powoli do przodu
audyt przeszedł do fazy właściwej, oby przed moim wrześniowym urlopem udało się go zakończyć.
Garaż w piwnicy też wygląda sporo lepiej. Część szpargałów udało się wywieźć na PSZOK, poza tym wyrzuciłam dwa wielkie wory nie wiadomo czego, co zalegało jeszcze od czasów małżeństwa i starannie pozmiatałam podłogę. Przy okazji wyszło na jaw, że posiadamy na stanie żarówki - a ponad miesiąc korzystaliśmy z łazienki na dole bez górnego światła, bo nie układało się po drodze jechać do Castoramy. Bardzo widać było Pannę jako znak zodiaku (były mąż), bo wyrzucone gadżety pozornie były starannie posegregowane w milion pudełeczek i słoików z opisami typu: "łańcuchy do żyrandoli", "gałeczki do szafek". Skoro nie sięgnęłam po nie od 20 lat, na pewno już nigdy bym po nie nie sięgnęła. Teraz na tapet chcę wziąć pralnię, pomieszczenie za pralnią (też z niezłym bajzlem i ostatnio porządkowane chyba w 2010) oraz spiżarnię. Wymyśliłam, że nie muszę tam wchodzić na pół dnia, a powolutku porządkować jedną półkę dziennie aż do skutku.
Poza tym na dworze patelnia, prawie chciałam przełożyć mój home office, ale sprawdziłam, że w czwartek ma być niewiele lepiej. Tak gorąco, że postanowiłam chrzanić konwenanse i poszłam do biura w szortach.
Odezwał się znajomy, że chce się spotkać w poniedziałek, cóż, pożyjemy, zobaczymy, czy do spotkania dojdzie.
Ja kupiłam szampon (i używam) chłodzący czerwienie i pomarańcze na blondach, bo już rozjaśnienie zrobiło się mocno rude.
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.