Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

nocny manifest i znowu mail

  W nocy z niedzieli na poniedziałek miałam bardzo wyrazisty sen, że mówię oto: "Jestem zodiakalnym Wodnikiem, numerologiczną piątką. Kocham wolność i swobodę. Uwielbiam być w ruchu, nawet jeśli oznacza to ruch umysłu. Jak kocham, to za to, że ktoś jest, a mój pierwszy partner tego nie rozumiał." *** W poniedziałek ze dwanaście godzin pracy zawodowej, w sumie nawet nie wiem dokładnie ile, bo trochę wieczorem pracowałam w domu aż do skończenia zadanej sobie roboty. Potem tak nabuzowana, że nie mogłam zasnąć. Długo w nocy czytałam "Nieznośną lekkość bytu", aż wreszcie świadomie odłożyłam czytnik, zamknęłam oczy w ciemnościach i czekałam na sen. Dzisiaj, nauczona doświadczeniem, nie brałam roboty z biura na czas wolny do domu - po pierwsze nikt mi za to nie płaci, jest to wyłącznie mój sposób na ograniczanie sobie przepływu głupich myśli o tym, czy L. napisze, że się zmienił i pracuje nad sobą; po drugie - ani jeden klient tego i tak nie doceni; po trzecie - powinnam ...

nie myślę o głupotach

 Niedzielę zabiłam pracą zawodową, więc nie miałam czasu myśleć o głupotach - co robiłam w sobotę wieczorem, sprawdzając co trochę maila, czy nie przyszła przypadkiem wiadomość od L. Aby nie myśleć o głupotach, mam głębokie postanowienie jak najwięcej czasu wolnego i zawodowego poświęcić audytowanemu klientowi, by tak wygłaskać dane, by nie było obsuwy przy kolejnym audycie. Który mnie czeka za dwa, góra trzy miesiące. Zdaje się też, pojęłam kolejny tajnik zawodu. Pewnie pracowałabym do późnej nocy, ale skończył mi się papier do drukarki. Co w sumie robi dobrze dla snu, bo się nabuzowałam nieźle i znowu przez podniecenie robotą mogłabym zarwać nockę - niewskazane przy moim schorzeniu. *** W nocy zasłabłam w łazience, dawno mi się to nie zdarzyło, ostatnio z dziesięć lat temu. Pewnie przyczyną było to, że wstałam gwałtownie z łóżka i poszłam skorzystać z toalety, najpierw myślałam, że będę rzygać, potem obudziłam się na zimnych kafelkach na podłodze.