od niego. Z jednej strony miłe uczucie, połechtanie ego (próżności własnej) - znak, że coś znaczyłam/nadal znaczę; z drugiej strony - zawód, bo bez odpowiedzi na moje konstatacje, nie odpisałam więc i nie zamierzam odpisać. Walentynka bez ani jednego słowa, więc zostawiłam ją w ciszy. Tu nie ma dialogu, rozmowy (czy trudnej, czy łatwej), było tylko moje mówienie jak grochem o ścianę. Czasem przeglądam stare wpisy o miłych chwilach i zastanawiam się wtedy, czy "pudrowałam gówno". Może aż tak to nie, chwile były rzeczywiście miłe, ale było to wybiórcze ujmowanie tematu z jednej tylko strony. Rozmawiałam z przyjaciółką, która jest DDA i ona powiedziała coś takiego, że musiałoby się coś poważnego zadziać, żeby alkoholik rzucił picie, w przypadku jej ojca był to dopiero jego udar. I gadałyśmy też o tym, że są zawody, w tym zawód L., w których stres ludzie rozładowują przez alkohol. *** Co do rozmowy z przyjaciółką, ja przyznałam się jej, że przed zerwaniem kazałam postawić ...