piekło
na zewnątrz przedsionek piekła, tak gorąco. Ponoć już o szóstej rano było trzydzieści stopni ciepła. Po dwudziestu minutach jogi w klimatyzowanym studiu myślałam, że umrę niebawem. Po powrocie z praktyki siedziałam ponad dwadzieścia minut w wannie w zimnej wodzie, tę metodę schładzania ciała powtórzyłam po dosłownie pięciu minutach wywieszania prania na tarasie. W tujach spostrzegłam jakiegoś motyla-samobójcę. Żar taki, że mdleją rośliny od lat rosnące w gruncie.
Obdzwoniłam rodziców, by tacie nie przyszło dzisiaj do głowy spacerowanie z psami; oraz do teścia. Z teściem gadka-szmatka, zeszło na jakość życia w dojrzałym wieku, wyraziłam opinię, że jego syn nie mógł w lepszym czasie mnie opuścić i że siostra teściowej wiedziała dobrze, co robi rozwodząc się po pięciu latach małżeństwa i pozostając singielką resztę życia, co teść zbył milczeniem.
Weekend spokojny, przepiwniczony (czyli z powodu ostrego upału przesiedziany w czterech ścianach). W ciągu trzech dni w sumie z osiem godzin poświęciłam na pracę zawodową, ale nie żałuję, bo jestem wyrobiona z pracami, których termin upływa we wtorek oraz popchnęłam sprawy audytu.
Komentarze
Prześlij komentarz
Po kilku miesiącach przerwy ponownie włączam możliwość komentowania.
Tamta decyzja była świadoma — potrzebowałam ciszy i przestrzeni dla siebie po zakończeniu związku, którego końcowy etap to trudne doświadczenia z osobą popadającą coraz głębiej w nałóg.
Dziś jestem w innym miejscu, dlatego wracam do dialogu.
Jeśli chcesz coś tu zostawić — opinię, refleksję, swoje doświadczenie — będzie mi miło.
Zostawiam sobie jednocześnie prawo do moderowania tej przestrzeni tak, żeby pozostała bezpieczna i sensowna.