takie chwile, jak ta - jesiennie
Wzięłam z półki "Ślepnąc od świateł". Trochę czytam to, trochę internety, trochę myślę i dyskutuję z AI.
Byłam u kosmetyczki na kwasach i mam umówiony następny zabieg - polecony przez "moją" panią, ale nazwy zabiegu nie pamiętam.
Zegar tyka, ja nadal podsumowuję przemijający czas.
***
Życie mam (teraz) dobre, ale jakoś żal, że mogło ułożyć się w parze. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że romantyzm, młodzieńcze lektury, filmy o miłości i Disney zrobiły swoje w mojej głowie. Wiem, że jest sporo ludzi samotnych w związkach i niezadowolonych z nich, ale jakoś tęsknię za potencjałem tego, co by mogło być. Choć mam w głowie, że związek to nie tylko "i żyli długo i szczęśliwie", ale podniesiona klapa od kibla, czasem wtrącanie się w wydatki partnera, decyzje nie tylko, "czy musi być obiad dzisiaj", ale "co na obiad". Tęsknię za zżyciem się. Za znaniem się jak łyse konie. Natomiast czy weszłabym w związek z pierwszą napotkaną osobą, z którą dobrze mi się rozmawia? Sądząc po mojej sierpniowej randki (z której wracałam zadowolona tak, że nawet kupiłam dziecku po drodze kurczaki z KFC), nie bardzo. Nie chodzi o sam fakt bycia w parze, ale jaką wartość dodaną ta osoba potencjalnie wniosłaby w moje życie. Dzieci mam, mieszkam ładnie i wygodnie, potrafię się utrzymać, seks nie jest problemem. Wiem, ile kosztuje związek, ale pamiętam, ile może dać.
P.S. W sumie mam to zżycie się z młodszym synem, ale to jednak relacja rodzic-dziecko. Nie ma też pewności, czy z dorosłym miałabym tak samo (ale tu pamiętam niektóre zachowania eksmęża, gdy jeszcze kochał, co robił, by mnie rozśmieszyć; choć oczywiście wiem, że wyparłam ze świadomości wiele chwil samotności w małżeństwie). Ech, życie, kocham cię nad życie.
***
Na blogu niektóre inne podlinkowane blogi nie aktualizowały mi się od kilku tygodni, musiałam zapytać Chata, co robić i zgodnie z jego zaleceniami usunęłam i dodałam linki ponownie. Naprawiło się od razu.
***
Do niniejszego wpisu otworzyłam bezalkoholowe prosecco (w sumie jak wytrawna oranżada).
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.
Proszę , zostaw swój komentarz podpisany.