poniedziałek
Pracowo bez spiny - wreszcie. Aczkolwiek sprawy znowu do przodu, bo znowu termin przychodzi.
Czytam "Niebo. 5 lat w sekcie" - bez zadęcia, prostym językiem, a jednak przerażające. O mnie po rozwodzie kilka razy upomnieli się świadkowie Jehowy - miałam wrażenie, że nieśli ulotki, bo znajoma jest jedną z nich i dała cynk o gorszej sytuacji w moim życiu, więc potencjalnie mogłam być dobrym nabytkiem. Poszłam jednak w literaturę i blogowanie.
Wróciłam do robienia "kroków" (zgodnie z zaleceniem lekarskim ze stycznia), czyli włączam w telewizorze jakieś głupoty i chodzę na bieżni.
Z prac kurzęcych zabrałam się za prasowanie - nienawidzę tego, choć w sumie idzie szybko. Wstawianie pralki idzie jednak szybciej, problem stanowi rozwieszanie. Znowu robię przegląd szafy, część idzie do "wydania", część do wyrzucenia.
Kupiłam bilet na kinową "Lalkę".
Generalnie fajnie byłoby częściej bywać w kinie.
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.
Proszę , zostaw swój komentarz podpisany.