Posty

matki boskiej pieniężnej

 dziś świętowałam, bo wypłynęła i wypłata, i zwrot podatku z urzędu skarbowego. Wróciłam do jogi i czuję, że potrzebne mi to było - krew po marszu na bieżni krąży, ale ciało jakby usztywniło mi się ostatnio albo może odczuwam w nim różnicę między stanem, gdy regularnie praktykowałam, a stanem gdy tych praktyk zaniechałam. W pracy mega skupienie, ale zadanie na dziś  - część całości planowanej do zrobienia na koniec tygodnia zawodowego - wykonane. 

wróciłam

 na jogę. Dopiero teraz widzę, jak nałóg L. zaczynał rozpieprzać moje życie. Całe szczęście, nie zdążyliśmy zamieszkać razem, bo pewnie wyszłabym z tego jako osoba współuzależniona. Albo bym nie umiała wyjść. Zaczęłam lepiej zasypiać i rzadziej wybudzam się w nocy. Zaczęłam z powrotem jeść w sposób bardziej jakościowy. Przestałam mieć zmienne nastroje. Lepiej koncentruję się w pracy. W umyśle spokój. Na jodze, zamiast co trochę zerkać na telefon, czy on dzwoni, tak się zatraciłam, że wydawało mi się, że trzy razy zrobiłam psa z głową w dole i już był koniec. Nowa jakość życia. A niby nic się w nim nie zmieniło.

wczoraj

Obraz
 myśli odpłynęły na chwilę ku niedawnej przeszłości, na szczęście szybko przyszło otrzeźwienie. Fala przepłynęła i nie zatrzymała się, po krótkiej wymianie zdań z AI ustaliłyśmy wersję, że to był impuls, ale emocje zostały w porę uregulowane. Mózg jednak romantyzuje przeszłość, zwłaszcza tę niespełnioną. Piosenka na obecne dni to Sombr "Homewrecker", grana ostatnio w radiu w chwilach moich przejazdów do/z pracy. Kojarzy mi się ze słońcem, latem i szczęściem, przynajmniej melodia.

weekend

Piątek uczyniłam sobie dniem wolnym od pracy zawodowej w związku z pomalowaniem sobie włosów u fryzjera. Spędziłam cudowny poranek w łóżku - kawa za kawą i sporo czytania. Kiedyś nie do pomyślenia, by w dzień deadline'u mieć urlop. Kolor włosów wyszedł świetnie, zupełnie nie płaski, a jednocześnie bardzo naturalny. Napracowała się fryzjerka. Nie zdecydowałam się na cięcie uważając, że mam jeszcze fajną linię włosów i niechże sobie rosną w spokoju. Przy okazji, widziałyście włosy modelek na ostatnim pokazie Prady? Wieczorem czytałam krótką dyskusję na temat definicji gwałtu (ktoś napisał, o zgrozo, że gwałt jest wtedy, gdy jedna ze strona nie ma PRZYJEMNOŚCI, gdy ma przyjemność, to może mówić początkowo nie), więc doczytałam obecną  w polskim Kodeksie Karnym (coś mi się obiło o oczy jesienią, że będzie zmiana) - ma być consent. W następstwie w nocy śniło mi się, że jestem gwałcona przez diabła, mam przyjemność, a potem zarzucam mu brak wyraźnej zgody na seks. Jak się przebudziłam, t...

kompletna i stabilna

 Nigdy nie czułam się tak kompletna i stabilna, jak teraz. Przekłada się to chociażby na - jak się wydaje - brak zaspokajania deficytów przez kompulsywne zakupy odzieży online. W lutym kupiłam dosłownie jeden ciuch i to z drugiej ręki - jest to bluza, którą kiedyś miałam, wydałam do ludzi i teraz sobie "odkupiłam". Na większość stron sklepów internetowych przestałam wchodzić, właściwie odpalam ad hoc tylko Zalando i poprzestaję na wyświetleniu strony wejścia. Poza tym czuć wiosnę.

dzisiaj dwumiesięcznica (edit.)

 wiadomego wydarzenia (piszę ogólnikowo, bo w sumie i tak za dużo treści temu wydarzeniu poświęciłam).  W połączeniu tego wydarzenia z suplementacją kompleksu witaminy B Aliness, magnezu (cytrynian magnezu) Sunday Natural i mojego ulubionego zestawu olejów rybich BioMarine Medical oraz ruchu na bieżni obserwuję znaczną poprawę jakości życia, snu, skupienia. Przestały dokuczać wahania nastroju, śpię w nocy, BARDZO poprawiła mi się koncentracja w pracy (co przekłada się wprost proporcjonalnie na szybkość wykonywania zadań i polepszenie ogólnie pojętych procesów zawodowych), do tego - co tu kryć - jestem OGROMNIE zadowolona z życia.  Bolączki psychiczne i fizyczne jak odjął ręką.  Daje się odczuć brak stresu relacyjnego. Poprawił mi się stan cery, a do tego zapewne przyłożyło rękę stosowanie kremów z peptydami, odstawienie retinolu (który w sumie pociemnił mi twarz, peptydy - mam wrażenie i świadectwa bliskich - z powrotem ją rozjaśniły), regularne stosowanie SPF50, naw...

You can't love anyone, 'cause that would mean you had a heart

wybrzmiewa nadal w moich uszach (bez skojarzeń z wszystkimi eks, a może trochę ;) ) - nabyłam słuchawki JBL i pięknie w nich dudnią basy.  Bardzo podoba mi się wszystko, i tekst, i muzyka, i aranżacja i wykonanie. Przy tej piosence czuję, że chiński Nowy Rok i dzisiejszy nów przyniósł mi mnóstwo energii. Zwłaszcza, że w piątek i dzisiaj w ćwierkaniu ptaków usłyszałam wiosnę. Dzień zawodowo naprawdę wydajny. Tak się nabuzowałam, że jedyne o czym myślałam po powrocie z biura, to zamknąć się w swoim pokoju - jednak odreagowałam na bieżni i byłam gotowa zjeść z dzieckiem obiad (dziecko gotowało). W pracy od jakiegoś czasu unikam rozpraszaczy - nie wchodzę na żadne rozrywkowe strony, nie czytam bloggera (wraz z Vitalią skończył się nawyk porannej "prasówki"), więc jest to siedem godzin w pełni poświęcone zawodowi.

piosenka na dziś

Obraz
 to Olivia Rodrigo "vampire" słuchana w pętli.  Dzisiaj skończyłam lutowy "obchód" po lekarzach. Jestem bardzo posłuszną, może dzięki temu dobrze rokującą pacjentką. Wspomniałam ostatnio przyjaciółce, że uważam, że mój lek jest cudownym wynalazkiem - biorę zastrzyk w tyłek, a działa na głowę. Latkaa na to: "no bo przecież dupa z głową jest połączona: jak cię ktoś kopnie w dupę, to się popłaczesz, a jak ci wbije igłę w oko, to się posrasz". Moja lekarka uśmiechnęła się tylko i odrzekła, że to przez krążenie krwi. W ogóle dużo zrobiłam dla siebie w tym miesiącu, włącznie z fachowym pedicure i codziennym spacerem. Jutro postaram się umówić fryzjera. Z pracą zawodową jestem opóźniona o tydzień, więc zostały mi cztery dni na wszystkich klientów. Moi byli klienci wzięli udział w programie "Bogaty dom, biedny dom". Oni oczywiście jako ci bogaci. Cóż, ja ich biznes widziałam "od środka", miałam mieszane uczucia oglądając odcinek z ich udziałem....

46. dzień roku

Bardzo fajna niedziela. Zaraz po północy, jak tylko ruszył e-pit, wysłałam sobie zeznanie podatkowe. Nauczona doświadczeniem w sprawie dyskusji ze skarbówką w temacie ulgi rodzicielskiej, zawsze już wcześniej wysyłam do eks wiadomość, co robimy z tym odliczeniem. Eks - nauczony doświadczeniem z trzema matkami swoich dzieci (różnie podchodzą do kontaktów ojca z dzieckiem po rozstaniu) decyduje oddać swoją część ulgi mnie.  Woskowałam sobie dzisiaj bikini i myślałam o tym, że mam już tyle lat, że mam swoje ulubione produkty, zapachy, praktyki i może pasowałoby gdzieś to wszystko spisać. Może napiszę o tym kiedyś post, a może nie, blog jest poświęcony myślom z teraz, często jest pisany pod wpływem chwili, więc jak to chwilowe myśli - przepływają i ulatniają się. Może ulubione produkty i stałe nawyki oznaczają, że coraz bardziej osadzam się w swojej bańce, czy jak tam zwał: kokonie komfortu. Wczoraj wpadła do mnie przyjaciółka (znamy się od szóstej klasy podstawówki), więc po...

a jednak, wbrew oczekiwaniom, dostałam walentynkę (edit.)

 od niego. Z jednej strony miłe uczucie, połechtanie ego (próżności własnej) - znak, że coś znaczyłam/nadal znaczę; z drugiej strony -  zawód, bo bez odpowiedzi na moje konstatacje, nie odpisałam więc i nie zamierzam odpisać. Walentynka bez ani jednego słowa, więc zostawiłam ją w ciszy. Tu nie ma dialogu, rozmowy (czy trudnej, czy  łatwej), było tylko moje mówienie jak grochem o ścianę. Czasem przeglądam stare wpisy o miłych chwilach i zastanawiam się wtedy, czy "pudrowałam gówno". Może aż tak to nie, chwile były rzeczywiście miłe, ale było to wybiórcze ujmowanie tematu z jednej tylko strony. Rozmawiałam z przyjaciółką, która jest DDA i ona powiedziała coś takiego, że musiałoby się coś poważnego zadziać, żeby alkoholik rzucił picie, w przypadku jej ojca był to dopiero jego udar. I gadałyśmy też o tym, że są zawody, w tym zawód L., w których stres ludzie rozładowują przez alkohol. *** Co do rozmowy z przyjaciółką, ja przyznałam się jej, że przed zerwaniem kazałam postawić ...