praca hybrydowa

 Gdzieś od półtora miesiąca pracuję w systemie pracy hybrydowej. Pierwszego takiego tygodnia dosłownie zachłysnęłam się spokojem i ciszą. Coś tam sobie w domowym biurze dłubię, a przy okazji zupełnie nie mam wrażenia, że się męczę. Jak to określił syn, „całkowity focus na zadaniach”, zero rozmów pozapracowych, nie słucham głośnego myślenia koleżanki nad tym, że coś tam jej nie wychodzi, nie słyszę dyskusji o życiu szefa z nią, nie słucham narzekania na kolejne afery z lokalnymi politykami. Bardzo mi to odpowiada i jest to kolejny krok do podniesienia mojej jakości życia.

Ze spraw społeczeństwa obserwuję przetaczającą się przez media dyskusję o „pladze” samotności i małej liczbie urodzeń. Samotność określa się jako zabijającą, tymczasem ja chciałabym sprecyzowania samego terminu. Jestem singlem, a samotna się nie czuję. 15 lat temu esej „Sama, nie znaczy samotna” napisała psycholog Katarzyna Miller. Dookoła mnie tyle przyjaznych osób. Może zdecydowałabym się na trzecie dziecko, ale inni zdecydowali w tym temacie za mnie – mąż wyprowadził się z domu, gdy miałam 33 lata, potem okazało się, że po prostu nie mam nikogo rozsądnego, z kim mogłabym to trzecie dziecko wychowywać (nie mylić ze „zrobić sobie”). Wychowałam dwójkę począwszy od ich piątego roku życia i nie byłam gotowa na kolejne samotne macierzyństwo. Niejako więc uważam, że mężczyźni są winni sami sobie, że kobiety nie chcą mieć dzieci.

Tymczasem prace w ogrodzie chwilowo wstrzymane do poniedziałku, opóźnienie przez operatora koparki (ponoć miał jakąś awarię). Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, pomyślę o nowych nasadzeniach, gdy temperatury nie będą tak upiornie wysokie. Ja rozkoszuję się robieniem zdjęć i z nowego telefonu, i starą cyfrową lustrzanką jeszcze z zasobów nabytych za czasów małżeństwa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

cząstka wiedzy

spotkanie trzech pokoleń

problemy pierwszego świata