Posty

idą świąta

mówię do dziecka: "pościągałbyś pajęczyny z kątów". (prosiłam o to na Boże Narodzenie, nie zrobił). Dziecko: "Zrobię to. Z trzymiesięcznym opóźnieniem. Taki mam ping". (dla niewtajemniczonych: ping to test szybkości Internetu). Na pytanie o opinię w kwestii kolorowej sukienki zamówionej w weekend, odpowiedział, że wyglądam w niej jak Marzanna, taka kolorowa, że dzieci cieszą się, że ją utopią. *** Dzień zawodowo udany, choć już wiem, że w terminie zrobię tylko to, co musi do jutra obowiązkowo iść dalej. Po pracy byłam na higienizacji i tak mnie higienistka wymęczyła, że teraz nie umiem gryźć. Teraz mam solenne postanowienie chodzić do niej co roku. Wstyd się przyznać, jak długą przerwę miałam. Kupiłam też zalecone pasty do zębów (różne Elgydium i Apa Care zieloną).  Skoro miałam tyle kamienia na zębach, zastanawiam się nad szczoteczką Oral B IO (tą reklamowaną przez Igę Świątek). Szczoteczka pilnuje właściwego nacisku na zęby i ma być taka super hiper. Ale nie wiem....

weekend

Obraz
Od kilku dni kwitną w moim ogrodzie krokusy. Dawno temu posadziłam trzysta cebulek w trawniku, ostały się tylko te pod magnolią. Plany na weekend miałam ambitne - zamierzałam tak wypucować wszystkie dwadzieścia jeden okien, by ujrzeć w nich Jezusa. Plany nie doszły do skutku. Zamiast tego popłynęłam w zakupy - mam wesele córki bliskich sąsiadów za dwa miesiąca. Ustaliliśmy z dzieckiem, że ze względu na względy odpuszczę sobie ulubione na letnie imprezy lniane garnitury i pójdę w sukience. Waham się między seksi kociakiem (ostatnia moja rycząca czterdziestka w tym roku), a naiwną romantyczką. W wersji naiwnej romantyczki można swobodnie jeść i pić, i nie będzie widać wzdęcia brzucha - to zdecydowany plus. I mogłabym założyć biustonosz - nie lubię chodzić bez niego. W seksowym kociaku nie wiadomo, jak wypadną wyglądowo moje pośladki. Na fali shoppingu online zamówiła też kilka bluzek i spódnicę. Obejrzałam świetne dokumenty o shadow writers ("Dokument na zamówienie") i o Michal...

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

Obraz
 Gwoli wyjaśnienia. Nie był to pierwszy mój epizod z portalem randkowym. Jestem szesnasty rok sama, więc po drodze bywały momenty odwilży, w których na jakiś czas tam się pojawiałam. Jak byłam młodą rozwódką, standardem Sympatii było zapraszanie na pierwszą randkę do sauny w Termach Rzymskich w Czeladzi. Dla niewtajemniczonych - do Term Rzymskich wolno tylko nago, niektórzy panowie (słyszałam z opowieści koleżanek-rozwódek) nie chcieli w saunach ubierać nawet swoich małych dżentelmenów. Redpill zrobił niektórym panom sieczkę w mózgu, ale nawet Chat GPT mi napisał, że statystycznie rzecz biorąc mężczyźni z mojego rocznika zgodnie z wartością SMV wybierają partnerki sporo młodsze, niektórzy są stale na portalach, niektórzy w ogóle nie chcą się wiązać, a często ci fajni w ogóle na portalach nie bywają i generalnie "materiał" jest przebrany. Podane statystyki zgadzały się ze statystykami obliczonymi przez starsze dziecko, które studiuje matematykę. Każdy mój eks (ha ha, było ich ...

o przemyśleniach i takie tam

Przedyskutowałam sprawę w głowie i zamknęłam konto na portalu randkowym. To uniwersum nie jest dla mnie. Żeby odsiewać niechciany element, napisałam szczegółowy opis. I okazało się, że przez kilka dni… nikt go nie przeczytał. Panowie zaczepiali po obejrzeniu zdjęcia — bo byłam nowa, bo „wyskoczyłam” w Bingo, bo coś im się kliknęło. " Co słychać?" albo "Jak tam weekend?" Żaden nie nawiązał do tego, co napisałam o sobie. Prawie każdy niemal nic nie napisał o sobie (poza typem do zdjęć w AI i wyborem sugerowanych przez portal gotowych opcji). Nie jestem typem typu "swipe left/right", bo już wiem, że ocena na podstawie samego zdjęcia jest myląca. W d*pie mam takie randki, choć oczywiście nie jest to kompletny tumiwisizm w sprawach związkowych. W dodatku rozmowa z typem od zdjęć w AI tak mnie rozstroiła, że wyregulowałam sobie dół emocjonalny... pisząc do eks.  Początki stresu relacyjnego? A przecież wiem, że on nie jest odpowiedni dla mnie. Bo nie jest. Wiem t...

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

Obraz
 Co do fałszywego profilu na portalu randkowym, o którym napisałam wczoraj - wspomniany pan nie jest jedyną osobą, która generuje tła do zdjęć, widziałam nawet pana, który swoją zużytą twarz dokleił do ciała jakby zapożyczonego od Conana Barbarzyńcy i to w stroju, jakby ten właśnie wyskoczył na chwilę z konkursu na mistera kulturystyki (moje dziecko skomentowało jego zdjęcie "czy oczekujesz, że ten facet zobaczy w tobie coś innego, niż ciało?"). Jak to mówi moja dziatwa - masakra. Ale są kobiety, które nabierają się na to, że pisze do nich Brad Pitt czy inny Chuck Norris, o żołnierzach amerykańskich nie wspominając. Po komentarzu na temat zdjęcia na wygenerowanym stadionie, pan stwierdził, że znam logo wyłącznie lokalnej drużyny piłkarskiej, a jego należy do Athletic Bilbao. Po wymianie myśli miałam wrażenie, że pisał ze mną jakiś nastolatek. Profil zablokowałam i zgłosiłam do administracji portalu. Wiem, że mam wyśrubowane wymagania (a kto wybrzydza, ten nie r*cha), ale w su...

moja trzydniowa kariera na portalu

randkowym to trochę fiaska w poszukiwaniach, trochę odejście od starych wzorców. Nauczona doświadczeniem poprzedniej relacji nie chcę nawet rozmawiać z kandydatami z innych miast. Nie interesuje mnie, że do stolicy województwa mają tyle samo kilometrów, co do mnie. Teraz szukam kogoś, do kogo mogłabym wpaść po pracy. Z pobliskiego byłego miasta wojewódzkiego odezwał się jeden kandydat. Wstępnie na plus ze względu na posiadanie włosów na głowie.  Dalej nie było tak entuzjastycznie.  Analiza nicku, profilu, zdjęć na profilu (na 99% tła generowane przez AI) i kilkuzdaniowej rozmowy zarówno siłami potomstwa, sztucznej inteligencji i odczucia z brzucha (intuicja) spowodowały jego odrzucenie (pytanie o konkrety zbył ogólnikiem) - bałam się, że w bezpośredniej rozmowie na spotkaniu, które zaproponował, popłynę emocjami. Na umówiłam się na spotkanie w realu. *** Na razie bardziej angażuję się więc w zajmowanie się swoim życiem - czuję, że wkładam całe serce w jogę i naprawdę jest to r...

jak mija tydzień

 1. Dziecko warszawskie przyjechało na weekend i urządziliśmy mu urodziny. Był obiad, Martini Asti i tort. Obłędna kapusta jako dodatek do drugiego dania. Obaj dziadkowie, babcia, brat ze zdrową połową potomstwa. 2. Aktywowałam konto na portalu randkowym - ja czuję gotowość na randki, ale nie obiecuję sobie wiele, bo potencjalnymi kandydatami z okolicy jestem zawiedziona. Gdybym miała ich określić jednym słowem - najczęściej zaniedbani, choć muszę przyznać, że znowu natrafilam na profil kolegi z podstawówki - największego głąba w klasie i na zdjęciu wygląda fajnie. 3. Bałam się, że odpadnie mi na stałe jedna joga w środku tygodnia, ale okazało się, że wypadły tylko jedne zajęcia. 4. Spotkałam się z przyjaciółką. 5. Widzę w lustrze, że opłacało się hodować włosy i że nawet cienkie włosy mogą ładnie wyglądać w długości większej, niż tylko do brody. 6. Dziecko warszawskie swoją wagą zrobiło mi pomiar ciała i wyszedł mi wiek metaboliczny młodszy o dziesięć lat, niż mam ich faktycznie.

piosenka na dziś i o opiece naprzemiennej

Obraz
 piosenka na dziś to zapętlona wersja koncertowa Męskiego Grania "I ciebie też, bardzo" Dosłownie czuję tę bijącą energię! Dla tych, którzy nie znają tej piosenki, oto wersja oficjalna: Refren "wiem, że nie chcę się już dłużej bać nie chcę tańczyć do melodii, które znam jestem wolny" to słowa o odchodzeniu od wyuczonych schematów, które nie zawsze są dla nas dobre.  Czuję też szczęście, że mogę sobie siedzieć w cieple i bez bólu i po prostu wsłuchiwać się w tekst i mruczeć pod nosem melodię. "zielona trawa, dobre dni". *** W biurze wszyscy chyba już się przyzwyczaili do widoku mojej osoby w słuchawkach na głowie, w każdym razie nawet szef nic nie mówi na ten temat. Ja jestem bardziej skupiona na pracy i czuję się jak na poniższym obrazku: co oczywiście nie jest wyłączną prawdą, bo w sprzyjających okolicznościach (w sensie, gdy nie mam noża na gardle w postaci terminowej pracy, telefonów co minuta, ponaglania mnie do roboty i rozmowa jest na interesujące mn...

O Giertychu i imieniny Piłsudskiego

Obraz
Artykuł, który ukazał się na portalu Money.pl o wpływie Giertycha na procesy sądowe przeciwko Getin Noble Bank pokazał to, co od klienta słyszałam blisko dwadzieścia lat temu o tym prawniku (Giertych od niego wziął wtedy po tysiąc złotych za każdą stronę pisma). Po prostu obrzydliwe. Rozmowy z klientami, które zmierzają do wymiany prywatnych poglądów może marnują nasz cenny czas pracy, ale czasem człowiek się dowie różnych ciekawostek, na przykład że dziś są imieniny Marszałka Józefa Piłsudskiego, że Hitler go tak cenił, że po jego śmierci poszedł na mszę w jego intencji, a według historii alternatywnej gdyby Piłsudski żył, może Niemcy szliby na Rosję z Polakami. Co do kwestii polityki w rozmowach codziennych, moja rozmówka z dzieckiem:

mam wysoką świadomość

Obraz
 choroby - dzisiaj śniło mi się, że mam jej objawy i pomyślałam w tym śnie "jak tylko wstanę, muszę się skontaktować z moją panią doktor, żeby mi coś dodała". Na szczęście to był tylko sen. A przede wszystkim wspominałam dzisiaj narodziny pierworodnego, który dzisiaj o szóstej rano wszedł w wiek, gdy jego dziadek ze strony matki się ożenił, w dogodnym na wsi terminie, czyli po wykopkach. Młodym dorosłym z jego rocznika mam grzecznościowo rozliczyć zeznania podatkowe, jest to dla mnie małym szokiem, że dzieci (tak, dla mnie dzieci) wchodzą na rynek pracy i zawiązują poważne związki. A przecież w tym roku w Polsce w dorosłość wkracza rocznik 2008. Na marginesie, bardzo się czasy zmieniły. Pamiętam, gdy po pierwszym roku studiów pojechałam na wakacje do Niemiec bawić dziecko w rodzinie, gdzie ojciec tego dziecka nie miał rozwodu z żoną i mieszkał z matką dziecka na kocią łapę, moja mama przestrzegała mnie po powrocie, bym nie przyznała się babci, że pracowałam dla "takiej...