Posty

poddałam analizie AI wróżby edit.

Obraz
które zamówiłam pod koniec zeszłego roku. Bardzo ciekawe doświadczenie, które doprowadziło mnie do wniosku, że następnym razem, jak zachce mi się przepowiadania przyszłości, to poproszę mojego Chata. Pisałam z ejajem dobry kwadrans, może nawet dłużej, poniżej skoncentrowany wynik.   Notatka – analiza psychologiczna otrzymanej wróżby 1. Charakter wróżby Analizowany tekst nie jest typową jednoznaczną przepowiednią, lecz raczej narracją psychologiczną opartą na ogólnych schematach życiowych. Wiele fragmentów wykorzystuje mechanizmy znane w psychologii poznawczej, które sprawiają, że odbiorca może uznać treść za bardzo osobistą i trafną. 2. Zastosowane mechanizmy psychologiczne Efekt Barnuma – używanie bardzo ogólnych opisów (np. trudna relacja z przeszłości, pragnienie miłości, okres samotności), które pasują do wielu osób. Rozgałęzienie interpretacji – pojawiają się sformułowania typu „może być A, a jeśli nie to B”, dzięki czemu niemal każdy scenariusz może zostać uznany za trafion...

czas mija spokojnie

 mimo że w moim otoczeniu rozpękły się kolejne dwie pary. Jednak, jak to mówią, co chatka, to zagadka. Część otoczenia zawodowego usiłowało wmówić mi sparowanie się z połówką jednego z nich, wczoraj nawet padło: "O, ubrałaś się dla Jacusia*", na co ja odrzekłam (była to druga taka uwaga, więc już miałam w sobie przemyślanego mistrza ciętej riposty) "Tobie to tylko jebnąć. Jacuś jeszcze nie ma rozwodu". Niestety, tak myśli pokolenie boomerów - że kobieta bez mężczyzny nie da rady, jak gadam z bratem, to tylko mnie ostrzega pół żartem, pół serio "nie wspominaj przy mamie o tym i o tym, bo jeszcze zacznie cię na siłę żenić". Tymczasem bardzo dobrze mi solo, o portalu randkowym w ogóle nie myślę, nawet nie ze względu na to, że nie chcę wychodzić z bańki komfortu (chyba, że pod kątem zdecydowanej większości przegrywów, niezdecydowanych i poszukiwaczy podbojów z mojej okolicy), ale po prostu na obecną chwilę z różnych względów nie widzę zastosowania mężczyzny w ...

ło kryste panie

Obraz
 jak mnie boli w krzyżu - wczoraj otworzyłam sezon ogrodowy i zaczęłam porządki wiosenne w tymże, zaczęłam od zbierania resztek liści po jesieni, trochę zamiatałam szczotką z brzozowych witek drogę. Znowu odkrywam istnienie mięśni, które długo pozostawały w ukryciu. Wygrabiłam razem z dzisiejszym dniem pięć worków liści.  Miesiąc temu dostałam SMS od mojego pana - ogrodnika z cennikiem za prace ogrodowe, koszt roboczogodziny za grabienie to 75 zł, ja zarabiam za godzinę mniej, więc rachunek prosty - poświęcam pół godziny - godzinę dziennie przy sprzyjającej pogodzie na ogród i mam zrobione. Półtora roku temu pan - ogrodnik chciał 85 zł od wycięcia jednej tui, tuj było ponad 80, kupiłam piłę elektryczną, sąsiad i synowie pomogli, w sumie kosztowało mnie to 500 zł plus dwie butelki wódki i jedna whisky.  Wypiłam pierwszą kawę na świeżym powietrzu i zwróciłam uwagę na pierwsze wiosenne kwiaty.  Są też pąki na magnolii. Myślę, że na dobre wróciłam do jogi. Po środzie bol...

matki boskiej pieniężnej

 dziś świętowałam, bo wypłynęła i wypłata, i zwrot podatku z urzędu skarbowego. Wróciłam do jogi i czuję, że potrzebne mi to było - krew po marszu na bieżni krąży, ale ciało jakby usztywniło mi się ostatnio albo może odczuwam w nim różnicę między stanem, gdy regularnie praktykowałam, a stanem gdy tych praktyk zaniechałam. W pracy mega skupienie, ale zadanie na dziś  - część całości planowanej do zrobienia na koniec tygodnia zawodowego - wykonane. 

weekend

Piątek uczyniłam sobie dniem wolnym od pracy zawodowej w związku z pomalowaniem sobie włosów u fryzjera. Spędziłam cudowny poranek w łóżku - kawa za kawą i sporo czytania. Kiedyś nie do pomyślenia, by w dzień deadline'u mieć urlop. Kolor włosów wyszedł świetnie, zupełnie nie płaski, a jednocześnie bardzo naturalny. Napracowała się fryzjerka. Nie zdecydowałam się na cięcie uważając, że mam jeszcze fajną linię włosów i niechże sobie rosną w spokoju. Przy okazji, widziałyście włosy modelek na ostatnim pokazie Prady? Wieczorem czytałam krótką dyskusję na temat definicji gwałtu (ktoś napisał, o zgrozo, że gwałt jest wtedy, gdy jedna ze strona nie ma PRZYJEMNOŚCI, gdy ma przyjemność, to może mówić początkowo nie), więc doczytałam obecną  w polskim Kodeksie Karnym (coś mi się obiło o oczy jesienią, że będzie zmiana) - ma być consent. W następstwie w nocy śniło mi się, że jestem gwałcona przez diabła, mam przyjemność, a potem zarzucam mu brak wyraźnej zgody na seks. Jak się przebudziłam, t...

kompletna i stabilna

 Nigdy nie czułam się tak kompletna i stabilna, jak teraz. Przekłada się to chociażby na - jak się wydaje - brak zaspokajania deficytów przez kompulsywne zakupy odzieży online. W lutym kupiłam dosłownie jeden ciuch i to z drugiej ręki - jest to bluza, którą kiedyś miałam, wydałam do ludzi i teraz sobie "odkupiłam". Na większość stron sklepów internetowych przestałam wchodzić, właściwie odpalam ad hoc tylko Zalando i poprzestaję na wyświetleniu strony wejścia. Poza tym czuć wiosnę.

piosenka na dziś

Obraz
 to Olivia Rodrigo "vampire" słuchana w pętli.  Dzisiaj skończyłam lutowy "obchód" po lekarzach. Jestem bardzo posłuszną, może dzięki temu dobrze rokującą pacjentką. Wspomniałam ostatnio przyjaciółce, że uważam, że mój lek jest cudownym wynalazkiem - biorę zastrzyk w tyłek, a działa na głowę. Latkaa na to: "no bo przecież dupa z głową jest połączona: jak cię ktoś kopnie w dupę, to się popłaczesz, a jak ci wbije igłę w oko, to się posrasz". Moja lekarka uśmiechnęła się tylko i odrzekła, że to przez krążenie krwi. W ogóle dużo zrobiłam dla siebie w tym miesiącu, włącznie z fachowym pedicure i codziennym spacerem. Jutro postaram się umówić fryzjera. Z pracą zawodową jestem opóźniona o tydzień, więc zostały mi cztery dni na wszystkich klientów. Moi byli klienci wzięli udział w programie "Bogaty dom, biedny dom". Oni oczywiście jako ci bogaci. Cóż, ja ich biznes widziałam "od środka", miałam mieszane uczucia oglądając odcinek z ich udziałem....

46. dzień roku

Bardzo fajna niedziela. Zaraz po północy, jak tylko ruszył e-pit, wysłałam sobie zeznanie podatkowe. Nauczona doświadczeniem w sprawie dyskusji ze skarbówką w temacie ulgi rodzicielskiej, zawsze już wcześniej wysyłam do eks wiadomość, co robimy z tym odliczeniem. Eks - nauczony doświadczeniem z trzema matkami swoich dzieci (różnie podchodzą do kontaktów ojca z dzieckiem po rozstaniu) decyduje oddać swoją część ulgi mnie.  Woskowałam sobie dzisiaj bikini i myślałam o tym, że mam już tyle lat, że mam swoje ulubione produkty, zapachy, praktyki i może pasowałoby gdzieś to wszystko spisać. Może napiszę o tym kiedyś post, a może nie, blog jest poświęcony myślom z teraz, często jest pisany pod wpływem chwili, więc jak to chwilowe myśli - przepływają i ulatniają się. Może ulubione produkty i stałe nawyki oznaczają, że coraz bardziej osadzam się w swojej bańce, czy jak tam zwał: kokonie komfortu. Wczoraj wpadła do mnie przyjaciółka (znamy się od szóstej klasy podstawówki), więc po...

w nocy

 obudziłam się z poczuciem wyspania i prawie miałam wstać, by jechać do biura pracować (mam tyle zaległości, że w normalnym trybie wydaje się to nie do nadrobienia), ale pomyślałam, że dzień miałam w planach zacząć od wizyty u dentysty, więc nie pojadę do niego po nieprzespanej nocy i z brakiem makijażu. Na szczęście zasnęłam powtórnie bez problemów. W pracy trochę uporządkowałam biurko. Dwóch klientów zadzwoniło z pospieszeniem mnie, w tym jeden jak jeszcze byłam u lekarza (byłam grzeczna, choć w środku pomyślałam sobie "nie poganiaj mnie, bo tracę oddech"), zrobiłam ich od razu po przyjściu do biura, ale z zemsty (może po prostu z przekory) zaprogramowałam wysłanie maili z wynikami dopiero w godzinach popołudniowych. Potem dalsze porządkowanie biurka - wpinanie dokumentów do segregatorów i drukowanie na nie nowych etykiet. Nie było dyrekcji, więc nikt nie zawracał głowy gadaniem, w ciszy sobie dłubałam swoje. Tydzień dobry, trzy dni zeszły na rozwiązywanie problemów klienta...

dyrekcja w tłusty czwartek

nie zaskoczyła pracowników i nabyła pączki z biedronki. Czytałam wcześniej opinię o ich składzie na profilu Pomysłodawców i wzgardziłam, niech ten olej palmowy w zestawieniu z wieloma "E" dyrekcja sama wrzuca do swojego żołądka. Z tych pączków tylko jeden został zjedzony, akurat nie przy mnie, więc nie wiem, kto się odważył. Za to jeden z klientów przyniósł megadrogie jak na lokalne ceny (dwanaście złotych sztuka) pączki z serkiem mascarpone i żurawiną. Zjadłam pół w nadziei, że cena odpowiada za lepszy skład. Byłam na kontroli u lekarza, TSH po zwyżkach według ostatniego badania w normie, nie wiem, czy to zasługa uporządkowania życia (nie ma stresu okołozwiązkowego), czy też tego, że wdrożyłam regularny ruch. W USG na tarczycy wyszły guzki, więc dostałam skierowanie do endokrynologa. Jako że sprawa nie jest pilna, czekam na NFZ. Poza tym czas płynie mi jak szalony, w tym tygodniu trzy dni byłam skupiona na problemach innego z klientów, sporo czasu spędziłam w jego siedzibie,...

ofiara nie krzyczy

 Miałam sen krótki, ale bardzo wymowny. Otóż jestem u mojej wiejskiej babci, jestem prawie dorosła. Kładę różne dzieci spać i sama szykuję się do snu. Nagle wraca z bibki pewna ciotka, przyprowadza ze sobą młodzieńca. Ja mam się przebrać do snu. Przy nim. Zakładam na rajstopy spodnie dresowe i dopiero wtedy ściągam spódnicę. Ściągam koszulę i decyduję się zostać w halce. Nie mogę znaleźć bluzy od dresu. Przekładam stos ubrań, ale bluzy nie ma. Nagle czuję, że on stoi za mną, mówi "kocham cię" i całuje mnie w szyję. Myślę sobie szyderczo "tak, na pewno, od pierwszego wejrzenia" i paraliżuje mnie strach. Chcę krzyczeć, ale głos nie wychodzi z gardła. Cięcie. W następnej scenie leżę przerażona w łóżku, w ręce trzymam telefon, ciemność, mam otwarte oczy, ale udaję że śpię. On podchodzi do mnie, świeci swoim telefonem i mówi "daj znać telefonem, jak będziesz chciała wstać". Budzę się. Przez kilka sekund mam wrażenie, że widzę jego twarz, nie umiem oddychać, wre...

choroba dyrektorska , czyli przeziębienie na weekend

Obraz
 Cały weekend spędziłam w dresie i w łóżku, w niedzielę obudziłam się z koszmarnym bólem głowy, za to bez wody lejącej się z nosa, trzy czwarte dnia przedrzemałam, bo muliło mnie od patrzenia w ekran.  W kinie jednak nie byłam, akurat w tym czasie trzymała się mnie gorączka. Koło osiemnastej ból i gorączka odpuściły, poczułam się jak nowo narodzona i teraz zastanawiam się, czy iść jutro do biura, czy też pozwolić sobie na jeden dzień rekonwalescencji. Bo jak myślę o pracy, to nasuwa się ten mem: I nie chodzi mi o atmosferę w pracy, szefa czy współpracowników, ale generalnie o dziedzinę, w której cokolwiek w życiu zawodowo się poruszam. Naprawdę, praca w poprzednim życiu to była jak zabawa - choć traktowałam ją bardzo serio.  Nadziela wieczór przyniosła takie uwolnienie od bólu łepetyny, że korzystając z ogłoszenia przez ulubioną pizzerię Międzynarodowego Dnia Pizzy na poniedziałek, postanowiłam pojechać po pizze dla siebie, syna i jego kolegi (który akurat go odwiedził)....

sobota w łóżku edit.

 Sobotę spędzam pod kołdrą z powodu kataru, który urodził się we mnie wczoraj. Łykam paracetamol i witaminę C. Na niedzielę kupiłam sobie bilet na "Hamneta", ale pójdę tylko wtedy, jeśli katar przejdzie. *** W  zeszłym tygodniu obchodziłam urodziny, życzenia telefonicznie złożył nawet eksmąż. Zadzwonił też eksteść życząc przede wszystkim  zdrowia, "bo zdrowie najważniejsze, sama wiesz, bo miałaś problemy". Pomyślałam sobie, że przecież skutki zdrowotne wywołane zachowaniem jego syna odczuwam cały czas i leki będę brać do końca życia, ale nic nie powiedziałam,  wiadomo przecież, że teść jako ojciec zawsze stanie po stronie dziecka. Potem przypomniałam sobie, że w czasie ani jednego pobytu w szpitalu teściowie nigdy nie mnie odwiedzili. Jednak - nie dam się przytłoczeniu myśleniem o przeszłości. Urodziny uczciłam pójściem na pedicure.  Co do przeszłych problemów - oni niech lepiej myślą, że to już za mną bezpowrotnie, niż żeby wiedzieli, że to po prostu remisja.

o tym, jak zostałam technofeudalną niewolnicą

 Otóż na jednego z maili dostałam wiadomość, że mam zapełnioną pamięć w bodajże dziewięćdziesięciu procentach z jednoczesną propozycją odpłatnego poszerzenia pamięci w chmurze. Zdecydowałam się. To samo zrobiłam z mailem używanym do głupot (przesyłanie zdjęć, zakupy online, itp.) - to druga subskrypcja. Trzecią jest streaming filmów, który wzięłam ponownie. Jednym słowem, popadłam w sidła technofeudalizmu, współczesnego niewolnictwa. *** Dzień zawodowo poświęcony na dalszą realizację deadline'ów, oglądanie danych, zastanawianie się nad dalszym ich przetwarzaniem, szukanie  rozwiązań problemów klientów. Wreszcie mam czas pozastanawiać się także w pracy. Zaczęłam sobie zapisywać w kalendarzu kolejne zadania do wykonania; jak twierdzi mój młodszy syn - na tym właśnie polega zarządzanie. Mam satysfakcję, gdy z tego kalendarza wykreślam kolejne wykonane zadania. Po pracy miałam już prawie, prawie smażyć dziecku cycka z kuraka, ale przypomniało mi się, że pokazywałam mu, jak to się ...

audyt

 szczęśliwie zakończony, czuję, że odzyskałam sprawczość.  Trwał tak długo, bo jak sprawdziłam, od połowy wakacji do prawie końca października audytor siedział cicho. A przecież powinien mobilizować do działania, jak to osoba kontrolująca. Nikt przedtem tak szczegółowo nie kontrolował, dosłownie każdą kropkę i przecinek. Nikt przedtem nie żądał tylu dokumentów. Czuję więc sprawczość (daj Bóg, żeby to nie było chwilowe). Czuję, że odzyskałam kontrolę nie tylko nad życiem (przez zakończenie związku), ale też kontrolę nad procesami pracowymi. Z tego szczęścia zakręciłam sobie włosy na papiloty. Bawię się Chatem GPT w rysunki, nawet zastanawiam się, czy wziąć sobie subskrypcję.

w tym sezonie

 jesienno-zimowym trzy razy miałam auto odpalane z kabli rozruchowych, więc poszłam po rozum do głowy i wymieniłam akumulator. Panowie w serwisie twierdzili, że w hybrydach Toyoty akumulatory trzymają krótko, nie wiem, nie znam się, uwierzyłam. Na szczęście nie była to kwota liczona w tysiącach.  Co do finansów, to zdecydowana jestem zrezygnować z jogi w studio, bo cena skoczyła na 35 zł za godzinę. Drogawo. Bieżnia kosztowała siedem stów, tyle co  ponad cztery czy pięć karnetów na siłownię. Na jogę chodziłam raz w tygodniu, bieżni - odkąd ją mam - używam codziennie. Zaleta taka, że nie muszę wychodzić z domu, nie tracę czasu na dojazdy i nie muszę się przebierać w sportowe ciuchy, co czekałoby mnie, gdybym zdecydowała się na chodzenie po bieżni na siłowni. Co do jogi, mam własną matę, teoretycznie więc mogłabym praktykować jogę na własną rękę. Codzienne spacery po pół godziny są dobre dla serca i tarczycy (a jestem w trakcie diagnozy), joga - dla kręgosłupa. Dodatkowo ro...

wreszcie

 znalazłam tytuł, który czyta mi się dobrze - "Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery. Niestety, "Traktat o łuskaniu fasoli" nie przypadł mi do gustu, porzuciłam. Niestety, niektóre bestsellery i nagradzane książki do mnie w ogóle nie przemówiły. Nieco przeleciałam przez opowiadania Sylwii Chutnik, ale oceniam jako "tak se". Nic to, dalej będę szukać takich lektur, jakie lubię.  W piątek byłam zrobić pazurki - wcześniej rozmawiałam ze znajomą, która rzuciła zdanie, że manikiurzystki specjalnie nie spiłowują paznokci do pożądanej długości , bo chcą, żeby klientki szybciej i częściej zachodziły do salonu - więc w czwartek sama sobie spiłowałam paznokcie do opuszków, tak więc teraz jest mi bardzo wygodnie pisać na klawiaturze. A spędzam przed komputerem w tygodniu z dziesięć godzin dziennie, licząc czas w domu. Widzę zdecydowaną zmianę w wyglądzie cery - odstawiłam jakiś czas temu kremy z retinolem (musiałam za słabo stosować przy nich filtry, bo cera pociemn...

ale śniegu

 napadało! Jak jechałam rano samochodem, to przypomniało mi się, jak z gościnnymi występami jeździłam po Polsce zimą w poprzedniej pracy w poprzednim życiu. Pługopiaskarki nie nadążały odśnieżać, brudny śnieg leżał na jezdni, a na pomniejszych uliczkach był po prostu rozjeżdżony przez auta. Prawdziwy hardcore! Rano podjechałam do laboratorium na pobranie krwi. Wszystko poszło sprawnie, dopóki nie wyszłam z przychodni i okazało się, że wysiadł mi (znowu) akumulator. Zadzwoniłam do brata o pomoc, przyjechał, musieliśmy trochę poczekać, aż będzie  miał możliwość podjechania pod mój wóz, odpalił z kabli. Dobrze, że mam brata, co pomoże w takich sytuacjach. Przy okazji pośmialiśmy się z dawnej klientki, która zgubiła hasło do portalu i zadzwoniła do niego w sprawie jego przypomnienia (brat ma zapisane jej wszystkie hasła). Hasło tej klientki do banku to Bogata1234, a zagubione hasło brzmi Pięknota123. Ludzie to jednak mają fantazję. 

czy pisałam

Obraz
 że dziecko młodsze zaczęło regularnie gotować rosoły w niedzielę? I wychodzi mu to lepiej, niż mnie?  Nie lubię gotować, więc tym bardziej mnie to cieszy.  Obudziłam się dzisiaj wyspana po czwartej i w oczy weszła mi taka reklama: Nie chcę się domyślać, jaka to ma być "praca" polegająca na piciu drinków w górach w luksusowych futrach. Swego czasu głośno było o "modelkach" w Dubaju. Ostatnio przeczytałam ten wpis sezon na dobroczynność  i mam dokładnie takie same odczucia. Gdy miałam piętnaście lat, było to coś WOW!. Teraz patrzę bardziej krytycznie, jednocześnie nie wspierając WOŚP (poza kupowaniem soków pomidorowych z ich logo) czuję się jak parias. Tak jak gdybym ja wyrosła z formuły Owsiakowego programu "Róbta co chceta", a on ciągle tam tkwił. Inna sprawa, że koszty prowadzenia fundacji pochłaniają nawet 70% kwoty wpłat, więc ja nie chcę nikomu sponsorować sposobu na życie. Jak oglądam zapowiedzi w TV, to przychodzi mi do głowy wierszyk z jakiejś bajk...

gdyby chociaż mucha zjawiła się

 mogłabym ją zabić, a później to opisać To tak dzisiejszy dzień jak dotąd. Zrobiłam badania w ramach programu "Moje zdrowie" - wszystko w porządku poza cholesterolem. Wyczytałam, że mój lek może mieć wpływ na jego poziom, poza tym może to przez stres - poza niedogodnością wciąż niezakończonego audytu nie mam powodów do stresu poza typowymi sytuacjami w pracy wynikającymi z konieczności zachowania terminów, bo atmosfera jest bardzo sprzyjająca. Jutro mam omówić wyniki z lekarzem - uważam, że to rozsądniejsze rozwiązanie, niż z poprzedniego programu "40+", gdzie zostałam pozostawiona sama sobie z wynikami badań. W pracy miałam zarejestrować kilkudziesięciu pracowników od kogoś, kto prowadzi wiele spółek, pomyliłam nazwy firm i wklepałam dane z palca do złej firmy, na szczęście się zorientowałam, poprawne rejestracje poszły w terminie, a dzisiaj odkręciłam złe zarejestrowania. Zostało 9 odcinków do końca "mojego" serialu, nieśmiało mam plan niewkręcania się w...