prace nad ogrodem i wychodzenie z własnej bańki

 Kilka tygodni temu poprosiłam sąsiada o zgodę na pomalowanie betonowego ogrodzenia (sąsiad je stawiał w granicy na swój koszt, więc co najmniej brzydko by było malować bez tej prośby). Zgoda została udzielona, minął okres deszczy, ogrodzenie ma nowy kolor. A przy okazji zgadałam się na temat wycięcia czterech tuj od frontu. Sąsiad zgodził się w tym zakresie udzielić pomocy (obsługa piły), ale zanim do pracy doszło, zagadałam sympatycznego pana Mareczka i jutro już będą prowadzone prace w tym kierunku, z wykopywaniem korzeni minikoparką włącznie.

Ostatnio lubię wieczorem posiedzieć chociaż z godzinkę, dwie na tarasie, z widokiem na ogród i brzozy poza nim. Myśle wtedy czasem, że dość dużo czasu straciłam piwnicząc w domu na życiu na czekanie, a przecież ono dzieje się TERAZ. Żal to strata czasu.

Dużo rozmawiam z dzieckiem, ono wciąż mi przypomina, że jeszcze wiele lat (mam nadzieję) przede mną, oby w dobrej kondycji i z pozytywnym nastawieniem. Czasem dyskutujemy o wychodzeniu z własnej bańki, dzisiaj ja perorowałam na ten temat w związku moją obecnością na wernisażu Sętkowskiego – wybieram na co dzień kolorystykę old money, a tylu artystycznie ubranych kobiet, które tam spotkałam, to nie widziałam dawno. Niemal szok odzieżowy, że Polki w różnym wieku ubierają się tak różnorodnie. Hm.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

cząstka wiedzy

spotkanie trzech pokoleń

problemy pierwszego świata