ale teraz trochę złagodziłam stanowisko i może znowu po prostu będzie "życie na czekanie". (nie jestem gotowa teraz więcej o tym pisać). W tym drugim w efekcie usłyszałam od audytorki swoje imię w wersji zdrobniałej i współczucie (?) (przynajmniej wzmiankę) co do sytuacji z lipcową operacją L. Może też audyt uda się wreszcie skończyć (najwyższa pora).  Teraz farbuję włosy jakimś nowym odcieniem (nie było mojego numeru farby w drogerii). 

287

Obraz
 Pierwsza październikowa niedziela, która przywitała mnie słońcem, niebieskim niebem i złotymi liśćmi. Fakt, złote liście są obecne na drzewach i trawie już od jakiegoś czasu, ale z powodu deszczowej pogody brakowało tego zestawienia kolorystycznego, jakie daje słoneczny, październikowy dzień.  Więc po dwóch czarnych kawach oraz wstawieniu zmywarki i pierwszego prania postanowiłam wyjść posprzątać liście w ogrodzie. Zbieranie liści z trawnika odbywam za pomocą kosiarki, więc trawniki poszły szybko, natomiast kąty pod tujami zostawiłam sobie do wygrabienia na czas, gdy już wszystko zleci z drzew. Popołudniem teatr na scenie kameralnej. Sztuka OK, dająca do myślenia, natomiast niby mamy widzów wykształconych w mieście, a wciąż dupą się obracają do twarzy siedzących wchodząc do rzędów, nie wyłączają komórek mimo upomnień (dwa razy w czasie spektaklu telefony zadzwoniły, raz przyszedł SMS), przychodzą nawet w dresach do teatru i adidasach (parę razy byłam świadkiem), niektórzy naw...

286

 Na spokojnie myślałam sobie wieczorem o rozmowie z młodszym dzieckiem i doszłam do wniosku, że to normalna reakcja na nowy punkt widzenia. Na mój punkt widzenia spraw. Szok.  Zaprzeczenie. Targowanie się. Depresja. Akceptacja. Tymczasem ja przeczytałam na szybko na stronach Instytutu F. Chopina krótki życiorys tego artysty i pierwszy rozdział biografii, którą kupiłam i czytałam piętnaście lat temu. Już drugi dzień miałam wieczorem wyciszony telefon i poszłam sobie spać, zamiast czekać na wieczorną rozmowę z L. Oj, coś czuję, że klapki z oczu mi spadły (choć spadały już od jakiegoś czasu). Nie mam parcia na nic, jest dobrze, jak jest. Ostygłam. A jeszcze dwa tygodnie temu mówiłam mu, że nie potrafię zasnąć bez usłyszenia jego głosu przed nocą.  Po 72-dniowym cyklu dostałam okres, a więc jednak to nie menopauza, tylko efekt odstawienia pigułek.