poniedziałek

Pracowo bez spiny - wreszcie. Aczkolwiek sprawy znowu do przodu, bo znowu termin przychodzi.

Czytam "Niebo. 5 lat w sekcie" - bez zadęcia, prostym językiem, a jednak przerażające. O mnie po rozwodzie kilka razy upomnieli się świadkowie Jehowy - miałam wrażenie, że nieśli ulotki, bo znajoma jest jedną z nich i dała cynk o gorszej sytuacji w moim życiu, więc potencjalnie mogłam być dobrym nabytkiem. Poszłam jednak w literaturę i blogowanie. 

Wróciłam do robienia "kroków"  (zgodnie z zaleceniem lekarskim ze stycznia), czyli włączam w telewizorze jakieś głupoty i chodzę na bieżni.  

Z prac kurzęcych zabrałam się za prasowanie - nienawidzę tego, choć w sumie idzie szybko. Wstawianie pralki idzie jednak szybciej, problem stanowi rozwieszanie. Znowu robię przegląd szafy, część idzie do "wydania", część do wyrzucenia.

Kupiłam bilet na kinową "Lalkę".

Generalnie fajnie byłoby częściej bywać w kinie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

tym paru znajomym czytelnikom

dzyndzelek

wczoraj

ale śniegu

trigger (edit.) (komentarz do komentarzy pod "dzyndzelkiem")

czuję energię i optymizm

znowu

to było bardzo pracowite lato

wreszcie