pierwszy dzień urlopu

 rozpoczęłam porannym koszmarem sennym o tym, że choroba wróciła i mną rządzi. Ja wiem, że to sen i choroba nie wróciła w rzeczywistości, jednocześnie nie jestem w stanie sama sobie z nią poradzić. Obudziłam się zmęczona walką i z poczuciem ulgi. Każdorazowo rozmowy w realu dzień przed o niej wywołują takie śnienie, sprawdzone und powtarzalne.

Przespałam się z wiedzą wyniesioną z randki i choć to nie są dla doświadczonej osoby prawdy objawione, w czasie spotkania patrzyłam na interlokutora jakby przez filtr. Rozmowa się toczyła naturalnie, ja zbierałam z niej dane i równocześnie analizowałam: czy interesujący rozmówca to dobry materiał do związku? Wróciłam do domu w dobrym nastroju, zadowolona ze spędzonego czasu, nawet po drodze wstąpiłam po kurczaczki z KFC dla syna; ale doświadczenia bym nie powtórzyła, nie mówiąc o wchodzeniu w znajomość głębiej. Mimo deklaracji w trakcie spotkania, że pan chętnie by je powtórzył, zniknął z radarów i nie odezwał się do tej pory, co mnie utwierdza w przekonaniu, że miałam dobre odczucia z ciała. Jednocześnie ulga, że zdjął ze mnie ciężar odmowy kontynuacji znajomości. Główne argumenty przeciw to kłamstwo w sprawie wieku ("bo wiek to tylko liczba, a nie chciałem, by pisały do mnie starsze panie, ja się czuję na 35" - podczas gdy można ograniczyć widełki wiekowe i płeć osób, dla których nasze konto jest widoczne) oraz zbyt swobodny duch - jak wyszło, pan nigdy nie sformalizował żadnego swojego związku, nigdy nawet nie był zaręczony (bo przecież to tylko papierek), ostatni związek to luźne mieszkanie na dwa miasta i spotykanie się weekendami - byłam tam, nie chcę wracać. Poza tym za mocno do głowy wjechał mu New Age - ja z racji doświadczeń życiowych muszę mocniej stąpać po ziemi. Jako że jestem starą babą, szybko doszłam do wniosku, że kiedyś ciągnęłabym relację tylko dlatego, że dobrze mi się z kimś gada, teraz nie chce mi się tego robić. Potrzebuję więcej punktów wspólnych, przede wszystkim więksego poczucia obowiązku, niż tylko intelektualne dopasowanie.

Teraz mam na oku nową znajomość, ale wszystko jest zbyt świeże i zbyt w powijakach, by dywagować, jak to ma sie toczyć, zresztą ja sama przepływam między chęcią zachowania aktualnej sytuacji życiowej a chęcią zmian. Zbyt początkowo zachłysnęłam się wolnością w tym roku, by ją nieprzemyślanie stracić.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

dzyndzelek

wczoraj

ale śniegu

trigger (edit.) (komentarz do komentarzy pod "dzyndzelkiem")

znowu

wreszcie

czuję energię i optymizm

302 w kafejce