Posty

co słychać

 sobota po prostu w domu. Umyłam dwa okna w kuchni i jedno w sypialni. Wyprałam do tych pomieszczeń firanki. Pogoda naprawdę wspaniała, było tak ciepło, że podjęlam decyzję o zakończeniu sezonu grzewczego i wyłączyłam piec. Oprócz firanek zrobilam jeszcze cztery prania. Bardzo mi się chciało wszystko. Niedziela poświęcona filmom:  - amerykański "Kolor purpury" - wersja z 1985, dramatyczną scenę golenia męża przez Celie po znalezieniu ukrywanych przez niego listów pamiętam z dzieciństwa, imię bohaterki brzmi jak słowo "głupia" po angielsku, pewnie nieprzypadkowo dobrane dla wzmocnienia jej walki o przetrwanie;  - czeski "Dyrygent": historia jak z dyrygentem Poznańskich Słowików, tyle że chodzi o chór dziewczęcy, po scenie seksu pomyślałam sobie: bez żadnych podchodów, wziął ją tak po prostu, jak się smarka w chusteczkę;  - niemiecki "Wpatrując się w słońce" - film tak dziwny, w którym  - jak to powiedziało dziecko: życie napisało dobry scenariusz ...

gadam se z synkiem - teraźniejszość miesza się z przeszłością

Obraz
 naprawdę, rozmowy z młodym, dorosłym dzieckiem, które jeszcze chce być blisko  - żadne związki nie dały mi takiej bliskości i poczucia zrozumienia. Takiej dobrej komunikacji. Tak samo wspaniale czułam się przy karmieniu piersią pierwszego syna. Jeden z powodów, dlaczego nie randkuję, jest taki, że przy rozmowach codziennych z dzieckiem nie brakuje mi obecności innych osób w moim życiu. To się kiedyś zmieni, ale na razie jest i trwa. Nie chcę szczegółowo opisywać tych rozmów, bo syn by pewnie nie chciał, ale poruszamy naprawdę wiele tematów, w tym bardzo często związkowych. Ostatnio temat osób bipolarnych, narcyzów w kontekście kształtowanie się zdrowego egoizmu, tego, że łatwiej odejść ze związku, gdy ma się "opcję zapasową", schematów zachowania osób opuszczających związek ("leaver", nie mylić z inicjatorami procesu rozwodowego, które mogą być osobą "left"). Jeden wątek jest źródłem następnego, i tak niemal bez końca. *** Sobotę zaczęłam od wywiezienia u...

dialogi z autopilotem i o (nie)randkowaniu

Obraz
Piątkowe popołudnie. Wracam z pracy samochodem, moja muzyka, myślę o chwilowej wolności w weekend. Mam w aucie wbudowany zestaw głośnomówiący. Dzwoni jeden z klientów na mój prywatny numer. "Teraz to pocałuj mnie w d@pę" mówię cicho do siebie. Na to odzywa autopilot: "Nie rozumiem. Czy możesz powtórzyć polecenie głosowe?" *** Siedzę teraz i myślę sobie niczym Charlotte w "Seksie w wielkim mieście". "Where is he?" Z tą różnicą, że ja już nawet nie randkuję. Powód jest prosty - szkoda mi życia na przypadkowe znajomości z Internetu i nie chcę decydować się na związek po trzech randkach. Ja musiałabym porandkować z kimś z pół roku i poznać się w różnych okolicznościach - na przykład chciałabym zobaczyć, jak ten ktoś pomaga mi wozić kosiarkę do serwisu, jak odnosi się do ludzi poza swoim towarzystwem, czy uważa, że wszyscy poza nim są nienormalni i wyraźnie to wyraża, zanim pójdę z nim do łóżka poznać jego znajomych, jak opowiada o swoich ekspartnerka...

pierwsze koszenie

 Pierwsze koszenie trawy w nowym sezonie za mną. Pomyślałam w trakcie przygotowywania obiadu, że fajnie byłoby zrobić dzisiejsze kroki w naturalnym środowisku, a nie na bieżni. Powietrza dostałam tyle, że nie umiałam złapać tchu do śpiewanej w trakcie łażenia za kosiarką piosenki.  Pięknie kwitną barwinki i żałuję, że nie posadziłam ich więcej. Sukienki z ostatniego rzutu odesłałam bez otwierania foliowych worków - wystarczył rzut oka, by stwierdzić, że ich wygląd w rzeczywistości zupełnie nie odpowiada zdjęciom. Jakość fatalna. Nic to, właśnie zamówiłam nowe sukienki - i cieszę się, że na pomysł szukania stroju naszło mnie dwa miesiące przed weselem, bo jak się okazuje, to wcale nie tak dużo czasu, gdy się szuka czegoś z swoim stylu, dopasowanego do miejsca i roli, a nadal z lekkim sznytem. W pracy kosmos, wszystko naraz. Ustawodawcy o moim zawodzie nie zapominają, naprawdę nie nudzimy się. Nie mam czasu w pracy odpalić Facebooka, by napisać do dziecka, by nie zapomniało kupi...

o narcyzmie - cytat+ mój komentarz

Obraz
Dość powszechna jest obecnie opinia, że żyjemy w świecie, gdzie jest coraz więcej narcyzów, wydaje się mnóstwo poradników pop psychologii jak żyć z narcyzem, albo jak sobie radzić z narcyzem w pracy, ludzie identyfikują narcyzów po godzinnej rozmowie i tak dalej, jednym słowem określenie zrobiło zawrotną karierę. Wydaje się, że coś w tym jest, ale nie to, co się myśli. Po pierwsze, powszechnie myli się indywidualizację – proces społeczny, w którym bardziej zaczyna się liczyć jednostka w stosunku do społeczności – z narcyzmem. W społeczeństwie współczesnym kultura z kolektywnej zmienia się w indywidualną, przoduje tu oczwiście USA, ale też kraje Europejskie nie zostają w tyle. W kulturze indywidualnej, mówiąc w skrócie, bardziej liczy się nasza wygoda, niż to, że się ciocia Jadzia obrazi i mam wrażenie, że tak jest właśnie rozumiany narcyzm – jako takie skupienie się na sobie, swego rodzaju egocentryzm. A to nie jest istotą narcyzmu. Narcyz to jest osoba, która tak bardzo nie wie kim je...

bardzo drażnią mnie

Obraz
reklamy suplementów na wątrobę, które dla mnie niosą wydźwięk: "łykaj tabletki i żryj, co i ile chcesz". Podobnie z suplementami na odchudzanie, zwłaszcza reklama tego, który obiecuje "brak wchłaniania tłuszczów, białka i węglowodanów". Czyli w zasadzie nieprzyswajanie pożywienia w ogóle. Interesuję się amatorsko tematem co najmniej od ponad dekady, 70% efektu to dieta, a spadek metabolizmu po czterdziestce w świetle badań naukowych jest znikomy. Jak byłam młodą dziewczyną, moja mama powiedziała mi "po ślubie się rozbędziesz", nie nastąpiło to, więc powiedziała "po dziecku się rozbędziesz na pewno", po dwóch ciążach dalej trzymałam figurę, wtedy z miną znawcy orzekła "po czterdziestce każdy się rozbywa". W tym roku mam moją ostatnią czterdziestkę, rozmiar 38 i wiek metaboliczny młodszy o dziesięć lat. Nie jestem jednak wzorową panią domu, bo gotuję, tyle żeby wyżyć i nie piekę ciast. Ale bardzo lubię jeść, doświadczam kuchisabishii, czy...

sobota - pracuję i myślę - edit.

Obraz
 W soboty i tak czas spędzam w pewnym sensie przed telewizorem, bo nadają (tak, wciąż oglądam naziemną telewizję) moje ulubione seriale, do tego okazało się, że przed "Columbo" lecą powtórki "Poirot" z lat dziewięćdziesiątych - wtedy bardzo lubiłam oglądać je w kryminalne czwartki w państwowej telewizji, a i teraz sprawiają przyjemność. Przy okazji dłubię sobie rzeczy do raportu rocznego u jednego z klientów - termin wysyłki do końca kwietnia. Dłubię szczegóły i rozmyślam, jak nałóg L., który rozbuchał się w zeszłym roku pod wpływem jego wypadku  zaczął wpływać na moje życie, także życie zawodowe. Pośrednio to przez niego audyt klienta ciągnął się ponad pół roku. Po pierwszej operacji wciąż chciał, bym do niego przylatywała na kilka dni opiekować się nim po wypadku i olejnych operacjach, wykorzystałam na te loty cały urlop, a na samo kluczowe zamknięcie audytu przeżywałam rozstanie i też wtedy wzięłam kilka dni wolnego. Jestem jedynym żywicielem rodziny, więc na roz...

piątek, piąteczek

 Znowu artykuł na portalu money.pl o obrzydliwościach Giertycha i jego powiązaniach z Rosjanami w zakresie przerzucania pieniędzy. Bardzo oślizgły dla mnie typ. W pracy dzisiaj bardzo NIE miałam nastroju na pracowanie, w związku z tym wysłałam tylko kilka e-maili, a potem spakowałam papiery do samochodu na zajęcie się nimi w weekend. Coś tam właśnie pchnęłam wieczorem, jutro - mam nadzieję - z nowymi siłami, siądę do nich w czasie zerkania jednym okiem na "moje" seriale.

czas zaiwania - odblokowanie L. - zakupy

 Czas umyka jak szalony. Ledwo gadałam z rodziną w Wielką Sobotę, a już tydzień pracowy się kończy. W Lany Poniedziałek obejrzałam "Ołowiane dzieci" na koncie L. na Netfliksie (pozwala korzystać, jak to skomentowało moje młodsze dziecko: "Nie mogę z tobą być, to może dasz się kupić"). Od użycia jego streamingu włączyła mi się nostalgia, odblokowałam go na trzy dni, by się przekonać, że ten czas, w którym motywował mnie do rozwoju, dawno się skończył. Nie chcę myśleć ani pisać o nim negatywnie, bo to by oznaczało samokrytykę mojego wyboru jego osoby na partnera, ale jego odpowiedzi na moje trzy podstawowe pytania pokazały wyraźnie, że poruszamy się w galaktykach bez części wspólnej zbioru. Ale w minionym tygodniu miały miejsce także rzeczy miłe. W mojej sypialni wiosna - aczkolwiek nie w sferze cielesnej - kupiłam sobie nowe komplety pościeli i prześcieradeł.  Do kuchni nabyłam nowe miseczki na płatki śniadaniowe (ja spożywam granolę bez cukru), nowe filiżanki "...

mamy po 20 lat

Obraz
 Wielkanoc mija mi przy rytmie i melodii piosenki śpiewanej przez Halinę Benedyk. Lato 1987, ja 10 lat, jeszcze PRL-owska telewizja, festiwal w Opolu. Żyjemy "na bogato", bo rodzice w zeszłym roku "dostali" trzypokojowe mieszkanie, mamy z bratem nawet własny pokój. Ta piosenka to nie jest tylko historia o dwudziestolatkach. To jest historia o tym momencie w życiu, kiedy jeszcze wszystko wydaje się możliwe. Kiedy człowiek nie liczy ryzyka, tylko emocje. Kiedy bardziej się czuje niż kalkuluje. Refren zostaje w głowie na lata. Bo to nie jest tylko wspomnienie młodości. To jest przypomnienie, że kiedyś było się odważniejszym, prostszym, bardziej „tu i teraz”. Czuję ostatnio tę radość życia. Oczywiście komuna nie była taka różowa, ostatnio byłam w kinie na "Pod znakiem wrony", rzecz dotyczy stanu wojennego i to był film z gatunku tych przerażających. W mojej ostatniej czterdziestce życia zostańmy jednak przy tematach sprawiających radość. Dziś słońce, niebo nie...

relacje z dziećmi i relacje romantyczne

Obraz
 Dużo o tym myślę ostatnio i bardzo doceniam.  Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że nie mogę mówić, że moje życie uczuciowe jest w zaniku, bo przecież jestem otoczona miłością. Bardzo silnie odczuwam dobre relacje z dziećmi i teraz naprawdę je doceniam. Mają pomysły na siebie, świeże spojrzenie na sprawy, a o związkach jako młodzi dorośli wiedzą tyle, co ja teraz. Właściwie to mogę nawet powiedzieć, że się przyjaźnimy ze sobą. Młodsze dziecko wciąż potrafi znienacka wpadać do mojej sypialni, by pogadać; poruszamy wszelkie tematy (no OK, nie mam śmiałości zapytać go o jego inicjację seksualną). Gdy starsze dziecko wpadnie do domu, siedzimy w salonie i po prostu spędzamy czas razem. *** Co do życia w relacji romantycznej - chcę teraz spokojnie obserwować potencjalnych kandydatów (którzy pewnie nie zdają sobie sprawy, że podlegają obserwacji pod tym kątem), a nie decydować się na łóżko i relację po trzech randkach. Chcę spokojnie wybrać, a nie pozwolić się wybrać tym, którzy zw...

dawno, dawno temu

Obraz
kiedy jeszcze byliśmy "pełną" rodziną wybieraliśmy się na urodziny do kogoś tam. Mówię do starszego dziecka "Idź z tatą", na co pyta młodsze "A ja z kim będę iszł ?" *** Dzień poświęcony zawodowym rozmowom, potem trochę sprzątałam biurko - ale jeszcze papiery z drugiej połowy do schowania w segregatory. Z okazji urodzin pochodzącego z pobliskiego, byłego wojewódzkiego miasta artysty podkręcałam w sobie wyrzut dopaminy tym oto  jego utworem: Doskonale przy tym skakało mi się w trakcie sprzątania w kuchni rozsypanego przez dziecko cukru. Poza tym rano wyskoczyła mi wiadomość, że w Alejach będziemy pływać gondolami po kanałach jak w Wenecji, do tego zdjęcie robót budowlanych, dopiero po chwili zaskoczyłam, że dzisiaj Prima Aprilis.

idą świąta

mówię do dziecka: "pościągałbyś pajęczyny z kątów". (prosiłam o to na Boże Narodzenie, nie zrobił). Dziecko: "Zrobię to. Z trzymiesięcznym opóźnieniem. Taki mam ping". (dla niewtajemniczonych: ping to test szybkości Internetu). Na pytanie o opinię w kwestii kolorowej sukienki zamówionej w weekend, odpowiedział, że wyglądam w niej jak Marzanna, taka kolorowa, że dzieci cieszą się, że ją utopią. *** Dzień zawodowo udany, choć już wiem, że w terminie zrobię tylko to, co musi do jutra obowiązkowo iść dalej. Po pracy byłam na higienizacji i tak mnie higienistka wymęczyła, że teraz nie umiem gryźć. Teraz mam solenne postanowienie chodzić do niej co roku. Wstyd się przyznać, jak długą przerwę miałam. Kupiłam też zalecone pasty do zębów (różne Elgydium i Apa Care zieloną).  Skoro miałam tyle kamienia na zębach, zastanawiam się nad szczoteczką Oral B IO (tą reklamowaną przez Igę Świątek). Szczoteczka pilnuje właściwego nacisku na zęby i ma być taka super hiper. Ale nie wiem....

weekend

Obraz
Od kilku dni kwitną w moim ogrodzie krokusy. Dawno temu posadziłam trzysta cebulek w trawniku, ostały się tylko te pod magnolią. Plany na weekend miałam ambitne - zamierzałam tak wypucować wszystkie dwadzieścia jeden okien, by ujrzeć w nich Jezusa. Plany nie doszły do skutku. Zamiast tego popłynęłam w zakupy - mam wesele córki bliskich sąsiadów za dwa miesiąca. Ustaliliśmy z dzieckiem, że ze względu na względy odpuszczę sobie ulubione na letnie imprezy lniane garnitury i pójdę w sukience. Waham się między seksi kociakiem (ostatnia moja rycząca czterdziestka w tym roku), a naiwną romantyczką. W wersji naiwnej romantyczki można swobodnie jeść i pić, i nie będzie widać wzdęcia brzucha - to zdecydowany plus. I mogłabym założyć biustonosz - nie lubię chodzić bez niego. W seksowym kociaku nie wiadomo, jak wypadną wyglądowo moje pośladki. Na fali shoppingu online zamówiła też kilka bluzek i spódnicę. Obejrzałam świetne dokumenty o shadow writers ("Dokument na zamówienie") i o Michal...

błąd w myśleniu? - znowu refleksje - dużo wątków

Obraz
 Gwoli wyjaśnienia. Nie był to pierwszy mój epizod z portalem randkowym. Jestem szesnasty rok sama, więc po drodze bywały momenty odwilży, w których na jakiś czas tam się pojawiałam. Jak byłam młodą rozwódką, standardem Sympatii było zapraszanie na pierwszą randkę do sauny w Termach Rzymskich w Czeladzi. Dla niewtajemniczonych - do Term Rzymskich wolno tylko nago, niektórzy panowie (słyszałam z opowieści koleżanek-rozwódek) nie chcieli w saunach ubierać nawet swoich małych dżentelmenów. Redpill zrobił niektórym panom sieczkę w mózgu, ale nawet Chat GPT mi napisał, że statystycznie rzecz biorąc mężczyźni z mojego rocznika zgodnie z wartością SMV wybierają partnerki sporo młodsze, niektórzy są stale na portalach, niektórzy w ogóle nie chcą się wiązać, a często ci fajni w ogóle na portalach nie bywają i generalnie "materiał" jest przebrany. Podane statystyki zgadzały się ze statystykami obliczonymi przez starsze dziecko, które studiuje matematykę. Każdy mój eks (ha ha, było ich ...

o przemyśleniach i takie tam

Przedyskutowałam sprawę w głowie i zamknęłam konto na portalu randkowym. To uniwersum nie jest dla mnie. Żeby odsiewać niechciany element, napisałam szczegółowy opis. I okazało się, że przez kilka dni… nikt go nie przeczytał. Panowie zaczepiali po obejrzeniu zdjęcia — bo byłam nowa, bo „wyskoczyłam” w Bingo, bo coś im się kliknęło. " Co słychać?" albo "Jak tam weekend?" Żaden nie nawiązał do tego, co napisałam o sobie. Prawie każdy niemal nic nie napisał o sobie (poza typem do zdjęć w AI i wyborem sugerowanych przez portal gotowych opcji). Nie jestem typem typu "swipe left/right", bo już wiem, że ocena na podstawie samego zdjęcia jest myląca. W d*pie mam takie randki, choć oczywiście nie jest to kompletny tumiwisizm w sprawach związkowych. W dodatku rozmowa z typem od zdjęć w AI tak mnie rozstroiła, że wyregulowałam sobie dół emocjonalny... pisząc do eks.  Początki stresu relacyjnego? A przecież wiem, że on nie jest odpowiedni dla mnie. Bo nie jest. Wiem t...

trochę się zniechęciłam do poszukiwania tego jedynego

Obraz
 Co do fałszywego profilu na portalu randkowym, o którym napisałam wczoraj - wspomniany pan nie jest jedyną osobą, która generuje tła do zdjęć, widziałam nawet pana, który swoją zużytą twarz dokleił do ciała jakby zapożyczonego od Conana Barbarzyńcy i to w stroju, jakby ten właśnie wyskoczył na chwilę z konkursu na mistera kulturystyki (moje dziecko skomentowało jego zdjęcie "czy oczekujesz, że ten facet zobaczy w tobie coś innego, niż ciało?"). Jak to mówi moja dziatwa - masakra. Ale są kobiety, które nabierają się na to, że pisze do nich Brad Pitt czy inny Chuck Norris, o żołnierzach amerykańskich nie wspominając. Po komentarzu na temat zdjęcia na wygenerowanym stadionie, pan stwierdził, że znam logo wyłącznie lokalnej drużyny piłkarskiej, a jego należy do Athletic Bilbao. Po wymianie myśli miałam wrażenie, że pisał ze mną jakiś nastolatek. Profil zablokowałam i zgłosiłam do administracji portalu. Wiem, że mam wyśrubowane wymagania (a kto wybrzydza, ten nie r*cha), ale w su...

moja trzydniowa kariera na portalu

randkowym to trochę fiaska w poszukiwaniach, trochę odejście od starych wzorców. Nauczona doświadczeniem poprzedniej relacji nie chcę nawet rozmawiać z kandydatami z innych miast. Nie interesuje mnie, że do stolicy województwa mają tyle samo kilometrów, co do mnie. Teraz szukam kogoś, do kogo mogłabym wpaść po pracy. Z pobliskiego byłego miasta wojewódzkiego odezwał się jeden kandydat. Wstępnie na plus ze względu na posiadanie włosów na głowie.  Dalej nie było tak entuzjastycznie.  Analiza nicku, profilu, zdjęć na profilu (na 99% tła generowane przez AI) i kilkuzdaniowej rozmowy zarówno siłami potomstwa, sztucznej inteligencji i odczucia z brzucha (intuicja) spowodowały jego odrzucenie (pytanie o konkrety zbył ogólnikiem) - bałam się, że w bezpośredniej rozmowie na spotkaniu, które zaproponował, popłynę emocjami. Na umówiłam się na spotkanie w realu. *** Na razie bardziej angażuję się więc w zajmowanie się swoim życiem - czuję, że wkładam całe serce w jogę i naprawdę jest to r...

jak mija tydzień

 1. Dziecko warszawskie przyjechało na weekend i urządziliśmy mu urodziny. Był obiad, Martini Asti i tort. Obłędna kapusta jako dodatek do drugiego dania. Obaj dziadkowie, babcia, brat ze zdrową połową potomstwa. 2. Aktywowałam konto na portalu randkowym - ja czuję gotowość na randki, ale nie obiecuję sobie wiele, bo potencjalnymi kandydatami z okolicy jestem zawiedziona. Gdybym miała ich określić jednym słowem - najczęściej zaniedbani, choć muszę przyznać, że znowu natrafilam na profil kolegi z podstawówki - największego głąba w klasie i na zdjęciu wygląda fajnie. 3. Bałam się, że odpadnie mi na stałe jedna joga w środku tygodnia, ale okazało się, że wypadły tylko jedne zajęcia. 4. Spotkałam się z przyjaciółką. 5. Widzę w lustrze, że opłacało się hodować włosy i że nawet cienkie włosy mogą ładnie wyglądać w długości większej, niż tylko do brody. 6. Dziecko warszawskie swoją wagą zrobiło mi pomiar ciała i wyszedł mi wiek metaboliczny młodszy o dziesięć lat, niż mam ich faktycznie.

piosenka na dziś i o opiece naprzemiennej

Obraz
 piosenka na dziś to zapętlona wersja koncertowa Męskiego Grania "I ciebie też, bardzo" Dosłownie czuję tę bijącą energię! Dla tych, którzy nie znają tej piosenki, oto wersja oficjalna: Refren "wiem, że nie chcę się już dłużej bać nie chcę tańczyć do melodii, które znam jestem wolny" to słowa o odchodzeniu od wyuczonych schematów, które nie zawsze są dla nas dobre.  Czuję też szczęście, że mogę sobie siedzieć w cieple i bez bólu i po prostu wsłuchiwać się w tekst i mruczeć pod nosem melodię. "zielona trawa, dobre dni". *** W biurze wszyscy chyba już się przyzwyczaili do widoku mojej osoby w słuchawkach na głowie, w każdym razie nawet szef nic nie mówi na ten temat. Ja jestem bardziej skupiona na pracy i czuję się jak na poniższym obrazku: co oczywiście nie jest wyłączną prawdą, bo w sprzyjających okolicznościach (w sensie, gdy nie mam noża na gardle w postaci terminowej pracy, telefonów co minuta, ponaglania mnie do roboty i rozmowa jest na interesujące mn...