dobrze, że już weekend edit.
Tydzień zawodowo bardzo intensywny - nie było mnie w pracy pół miesiąca, więc w ciągu pięciu dni roboczych musiałam zrobić, to co zajmuje mi normalnie trzy tygodnie. Terminy i zakres pracy taki sam jak zwykle, a czasu sporo mniej. Ale najważniejsze, że dałam radę i jeszcze poobsługiwałam audyt (który jak się wydaje, ma się ku końcowi).
Z związku z tym wieczorami nie miałam ochoty na pisanie na blogu, choć podczytywałam inne blogi - a coś się znowu dzieje z bloggerem, bo nie aktualizuje mi listy blogów.
Środa mnie zaskoczyła, bo dzwonił L., nawet dwa razy, nie odebrałam, bo akurat świętowaliśmy urodziny taty, ale oddzwoniłam. Opowiadał prawie kwadrans, jakie zmiany u niego zachodzą, między innymi że ponoć już trzy miesiące nie pije (syn powiedział na to, że on by zażądał na dowód badań wątrobowych). Rozmowę zakończył miłym gestem: potwierdził, że nadal mogę korzystać z jego Netfliksa i dodatkowo dał mi login do swojego HBO. Tym bardziej to dla mnie miłe, że eksmąż nigdy po rozwodzie nie dał z siebie nic więcej ponad to, co było zapisane wyrokiem sądowym, a i Mr. Big nie był odmienny od eksmęża, wręcz liczył na "odwiedzanie pięterka" po casperingu mojej osoby. W sumie na obecnym etapie jest to dla mnie aż nadto wystarczające: mam bez kłopotu inteligentnego adoratora, którego trzymam na orbicie, dowód adoracji w postaci darmowych dostępów do streamingów i propozycji, że gdybym chciała, to chętnie zapłaci za moje zakupy ciuchowe, a przy tym zupełnie nie muszę się nim zajmować. Nie wiem, czy wspominałam: trzy tygodnie temu zaproponowałam kawę poza okolicznościami biurowi pracownikowi klienta (wiem, wiem, gdzie się mieszka i pracuje tam się ch... nie wojuje), ale nadal pozostaje to bez odzewu; co w sumie sprawiło mi ulgę, bo gdyby znajomość nie wypaliła po pierwszym pozapracowym spotkaniu, to może głupio byłoby dalej mieć z nim kontakt w pracy.
I na tym kończę próby randkowania w tym roku, dwie randki i trzecia niewypalona, do trzech razy sztuka, a teraz idzie zima i zaszywam się pod kołdrą.
Z Florencji przywiozłam sobie obraz na gołym płótnie, dzisiaj pojechałam zawieźć go do oprawy - wybrałam piękną (czytaj: drogą) ramę, no i płótno potrzebuje blejtramu. Kupno tego obrazu i wybór ramy tylko swoją decyzją to ukoronowanie etapu życia, w który weszłam minioną zimą: wreszcie czuję spokój, coraz lepiej rozpoznaję schematy ludzkich zachowań (w świetle czego po latach wiary w tarota rżę ze śmiechu jak koń na kolejne wymysły youtubowych wróżek), coś wiem o życiu i czuję się z nim dobrze, choć okazuję współczucie tej mnie z minionych 16 lat. Wreszcie żyję bez napięcia w sobie i wiem, skąd to napięcie się wzięło. Nawet odnośnie jednej blogerki, którą do wiosny czytałam, zaczęłam się zastanawiać, kto był w jej parze toksyczny, on sam z siebie, on przez nią, ona z siebie czy ona wskutek niego, sprawa nie jest dla mnie taka oczywista, bo znam wersję tylko jednej strony, a wiadomo, że każdy zawsze widzi samego siebie w lepszym świetle niż pokazuje to spojrzenie obiektywne. W otoczeniu domowym idę za ciosem: odgracam, redekoruję przestrzeń, przestawiam meble, czynię swój mały świat bardziej kolorowym.
P.S. Obejrzałam pierwszy odcinek netfliksowej "Lalki", wiedziałam, że to ma być wariacja na temat, a nie ekranizacja; różne recenzje czytam, ale najbardziej pasowała do moich odczuć ta, w której autor podsumował tekstem z Budki Suflera "scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić, więc z dialogów wyszło dno, zero, czyli nic". Ja mam jedno słowo: współczesna patologia i prostactwo w kostiumach z epoki. Nie mam ochoty kontynuować. Jest jakaś niespójna, każdy wątek jakby z innej dupy. Może w ostatnim odcinku łączą się w całość, ale to nie na moją delikatność. Natomiast za dwa tygodnie chętnie wybiorę się na "Lalkę" w kinie. I podobała mi się wariacja na temat "Wichrowych wzgórz" w kinowej wersji z tego roku, o dwa nieba lepsze od tego, co Netflix zrobił z "Lalką" i tam absolutnie wiele rzeczy było zachwycających.
No i proszę: wrzesień zrobił Ci zawodowy tryb „trzy tygodnie pracy w pięć dni”, a Ty jeszcze obsłużyłaś audyt. Bardzo elegancko, choć organizm zapewne wystawił już wewnętrzny wniosek o zaprzestanie bycia bohaterką.
OdpowiedzUsuńNajbardziej podoba mi się ten motyw z obrazem: Florencja, płótno, piękna droga rama i decyzja podjęta wyłącznie dla siebie. To brzmi jak konkretne, materialne „teraz ja tu urządzam swoje życie” — i nie tylko mieszkanie, ale też własną głowę. Bardzo dobra koronacja tego spokojniejszego etapu.
A L. na orbicie z Netflixem, HBO i ofertą finansowania garderoby, bez konieczności emocjonalnego serwisowania go? Cóż. To prawie idealna forma adoracji: satelita nadaje sygnał, Ty odbierasz seriale.
Za to opis netfliksowej „Lalki” jako „współczesna patologia i prostactwo w kostiumach z epoki” jest tak celny, że aż szkoda czasu na kolejne odcinki. I widzę, że końcówka wpisu urwała się na „absolutnie wiele rzeczy był…” — dramat godny Prusa, tylko tym razem winny jest edytor.
Bardzo dziękuję za odwiedziny, ja też do Ciebie zaglądam. Jako pracownik etatowy by nie robić pracodawcy problemu względem PIP muszę brać urlop z 10 dni roboczych pod rząd, a praca u nas i tak po okresie urlopu musi być zrobiona, trudno o zastępstwo, a terminy gonią, więc sobotę do tej godziny spędzam w łóżku.
UsuńNowy obraz "urósł" do rangi symbolu odnalezienia się w nowym etapie życia.
Z L. nie wiem, jak będzie, ale wciąż mam do niego wiele ciepłych uczuć.
Nefliksowa "Lalka" na pewno znajdzie swoich odbiorców, nawet New York Times napisał o tym serialu.
P.S. mnie sie tekst wpisu wyświetla w całości. Twój komentarz wygląda, jakbyś przepuściła mój wpis przez Chata GPT - ciekawe wrażenie, ja ze swoimi wpisami robię dokładnie to samo.
UsuńCześć! Ja nie w temacie randek, ale to że idzie jesień to nie znaczy że trzeba robić przerwy... A czy klient czy nie, kiedyś też miałem takie podejście, ale teraz już zmieniłem 😁
OdpowiedzUsuńPozdrowienia!
cześć! i dobrze, że nie o randkach, bo trochę tego za dużo u mnie, ale pisząc porządkuję sobie myśli w głowie i z reguły co napisane, to już do tego w realu nie wracam i nie omawiam z synem. A przecież choć to młody dorosły, to nadal dziecko i niefajnie zajmować go problemami miłosnymi matki. Masz rację, trzeba się szanować z pracą, ale wiążą mnie ustawowe terminy i gdy ja je zawalę, to klient poniesie finansowe i karne konsekwencje.
Usuń