Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2026

luty miesiącem dla zdrowia

 Ogłaszam luty miesiącem zaplanowanym dla zdrowia. Właśnie planuję wizytę u stomatologa (wyrzynają mi się ósemki i przydałoby się zrobić co najmniej przegląd i higienizację), mam USG tarczycy, wizytę w PZP. Jak będę miała opis USG, może uda się w tym samym miesiącu umówić do lekarza pierwszego kontaktu celem omówienia wyników badania hormonów i USG dla tarczycy. Araksol w grudniu wróżyła mi rozmowy w sprawie zdrowia na luty, ot taki przypadek. *** Przejrzałam "Poradnik bezpieczeństwa" (alarm modulowany, alarm jednostajny, nie mam zapasów jedzenia i wody, jest problem z przyjęciem leku, bo muszę go brać domięśniowo w przychodni, zacznę zbierać gotówkę w różnych nominałach, z ogrzewaniem, ciepłą wodą i gotowaniem w razie "w" problem, bo kuchenka na prąd i piec odpala się też na prąd. Dobrze, że mam kominek. Jedyne pomieszczenie bez okien otoczone ścianami działowymi to pralnia w piwnicy).  *** Przeleciałam listy od mojej snailmailowej koleżanki z USA. W sumie nie wiem...

sześć tygodni od zerwania

 Dzisiaj mija sześć tygodni od zerwania. *** Ostatnio trochę refleksji miałam, napisałam między innymi, że praca w poprzednim życiu była bardziej męcząca - na pewno fizycznie. Generowała więcej adrenalinowego haju. Była nieregularna, bez stałego rytmu. Nic nie dało się zaplanować. Była po prostu wyczerpująca. Ale nie niosła ze sobą takiej odpowiedzialności, jak obecna. Ta obecna ponoć jest przedostatnim wyborem młodych ludzi w planowaniu życia zawodowego, na ostatnim miejscu jest call center. Jak call  center pozwala spędzić kilka godzin w cieple i napić się kawy z ekspresu. Czasem oznacza użeranie się z ludźmi, którzy mają rozmaite pomysły na prawną rzeczywistość, a jeszcze częściej starcie z mocno silniejszym przeciwnikiem. Wielu uważa ją za zło konieczne. *** Dziecku młodszemu zostały do zdania dwa egzaminy, starsze w połowie zdało warunek (zaliczył ćwiczenia, do zdania zostają wykłady w sesji egzaminacyjnej). Ojciec przy kłopotach młodszego z zaliczeniem jednego z przedmio...

o tym, jak zostałam technofeudalną niewolnicą

 Otóż na jednego z maili dostałam wiadomość, że mam zapełnioną pamięć w bodajże dziewięćdziesięciu procentach z jednoczesną propozycją odpłatnego poszerzenia pamięci w chmurze. Zdecydowałam się. To samo zrobiłam z mailem używanym do głupot (przesyłanie zdjęć, zakupy online, itp.) - to druga subskrypcja. Trzecią jest streaming filmów, który wzięłam ponownie. Jednym słowem, popadłam w sidła technofeudalizmu, współczesnego niewolnictwa. *** Dzień zawodowo poświęcony na dalszą realizację deadline'ów, oglądanie danych, zastanawianie się nad dalszym ich przetwarzaniem, szukanie  rozwiązań problemów klientów. Wreszcie mam czas pozastanawiać się także w pracy. Zaczęłam sobie zapisywać w kalendarzu kolejne zadania do wykonania; jak twierdzi mój młodszy syn - na tym właśnie polega zarządzanie. Mam satysfakcję, gdy z tego kalendarza wykreślam kolejne wykonane zadania. Po pracy miałam już prawie, prawie smażyć dziecku cycka z kuraka, ale przypomniało mi się, że pokazywałam mu, jak to się ...

ostatnie dwa tygodnie

 to był bardzo intensywny czas. Dzięki temu nie miałam za dużo czasu na zastanawianie się nad swoim życiem miłosnym. Co raczej wyszło mi na dobre. Przed zakończeniem małżeństwa z eks robiłam rocznie ponad czterdzieści tysięcy kilometrów rocznie plus długie godziny gadania do ludzi. Małe dzieci, pies, kot. Wspólne wszystko. Wiecznie na euforycznym podminowaniu. Teraz jeżdżę tyle co do pracy i na zakupy, praca nie jest tak wyczerpująca. Do tego to ja podjęłam decyzję o rozstaniu, miałam czas się do niej przygotować. Więc przeszłam rozstanie dużo lepiej, właściwie trochę rozmyślania w czasie okołoświątecznego urlopu w domu. I spokój. *** Dzień zawodowo poświęcony na deadline'y styczniowe. Trochę rozwiązywania nowych zagadnień. Kilkanaście telefonów. Po pracy domowy krupnik wspólnie z dzieckiem, pół godziny na bieżni. Mam wrażenie, że po dziesięciu dniach regularnych spacerów na bieżni lepiej utrzymuję ciepłotę ciała. Teraz seriale i czytanie.

audyt

 szczęśliwie zakończony, czuję, że odzyskałam sprawczość.  Trwał tak długo, bo jak sprawdziłam, od połowy wakacji do prawie końca października audytor siedział cicho. A przecież powinien mobilizować do działania, jak to osoba kontrolująca. Nikt przedtem tak szczegółowo nie kontrolował, dosłownie każdą kropkę i przecinek. Nikt przedtem nie żądał tylu dokumentów. Czuję więc sprawczość (daj Bóg, żeby to nie było chwilowe). Czuję, że odzyskałam kontrolę nie tylko nad życiem (przez zakończenie związku), ale też kontrolę nad procesami pracowymi. Z tego szczęścia zakręciłam sobie włosy na papiloty. Bawię się Chatem GPT w rysunki, nawet zastanawiam się, czy wziąć sobie subskrypcję.

w tym sezonie

 jesienno-zimowym trzy razy miałam auto odpalane z kabli rozruchowych, więc poszłam po rozum do głowy i wymieniłam akumulator. Panowie w serwisie twierdzili, że w hybrydach Toyoty akumulatory trzymają krótko, nie wiem, nie znam się, uwierzyłam. Na szczęście nie była to kwota liczona w tysiącach.  Co do finansów, to zdecydowana jestem zrezygnować z jogi w studio, bo cena skoczyła na 35 zł za godzinę. Drogawo. Bieżnia kosztowała siedem stów, tyle co  ponad cztery czy pięć karnetów na siłownię. Na jogę chodziłam raz w tygodniu, bieżni - odkąd ją mam - używam codziennie. Zaleta taka, że nie muszę wychodzić z domu, nie tracę czasu na dojazdy i nie muszę się przebierać w sportowe ciuchy, co czekałoby mnie, gdybym zdecydowała się na chodzenie po bieżni na siłowni. Co do jogi, mam własną matę, teoretycznie więc mogłabym praktykować jogę na własną rękę. Codzienne spacery po pół godziny są dobre dla serca i tarczycy (a jestem w trakcie diagnozy), joga - dla kręgosłupa. Dodatkowo ro...

po dziewięciu latach

 użytkowania padł mi czytnik. Rozlał się ekran i czytnik przestał działać. Dzisiaj zamówiłam nowy, też PocketBook, też z podświetlanym ekranem i też wodoodporny (czasem czytam w wannie nie tylko komórkę). Cena nie tak bardzo w górę, z tego co pamiętam za ten, co się popsuł, dałam w 2017 zaledwie o stówę mniej, więc uwzględniając inflację nie jest tragicznie. Rano pociągnęłam nieco temat pracy zawodowej, potem pełna depilacja, kąpiel i zajęcie się sobą.  Wstąpiłam do galerii handlowej na nowy rodzaj kawy w McDonald's i po kalendarz do EMPIK-u. Kupiłam wełnianą bluzkę i przyzwoicie wyglądające spodnie z wiskozą. Siedzę i myślę sobie, że po zerwaniu czuję się tak, jakbym odzyskała siebie.  Nie powiem, ta relacja przyniosła mi bez terapii całkowite uzdrowienie z tematów okołorozwodowych (eks zrzucił za swą zdradę całą winę i odpowiedzialność na mnie, a ja mu uwierzyłam i się z nim zgodziłam wewnętrznie, a przecież to była jego decyzja; porzucenie przez kolejnego amanta wzmocn...

zmienne nastroje

Obraz
 miałam wróżone na styczeń i troszkę tak sobie przechodzę od doła i wizji rezygnacji przez klienta z moich usług, przez jasne nadzieje, aż po całkiem-dobry-humor. Aktualnie jestem happy. Oczywiście, gdy umarł temat związkowy, przyczyną zmiany nastrojów jest praca. A dziś było naprawdę efektywnie. Dużo pracy w tym miesiącu, oprócz normalnych obowiązków - kulminacja audytu. Wysłałam zaproszenie do pracownika audytowanego klienta, obejrzałam sobie jego profil na Facebooku i pomyślałam "a może to ten?!". Dziecko młodsze zalicza pierwszą sesję egzaminacyjną. W ogóle ciekawy jest jego system uczenia się: wszystkie notatki ma telefonie, więc albo uczy się z telefonu, albo ogląda filmy związane z tematyką studiów na Youtube. Dziecko młodsze dziś jedzie do taty (choć tylko na jeden wieczór), nie widział się z nim od Wigilii. Dziecko warszawskie zainteresowało się tematyką fitness oraz kalorycznością i makrami produktów. Ja już mam dwie i pół godziny wychodzone na bieżni i może w nastę...

znowu

Obraz
 dostałam maila od L. (w telefonie jest zablokowany). Zbyłam milczeniem. W poniedziałek minął dokładnie miesiąc od zerwania. W pracy natłok roboty do napięciowego bólu głowy, ale dokształcam się i oczekuję pozytywnego wyniku. Jak to bywa, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc i ten trwający audyt stanowi dla mnie dobrą lekcję, jak lepiej kontrolować to, co robię zawodowo. Odbyłam z audytorem rozmowę z ujawnieniem prywaty, przez co mam wrażenie, audytor inaczej na mnie spojrzał, i ja ujrzałam w nim człowieka. Przyszła bieżnia i zaczęłam na niej spacerować - w sumie całkiem mi się to podoba, z jednej strony ruch aż do uczucia ciepła w stopach, z drugiej strony zajęcie całkiem nienudne, bo pozwala zerkać w głupoty w tv.

mam zgryz

Obraz
 w pracy w związku z niekończącym się audytem. Niemal cały weekend pracowałam zawodowo, tak że zapomniałam dzisiaj ugotować obiad dla dziecka. Nic to, dziecko potrafi trafić do lodówki. W sprawie piątkowego maila od L. i mojej odpowiedzi  na niego (potrzebowałam domknięcia) skonsultowałam się z Chatem GPT i Gemini, odpowiedzi tego drugiego podobały mi się bardziej, pokazały złą i dobrą stronę mojej informacji zwrotnej, nazwał mechanizmy psychologiczne, do tego "poprosił' oceniać sytuację przez pryzmat MOICH odczuć. Jak twierdzą moje dzieci: Chat GPT jest takim yes-manem, do tego mimo, że kazałam mu zapomnieć i nie wracać do pewnych moich informacji, to i tak to robi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że sztuczna inteligencja nie jest psychologiem, ale nie będę z durnym pytaniem, na które w sumie znam (czuję) odpowiedź, biec po interwencję kryzysową. W związku z weekendem poświęconym pracy czuję się bardzo pobudzona i nie wiem, jak zasnę.

wreszcie

 znalazłam tytuł, który czyta mi się dobrze - "Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery. Niestety, "Traktat o łuskaniu fasoli" nie przypadł mi do gustu, porzuciłam. Niestety, niektóre bestsellery i nagradzane książki do mnie w ogóle nie przemówiły. Nieco przeleciałam przez opowiadania Sylwii Chutnik, ale oceniam jako "tak se". Nic to, dalej będę szukać takich lektur, jakie lubię.  W piątek byłam zrobić pazurki - wcześniej rozmawiałam ze znajomą, która rzuciła zdanie, że manikiurzystki specjalnie nie spiłowują paznokci do pożądanej długości , bo chcą, żeby klientki szybciej i częściej zachodziły do salonu - więc w czwartek sama sobie spiłowałam paznokcie do opuszków, tak więc teraz jest mi bardzo wygodnie pisać na klawiaturze. A spędzam przed komputerem w tygodniu z dziesięć godzin dziennie, licząc czas w domu. Widzę zdecydowaną zmianę w wyglądzie cery - odstawiłam jakiś czas temu kremy z retinolem (musiałam za słabo stosować przy nich filtry, bo cera pociemn...

agresywny pacjent

 pobił do krwi moją byłą lekarkę (byłą, bo przestała leczyć w mojej poradni i prowadzi mnie teraz inny lekarz), sprawa dostała się do krajowych mediów. Tym niemniej statystyki pokazują, że chorzy psychicznie są w takim samym stopniu agresywni, jak ludzie zdrowi. Napisałam sobie plan pracy na weekend na kartce, według mojego dziecka na tym właśnie polega zarządzanie. Na zapytanie o prezent dla mnie od współpracowników z okazji nadchodzących urodzin zaproponowałam ciśnieniomierz.  Kupiłam czujnik czadu. Wreszcie. L. wysłał mi maila w nocy z jakąś głupotą w pobliskim, byłym wojewódzkim mieście.

chyba już tylko

w wyjątkowej sytuacji napiję się alkoholu - takie mam przemyślenia po sytuacji z L. i obejrzeniu filmiku, który zamieściłam tu na blogu w zeszłym tygodniu. Jeden drink, a skutki w mózgu utrzymują się przez kilka miesięcy. Teraz, na wszelki wypadek, do jego imienia i nazwiska w kontaktach w telefonie dodałam adnotację "czynny alkoholik" - gdyby coś mi impulsem wpadło do głowy i chciało mi się z nim kontaktować. Przeglądając maile wpadłam na tarota z początku 2019, mowa tam, że może w moim życiu pojawi się mężczyzna "ciepły i opiekuńczy, taki przyjaciel". L. poznałam w okolicach listopada. Mimo wszystko, nie żałuję znajomości i czasu jej poświęconego, byłam mocno poraniona przez eks i potem Mr. Biga, a dzięki L. otworzyłam się na miłość. W tyrce pracowicie, dziś maksymalne skupienie, bo wydziubywałam dane z programu do arkusza w Excellu, aż czuję lekki, napięciowy ból głowy.  P.S.  Miałam w domu darowane trzy butelki bimbru, wylałam do kibla.

ale śniegu

 napadało! Jak jechałam rano samochodem, to przypomniało mi się, jak z gościnnymi występami jeździłam po Polsce zimą w poprzedniej pracy w poprzednim życiu. Pługopiaskarki nie nadążały odśnieżać, brudny śnieg leżał na jezdni, a na pomniejszych uliczkach był po prostu rozjeżdżony przez auta. Prawdziwy hardcore! Rano podjechałam do laboratorium na pobranie krwi. Wszystko poszło sprawnie, dopóki nie wyszłam z przychodni i okazało się, że wysiadł mi (znowu) akumulator. Zadzwoniłam do brata o pomoc, przyjechał, musieliśmy trochę poczekać, aż będzie  miał możliwość podjechania pod mój wóz, odpalił z kabli. Dobrze, że mam brata, co pomoże w takich sytuacjach. Przy okazji pośmialiśmy się z dawnej klientki, która zgubiła hasło do portalu i zadzwoniła do niego w sprawie jego przypomnienia (brat ma zapisane jej wszystkie hasła). Hasło tej klientki do banku to Bogata1234, a zagubione hasło brzmi Pięknota123. Ludzie to jednak mają fantazję. 

nadzieje na dobrą przyszłość

  Poprosiłam o postawienie mi tarota (tak na pocieszenie). Jednym słowem, chyba już weszłam w rok Konia, chociaż dalej walczę z idealizacją przeszłości (bo przecież sama nie wiem, czy kocham /kochałam prawdziwego L., czy tego zmiękczonego alkoholem). W pracy pracowicie, troszkę sprawy popchnięte do przodu, był też powód do radości, bo szef zaakceptował mój pomysł na udogodnienie dla klientów w związku ze zmianami w prawie, mimo że wiąże się on z dodatkowym kosztem dla firmy.  Zarejestrowałam się na USG tarczycy. Dziecko nie wiedziało, czym jest wieża stereo. A ja jestem stara, bo cieszy mnie promocja na masło.  P.S. Odblokowałam go na 20 godzin i w towarzystwie zapętlonego "Wymyśliłem ciebie" Zauchy niemal rozwaliło mi to dzień. Niemal przypomniało dawne czekanie, dobrze że najpierw przytuliła mnie koleżanka, zaleciła zmianę muzyki, a potem miałam dużo pracy i zajęło mi to głowę. Zablokowałam z powrotem.

czy pisałam

Obraz
 że dziecko młodsze zaczęło regularnie gotować rosoły w niedzielę? I wychodzi mu to lepiej, niż mnie?  Nie lubię gotować, więc tym bardziej mnie to cieszy.  Obudziłam się dzisiaj wyspana po czwartej i w oczy weszła mi taka reklama: Nie chcę się domyślać, jaka to ma być "praca" polegająca na piciu drinków w górach w luksusowych futrach. Swego czasu głośno było o "modelkach" w Dubaju. Ostatnio przeczytałam ten wpis sezon na dobroczynność  i mam dokładnie takie same odczucia. Gdy miałam piętnaście lat, było to coś WOW!. Teraz patrzę bardziej krytycznie, jednocześnie nie wspierając WOŚP (poza kupowaniem soków pomidorowych z ich logo) czuję się jak parias. Tak jak gdybym ja wyrosła z formuły Owsiakowego programu "Róbta co chceta", a on ciągle tam tkwił. Inna sprawa, że koszty prowadzenia fundacji pochłaniają nawet 70% kwoty wpłat, więc ja nie chcę nikomu sponsorować sposobu na życie. Jak oglądam zapowiedzi w TV, to przychodzi mi do głowy wierszyk z jakiejś bajk...

wczoraj

 minęły trzy tygodnie, odkąd rzuciłam L. To mało i głowa jeszcze wariuje, tworząc w chwilach zwątpienia pozytywne scenariusze. Kilka dni temu obejrzałam z dzieckiem film "Trauma" na Netfliksie, gdzie dosadnie jest pokazane, jak mózg wypiera traumatyczne doznania (aczkolwiek w żaden sposób TEGO zerwania do nich bym nie zaliczyła), chodzi mi o wyparcie w sensie ogólnym.  Co do ostatniej wzmianki o zięciu znajomej, to w sumie przywołałam ją po to, że jak pomyślę sobie, co by mogło mnie czekać, to mi się oddech zatrzymuje. Omówiłam wyniki badań w programie "Moje zdrowie" z lekarką, wszystkie dobre poza cholesterolem i hormonem tarczycowym. Wysoki cholesterol może być skutkiem zbyt małej ilości hormonów tarczycowych. Podobne wyniki miałam w 2024, ale wtedy nie kierowano od razu na konsultację lekarską, więc nic z tym nie zrobiłam wtedy. Teraz dostałam skierowania na dalszą diagnostykę tarczycy i pierwsze zalecenia lekarskie. Kupiłam nieprofesjonalną bieżnię do domu. Prze...

jak zwykle

Obraz
 tuż po wpisie o spokojnym dniu pojawił się ktoś, kto wzbudził we mnie emocje. Otóż przyszła do biura listonoszka - relacje mamy koleżeńskie, zawsze zamienimy słowo (choć jak pisałam, czasami, gdy mam dużo pracy, narzekam, że muszę odbierać korespondencję). Wzięłam od niej listy, zrobiłam jak zwykle kawę i zwierzyłam się, że zerwałam z chłopem, a gwoździem do trumny była wódka.  A ona uraczyła mnie opowieścią o swoim zięciu, który aktualnie znowu jest w ciągu. Jego żona nie może trzymać żadnego alkoholu w domu, bo znajduje i wypija wszystko. Ona dostaje czasem w charakterze prezentu wino od klientów, trzymała ostatnio wszystko w bagażniku auta, żeby mąż nie znalazł, a jednak znalazł i wychlał. Po tym zdarzeniu córka przywiozła dwie siatki win do rodziców. Szczytem wszystkiego było odcięcie atomizera od butelki perfum Hugo Bossa i wypicie zawartości. Dziewczyna ponoć odstawia właśnie leki psychiatryczne, żeby starać się o dziecko. Męża zgłosiła na przymusowe leczenie. Choć mi w...

gdyby chociaż mucha zjawiła się

 mogłabym ją zabić, a później to opisać To tak dzisiejszy dzień jak dotąd. Zrobiłam badania w ramach programu "Moje zdrowie" - wszystko w porządku poza cholesterolem. Wyczytałam, że mój lek może mieć wpływ na jego poziom, poza tym może to przez stres - poza niedogodnością wciąż niezakończonego audytu nie mam powodów do stresu poza typowymi sytuacjami w pracy wynikającymi z konieczności zachowania terminów, bo atmosfera jest bardzo sprzyjająca. Jutro mam omówić wyniki z lekarzem - uważam, że to rozsądniejsze rozwiązanie, niż z poprzedniego programu "40+", gdzie zostałam pozostawiona sama sobie z wynikami badań. W pracy miałam zarejestrować kilkudziesięciu pracowników od kogoś, kto prowadzi wiele spółek, pomyliłam nazwy firm i wklepałam dane z palca do złej firmy, na szczęście się zorientowałam, poprawne rejestracje poszły w terminie, a dzisiaj odkręciłam złe zarejestrowania. Zostało 9 odcinków do końca "mojego" serialu, nieśmiało mam plan niewkręcania się w...

nastroje stabilne

 wieczory bywają troszkę trudniejsze z uwagi na większą ilość wolnego czasu i nagromadzenie zmęczenia z całego dnia, ale postanowiłam po prostu wieczorami przynosić sobie więcej roboty z biura. Czyli klasyczne zabijanie czasu zajęciami. Ale generalnie OK.  Powrót do biura po dwóch tygodniach siedzenia w domu trudny - bałam się otworzyć pracowego maila, ale okazało się, że nie jest tak źle. Miałam problemy ze wstaniem, budzik oczywiście wyłączyłam i poszłam spać dalej, na szczęście w pracy byłam przed szefem, więc nie wyszło moje spóźnienie.  Dziecku na obiad zrobiłam mac'n'cheese, ponoć wyszło bardzo dobrze - i tak też wyglądało jego spożycie.  Czasem walczę ze sobą, by nie być terapeutką L. Miewam momentami ochotę napisać do niego, ale wtedy a) staram się sobie przypominać, że niejeden raz próbowałam z nim rozmawiać b) konsultuję się z Chatem GPT i proszę go, by odpowiadał mi mniej mile (wiem, że AI to nie terapeuta, ale do pojedynczych pytań raz dziennie nadaje się...

czuję energię i optymizm

 co jest dla mnie nowością, że nie każde rozstanie w moim życiu musi łączyć się z: a) epizodem psychotycznym b) epizodem depresyjnym c) próbą samobójczą. Czyli nie zapowiada się na pobyt na oddziale zamkniętym, wręcz przeciwnie, mam nowy zapał do życia. Nowe nadzieje. Wczoraj joga, bardzo fajne rozciąganie dolnej części pleców, więc dziś czuję tam zakwasy. Potem cały dzień barłożenia przed tv - najpierw "mój" wątek w "moim" serialu, potem z dzieckiem drugi sezon "1670". I biorę do siebie z niego, to co Stanisław w ostatnim odcinku mówi do ojca: "Byłem wychowywany do rzeczy wielkich, a przecież ja sobie mogę normalnie żyć z Tereską".  Do tego dzisiaj krótki epizod z c.v. - aplikowałam w zeszłym tygodniu, dostałam dwa telefony - jeden dnia następnego, gdy swój popołudniową porą miałam wyciszony, drugi w sobotę wieczorem, gdy akurat byłam w teatrze (!), oddzwoniłam, niestety szybka analiza warunków zatrudnienia spowodowała, że wycofałam swoją kandyd...

tym paru znajomym czytelnikom

Obraz
 z V. i tym nieznanym, co nigdy nie zostawili po sobie śladu, jestem wreszcie gotowa wyjawić, że gwoździem do trumny mojej relacji był alkohol, oczywiście nie w moim wykonaniu. Wcześniej może sama przed sobą udawałam, że nie ma problemu, ale żyliśmy 5 lat na dwa kraje i widywaliśmy się w jego trzeźwych momentach. Były też co najmniej dwa inne powody, ale nie chcę o tym pisać, bo nie chcę rozdrabniać się nad przeszłością w nowej części mojego życia. W każdym razem na przyszłość muszę bardzo uważać, bo buduję sobie w głowie złudzeniowy obraz partnera i kocham to wyobrażenie, zamiast jak to w Biblii napisane, "po czynach ich poznawać" i te czyny mieć przede wszystkim na uwadze, a nie dawać sobie nawijać makaron na uszy. Choć tutaj w ostatnim pół roku nawet tego makaronu nie było. Gdzieś po drodze zginęła ta właściwa iskra, która powinna cechować dobry związek. Vitalijki pamiętają niejedno zerwanie - przyznaję, zrywałam niekonsekwentnie na raty, ale teraz poczułam, że jestem ...

spłakałam się

 na trzecim sezonie serialu "Facet na święta" z Netfliksa. A historia głównej bohaterki z Adrianem to coś, czego koniecznie chciałam uniknąć. Poza tym byłam z przyjaciółką na ciachu.

to był udany sylwester

bez wątpienia najlepszy w ostatniej pięciolatce, spędzony do północy z synem, a od północy u sąsiadów. Otóż wyszliśmy z synem obejrzeć fajerwerki i nagle dostałam propozycję dokończenia wieczoru na domówce. Sylwester bardzo świadomy, spędzony tu i teraz.  Teraz słucham koncertu noworocznego z Wiednia.