Posty

mam zgryz

 w pracy w związku z niekończącym się audytem. Niemal cały weekend pracowałam zawodowo, tak że zapomniałam dzisiaj ugotować obiad dla dziecka. Nic to, dziecko potrafi trafić do lodówki. W sprawie piątkowego maila od L. i mojej odpowiedzi  na niego (potrzebowałam domknięcia) skonsultowałam się z Chatem GPT i Gemini, odpowiedzi tego drugiego podobały mi się bardziej, pokazały złą i dobrą stronę mojej informacji zwrotnej, nazwał mechanizmy psychologiczne, do tego "poprosił' oceniać sytuację przez pryzmat MOICH odczuć. Jak twierdzą moje dzieci: Chat GPT jest takim yes-manem, do tego mimo, że kazałam mu zapomnieć i nie wracać do pewnych moich informacji, to i tak to robi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że sztuczna inteligencja nie jest psychologiem, ale nie będę z durnym pytaniem, na które w sumie znam (czuję) odpowiedź, biec po interwencję kryzysową. W związku z weekendem poświęconym pracy czuję się bardzo pobudzona i nie wiem, jak zasnę.

wreszcie

 znalazłam tytuł, który czyta mi się dobrze - "Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery. Niestety, "Traktat o łuskaniu fasoli" nie przypadł mi do gustu, porzuciłam. Niestety, niektóre bestsellery i nagradzane książki do mnie w ogóle nie przemówiły. Nieco przeleciałam przez opowiadania Sylwii Chutnik, ale oceniam jako "tak se". Nic to, dalej będę szukać takich lektur, jakie lubię.  W piątek byłam zrobić pazurki - wcześniej rozmawiałam ze znajomą, która rzuciła zdanie, że manikiurzystki specjalnie nie spiłowują paznokci do pożądanej długości , bo chcą, żeby klientki szybciej i częściej zachodziły do salonu - więc w czwartek sama sobie spiłowałam paznokcie do opuszków, tak więc teraz jest mi bardzo wygodnie pisać na klawiaturze. A spędzam przed komputerem w tygodniu z dziesięć godzin dziennie, licząc czas w domu. Widzę zdecydowaną zmianę w wyglądzie cery - odstawiłam jakiś czas temu kremy z retinolem (musiałam za słabo stosować przy nich filtry, bo cera pociemn...

Agresywny pacjent

 pobił do krwi moją byłą lekarkę (byłą, bo przestała leczyć w mojej poradni i prowadzi mnie teraz inny lekarz), sprawa dostała się do krajowych mediów. Tym niemniej statystyki pokazują, że chorzy psychicznie są w takim samym stopniu agresywni, jak ludzie zdrowi. Napisałam sobie plan pracy na weekend na kartce, według mojego dziecka na tym właśnie polega zarządzanie. Na zapytanie o prezent dla mnie od współpracowników z okazji nadchodzących urodzin zaproponowałam ciśnieniomierz.  Kupiłam czujnik czadu. Wreszcie. L. wysłała mi maila w nocy z jakąś głupotą w pobliskim, byłym wojewódzkim mieście.

chyba już tylko

w wyjątkowej sytuacji napiję się alkoholu - takie mam przemyślenia po sytuacji z L. i obejrzeniu filmiku, który zamieściłam tu na blogu w zeszłym tygodniu. Jeden drink, a skutki w mózgu utrzymują się przez kilka miesięcy. Teraz, na wszelki wypadek, do jego imienia i nazwiska w kontaktach w telefonie dodałam adnotację "czynny alkoholik" - gdyby coś mi impulsem wpadło do głowy i chciało mi się z nim kontaktować. Przeglądając maile wpadłam na tarota z początku 2019, mowa tam, że może w moim życiu pojawi się mężczyzna "ciepły i opiekuńczy, taki przyjaciel". L. poznałam w okolicach listopada. Mimo wszystko, nie żałuję znajomości i czasu jej poświęconego, byłam mocno poraniona przez eks i potem Mr. Biga, a dzięki L. otworzyłam się na miłość. W tyrce pracowicie, dziś maksymalne skupienie, bo wydziubywałam dane z programu do arkusza w Excellu, aż czuję lekki, napięciowy ból głowy.  P.S.  Miałam w domu darowane trzy butelki bimbru, wylałam do kibla.

ale śniegu

 napadało! Jak jechałam rano samochodem, to przypomniało mi się, jak z gościnnymi występami jeździłam po Polsce zimą w poprzedniej pracy w poprzednim życiu. Pługopiaskarki nie nadążały odśnieżać, brudny śnieg leżał na jezdni, a na pomniejszych uliczkach był po prostu rozjeżdżony przez auta. Prawdziwy hardcore! Rano podjechałam do laboratorium na pobranie krwi. Wszystko poszło sprawnie, dopóki nie wyszłam z przychodni i okazało się, że wysiadł mi (znowu) akumulator. Zadzwoniłam do brata o pomoc, przyjechał, musieliśmy trochę poczekać, aż będzie  miał możliwość podjechania pod mój wóz, odpalił z kabli. Dobrze, że mam brata, co pomoże w takich sytuacjach. Przy okazji pośmialiśmy się z dawnej klientki, która zgubiła hasło do portalu i zadzwoniła do niego w sprawie jego przypomnienia (brat ma zapisane jej wszystkie hasła). Hasło tej klientki do banku to Bogata1234, a zagubione hasło brzmi Pięknota123. Ludzie to jednak mają fantazję. 

nadzieje na dobrą przyszłość

Obraz
  Poprosiłam o postawienie mi tarota (tak na pocieszenie). Jednym słowem, chyba już weszłam w rok Konia, chociaż dalej walczę z idealizacją przeszłości (bo przecież sama nie wiem, czy kocham /kochałam prawdziwego L., czy tego zmiękczonego alkoholem). W pracy pracowicie, troszkę sprawy popchnięte do przodu, był też powód do radości, bo szef zaakceptował mój pomysł na udogodnienie dla klientów w związku ze zmianami w prawie, mimo że wiąże się on z dodatkowym kosztem dla firmy.  Zarejestrowałam się na USG tarczycy. Dziecko nie wiedziało, czym jest wieża stereo. A ja jestem stara, bo cieszy mnie promocja na masło.  P.S. Odblokowałam go na 20 godzin i w towarzystwie zapętlonego "Wymyśliłem ciebie" Zauchy niemal rozwaliło mi to dzień. Niemal przypomniało dawne czekanie, dobrze że najpierw przytuliła mnie koleżanka, zaleciła zmianę muzyki, a potem miałam dużo pracy i zajęło mi to głowę. Zablokowałam z powrotem.

czy pisałam

Obraz
 że dziecko młodsze zaczęło regularnie gotować rosoły w niedzielę? I wychodzi mu to lepiej, niż mnie?  Nie lubię gotować, więc tym bardziej mnie to cieszy.  Obudziłam się dzisiaj wyspana po czwartej i w oczy weszła mi taka reklama: Nie chcę się domyślać, jaka to ma być "praca" polegająca na piciu drinków w górach w luksusowych futrach. Swego czasu głośno było o "modelkach" w Dubaju. Ostatnio przeczytałam ten wpis sezon na dobroczynność  i mam dokładnie takie same odczucia. Gdy miałam piętnaście lat, było to coś WOW!. Teraz patrzę bardziej krytycznie, jednocześnie nie wspierając WOŚP (poza kupowaniem soków pomidorowych z ich logo) czuję się jak parias. Tak jak gdybym ja wyrosła z formuły Owsiakowego programu "Róbta co chceta", a on ciągle tam tkwił. Inna sprawa, że koszty prowadzenia fundacji pochłaniają nawet 70% kwoty wpłat, więc ja nie chcę nikomu sponsorować sposobu na życie. Jak oglądam zapowiedzi w TV, to przychodzi mi do głowy wierszyk z jakiejś bajk...

wczoraj

Obraz
 minęły trzy tygodnie, odkąd rzuciłam L. To mało i głowa jeszcze wariuje, tworząc w chwilach zwątpienia pozytywne scenariusze. Kilka dni temu obejrzałam z dzieckiem film "Trauma" na Netfliksie, gdzie dosadnie jest pokazane, jak mózg wypiera traumatyczne doznania (aczkolwiek w żaden sposób TEGO zerwania do nich bym nie zaliczyła), chodzi mi o wyparcie w sensie ogólnym.  Co do ostatniej wzmianki o zięciu znajomej, to w sumie przywołałam ją po to, że jak pomyślę sobie, co by mogło mnie czekać, to mi się oddech zatrzymuje. Omówiłam wyniki badań w programie "Moje zdrowie" z lekarką, wszystkie dobre poza cholesterolem i hormonem tarczycowym. Wysoki cholesterol może być skutkiem zbyt małej ilości hormonów tarczycowych. Podobne wyniki miałam w 2024, ale wtedy nie kierowano od razu na konsultację lekarską, więc nic z tym nie zrobiłam wtedy. Teraz dostałam skierowania na dalszą diagnostykę tarczycy i pierwsze zalecenia lekarskie. Kupiłam nieprofesjonalną bieżnię do domu. Prze...

jak zwykle

Obraz
 tuż po wpisie o spokojnym dniu pojawił się ktoś, kto wzbudził we mnie emocje. Otóż przyszła do biura listonoszka - relacje mamy koleżeńskie, zawsze zamienimy słowo (choć jak pisałam, czasami, gdy mam dużo pracy, narzekam, że muszę odbierać korespondencję). Wzięłam od niej listy, zrobiłam jak zwykle kawę i zwierzyłam się, że zerwałam z chłopem, a gwoździem do trumny była wódka.  A ona uraczyła mnie opowieścią o swoim zięciu, który aktualnie znowu jest w ciągu. Jego żona nie może trzymać żadnego alkoholu w domu, bo znajduje i wypija wszystko. Ona dostaje czasem w charakterze prezentu wino od klientów, trzymała ostatnio wszystko w bagażniku auta, żeby mąż nie znalazł, a jednak znalazł i wychlał. Po tym zdarzeniu córka przywiozła dwie siatki win do rodziców. Szczytem wszystkiego było odcięcie atomizera od butelki perfum Hugo Bossa i wypicie zawartości. Dziewczyna ponoć odstawia właśnie leki psychiatryczne, żeby starać się o dziecko. Męża zgłosiła na przymusowe leczenie. Choć mi w...

gdyby chociaż mucha zjawiła się

 mogłabym ją zabić, a później to opisać To tak dzisiejszy dzień jak dotąd. Zrobiłam badania w ramach programu "Moje zdrowie" - wszystko w porządku poza cholesterolem. Wyczytałam, że mój lek może mieć wpływ na jego poziom, poza tym może to przez stres - poza niedogodnością wciąż niezakończonego audytu nie mam powodów do stresu poza typowymi sytuacjami w pracy wynikającymi z konieczności zachowania terminów, bo atmosfera jest bardzo sprzyjająca. Jutro mam omówić wyniki z lekarzem - uważam, że to rozsądniejsze rozwiązanie, niż z poprzedniego programu "40+", gdzie zostałam pozostawiona sama sobie z wynikami badań. W pracy miałam zarejestrować kilkudziesięciu pracowników od kogoś, kto prowadzi wiele spółek, pomyliłam nazwy firm i wklepałam dane z palca do złej firmy, na szczęście się zorientowałam, poprawne rejestracje poszły w terminie, a dzisiaj odkręciłam złe zarejestrowania. Zostało 9 odcinków do końca "mojego" serialu, nieśmiało mam plan niewkręcania się w...

nastroje stabilne

 wieczory bywają troszkę trudniejsze z uwagi na większą ilość wolnego czasu i nagromadzenie zmęczenia z całego dnia, ale postanowiłam po prostu wieczorami przynosić sobie więcej roboty z biura. Czyli klasyczne zabijanie czasu zajęciami. Ale generalnie OK.  Powrót do biura po dwóch tygodniach siedzenia w domu trudny - bałam się otworzyć pracowego maila, ale okazało się, że nie jest tak źle. Miałam problemy ze wstaniem, budzik oczywiście wyłączyłam i poszłam spać dalej, na szczęście w pracy byłam przed szefem, więc nie wyszło moje spóźnienie.  Dziecku na obiad zrobiłam mac'n'cheese, ponoć wyszło bardzo dobrze - i tak też wyglądało jego spożycie.  Czasem walczę ze sobą, by nie być terapeutką L. Miewam momentami ochotę napisać do niego, ale wtedy a) staram się sobie przypominać, że niejeden raz próbowałam z nim rozmawiać b) konsultuję się z Chatem GPT i proszę go, by odpowiadał mi mniej mile (wiem, że AI to nie terapeuta, ale do pojedynczych pytań raz dziennie nadaje się...

czuję energię i optymizm

 co jest dla mnie nowością, że nie każde rozstanie w moim życiu musi łączyć się z: a) epizodem psychotycznym b) epizodem depresyjnym c) próbą samobójczą. Czyli nie zapowiada się na pobyt na oddziale zamkniętym, wręcz przeciwnie, mam nowy zapał do życia. Nowe nadzieje. Wczoraj joga, bardzo fajne rozciąganie dolnej części pleców, więc dziś czuję tam zakwasy. Potem cały dzień barłożenia przed tv - najpierw "mój" wątek w "moim" serialu, potem z dzieckiem drugi sezon "1670". I biorę do siebie z niego, to co Stanisław w ostatnim odcinku mówi do ojca: "Byłem wychowywany do rzeczy wielkich, a przecież ja sobie mogę normalnie żyć z Tereską".  Do tego dzisiaj krótki epizod z c.v. - aplikowałam w zeszłym tygodniu, dostałam dwa telefony - jeden dnia następnego, gdy swój popołudniową porą miałam wyciszony, drugi w sobotę wieczorem, gdy akurat byłam w teatrze (!), oddzwoniłam, niestety szybka analiza warunków zatrudnienia spowodowała, że wycofałam swoją kandyd...

tym paru znajomym czytelnikom

Obraz
 z V. i tym nieznanym, co nigdy nie zostawili po sobie śladu, jestem wreszcie gotowa wyjawić, że gwoździem do trumny mojej relacji był alkohol, oczywiście nie w moim wykonaniu. Wcześniej może sama przed sobą udawałam, że nie ma problemu, ale żyliśmy 5 lat na dwa kraje i widywaliśmy się w jego trzeźwych momentach. Były też co najmniej dwa inne powody, ale nie chcę o tym pisać, bo nie chcę rozdrabniać się nad przeszłością w nowej części mojego życia. W każdym razem na przyszłość muszę bardzo uważać, bo buduję sobie w głowie złudzeniowy obraz partnera i kocham to wyobrażenie, zamiast jak to w Biblii napisane, "po czynach ich poznawać" i te czyny mieć przede wszystkim na uwadze, a nie dawać sobie nawijać makaron na uszy. Choć tutaj w ostatnim pół roku nawet tego makaronu nie było. Gdzieś po drodze zginęła ta właściwa iskra, która powinna cechować dobry związek. Vitalijki pamiętają niejedno zerwanie - przyznaję, zrywałam niekonsekwentnie na raty, ale teraz poczułam, że jestem ...

spłakałam się

 na trzecim sezonie serialu "Facet na święta" z Netfliksa. A historia głównej bohaterki z Adrianem to coś, czego koniecznie chciałam uniknąć. Poza tym byłam z przyjaciółką na ciachu.

to był udany sylwester

bez wątpienia najlepszy w ostatniej pięciolatce, spędzony do północy z synem, a od północy u sąsiadów. Otóż wyszliśmy z synem obejrzeć fajerwerki i nagle dostałam propozycję dokończenia wieczoru na domówce. Sylwester bardzo świadomy, spędzony tu i teraz.  Teraz słucham koncertu noworocznego z Wiednia.

wzięłam na luz

 i sprawiłam sobie mały urlop do Trzech Króli. Może zajmę się domem, a może po prostu przesiedzę z nosem w laptopie. Odsuwam od siebie przykre zadania w pracy - choć wiem, że ich nie uniknę. Podsumowuję pogodnie relację: dała mi otwarcie na miłość i sześć kilogramów. Więc chyba jestem na plusie. Natomiast ogromną satysfakcję mam z dzieci, ta dziedzina w życiu naprawdę mi się udała. Ostatnio dziecko warszawskie robiło ankietę dla pewnej uczelni i oceniło relację z matką jako 10/10. Zastanawiam się nad postanowieniami noworocznymi.

chyba jednak trochę przeżywam rozstanie

 bo wczoraj wiozłam mamę i przejechałam na czerwonym świetle (nawet nie pamiętam, żebym na nie spojrzała), dwa razy zostawiłam kluczyk w aucie zostawiając je na parkingu (auta nawet nie zamknęłam) i opowiedziałam nawet sąsiadce (która przyszła z córką i jej narzeczonym prosić mnie na wesele), że przyjdę na pewno sama, bo w piątek rozstałam się z facetem, a z łapanki z Internetu boję się kogokolwiek przyprowadzić (nie wiem, czy się nie upije albo nie zrobi awantury).  Dlatego dobrze, że wzięłam wolne do Trzech Króli, bo jednak rozkojarzona jestem. Zrobiłam szybki bilans i wyszło mi, że trzy razy ja kończyłam relację, a dwa razy ze mną kończono (oczywiście wliczając tych, z którymi się co najmniej całowałam). Jestem statystycznie przeciętną Polką. Oczywiście teraz nie czuję, że zatrzymał się mój świat, nie straciłam źródeł dochodu, nie wpadłam w zespół ostrego stresu, nie straciłam relacji z rzeczywistością. Jedyne co straciłam to te dwa telefony dziennie, trwające ostatnio króc...

dlaczego uciekłam z portalu randkowego

 Wczoraj wieczorem w przypływie nudy zarejestrowałam się na portalu randkowym dla boomerów i ujrzałam tam kolegę z klasy z podstawówki. Jako jedyny miał zdjęcia w porządnym garniturze wykonane przez profesjonalnego fotografa, co z tego, jak pamiętam go jako największego głąba w klasie, w dodatku w trzeciej klasie na zbiórce zuchów kichnął i wyleciał mu siedmiocentymetrowy smark, który wytarł rękawem. Nad ranem przyśniło mi się, że napisał do mnie przez portal, w śnie zaczęłam krzyczeć ze strachu. Ech. Rano zawiesiłam konto.

boomerzy już fałszują historię

 bo babcia powiesiła sobie swój portret stworzony przez AI z okazji złotych godów, orzekło dziecko warszawskie. Ja założyłam konto na portalu randkowym wieczorem, a rano zawiesiłam. Nie mam siły na pogawędki z przypadkowymi osobami. Nie mam siły wyglądać na desperatkę szukającą wśród innych desperatów. Jak ma przyjść, niech przyjdzie naturalnie. Pana L. zablokowałam w telefonie - po tygodniu niegadania w sobotę odebrałam, rozmowa trwała minutę i to była jedna wielka katastrofa - z mojego punktu widzenia. Nie mam czasu na  bylejakość, to już to niewielkie grono bliskich, które mam wokół, poświęca mi na co dzień więcej czasu. Jeśli ja nie umiem w związki, to L. nie umie w nie jeszcze bardziej. A takie fajne początki były.

mięso na rosół nie respi się w lodówce

 to ważna nauka dla mnie, rzekło młodsze dziecko, gdy na jego pomysł ugotowania rosołu i poczęstowania nim brata odpowiedziałam, że nie ma składników. Trzeba więc będzie dzisiaj wybrać się na zakupy. Święta przebiegły prawie bez nerwów - troszkę tata podniósł głos zapytany o sprawy rodzinne sprzed ponad pół wieku, gdy mama wtrąciła - niepytana - swoje trzy grosze. Przy okazji wypłynął smaczek - zgodnie z prawem przedwojennym dziadkowie pobrali się w 1945 w kościele. Mieli już troje dzieci, gdy dziadek poszedł w pracy po zasiłek rodzinny i usłyszał, że nie dostanie, bo według prawa powojennego nadal jest kawalerem. Ponoć więc, jak dziadkowie jechali na jarmark, wstąpili do urzędu i wzięli ślub cywilny.  Waga moja nie taka zła, po wieczerzy wigilijnej osiągnęła moment krytyczny 63,5 kilo, ale dzisiaj jest lepiej, już zeszło dwa kilo. Sałatka jarzynowa,  niemal niezjedzona,  skwaśniała, więc z musu nie wrzucę jej na śmietnisko własnych jelit. Będę pracować nad tym,...