jakość życia

 sześć miesięcy i trzy dni po zerwaniu – czuję niesamowitą poprawę w jakości życia. Pisałam już, że przestałam żyć w napięciu, z którego nie zdawałam sobie sprawy. Ale też ogólny dobrostan – tak jak nazwa wskazuje – to jest teraz właśnie zgodnie z nazwą DOBROstan. Czuję to po zajęciach niedzielnej jogi, na których przestałam nerwowo spoglądać na tarczę zegara, a nawet na ekran telefonu (nieustannie sprawdzałam, czy nie przegapiłam jego telefonu). Czuję to po lepszym skupieniu na pracy zawodowej, którą po prostu mogę spokojnie wykonywać. Wreszcie – czuję to po wzrastających relacjach z dziećmi. Uregulował mi się dzień – nie czekam z jego zaczęciem na telefon od L. i nie przeciągam go do późnej nocy na wieczorny telefon od L. Żyję bardziej naturalnym rytmem.

Audyt – nie tak jak w zeszłym roku – idzie w miarę sprawnie. O ile za czasów L. miałam sporo nerwów z nim związanych, teraz wiem, że i audytor, i ja gramy do jednej bramki – chodzi nam o zgodny z sytuacją klienta raport roczny.

Pięć miesięcy mija też odkąd codziennie robię „kroki” na bieżni, na początku spacer po pół godziny dziennie, teraz od początku czerwca staram się chodzić co najmniej czterdzieści minut dziennie.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

cząstka wiedzy

spotkanie trzech pokoleń

problemy pierwszego świata